W świecie logistyki coraz częściej pojawia się paradoks, a mianowicie potrafimy zbudować coś naprawdę dużego, ale nie umiemy tego potem sprawnie dostarczyć tam, gdzie ma pracować. Dotyczy to zarówno łopat turbin wiatrowych o długości ponad 100 metrów, jak i gotowych myśliwców czy elementów rakiet. Amerykańska firma Radia ma już pomysł na poradzenie sobie z tym problemem. Po prostu chce użyć do tego skrajnie nietypowego samolotu. WindRunner, bo o nim mowa, ma być największą maszyną cargo na świecie, ale nie pod względem masy, którą zabierze na pokład, lecz objętości ładowni. I właśnie ta różnica może okazać się kluczowa.
Samolot ma mierzyć 109 metrów długości, 24 metry wysokości i mieć 80 metrów rozpiętości skrzydeł. Wewnątrz zmieści ładunek o długości do 105 metrów, szerokości 10 metrów i wysokości 9 metrów, co daje około 6800 metrów sześciennych przestrzeni. Dla porównania Boeing 747-8F oferuje niespełna 900 metrów sześciennych, a Antonow An-124 około 1160 metrów. WindRunner gra więc w zupełnie innej kategorii. Jednocześnie maksymalna masa ładunku wynosi tylko 72,6 tony, czyli wyraźnie mniej niż w przypadku największych obecnych transportowców. Producent świadomie postawił na objętość, a nie na rekordowy udźwig.
Jak tłumaczą pomysłodawcy projektu, dzięki takiemu podejściu, samolot ma zabierać na pokład rzeczy, które dziś trzeba rozbierać na części albo w ogóle nie da się ich transportować drogą lotniczą. Według Rady na pokładzie zmieszczą się w całości cztery myśliwce F-35 albo sześć śmigłowców CH-47 Chinook. To samo dotyczy łopat turbin wiatrowych o długości 100-105 metrów, a także dużych elementów rakiet czy innych ładunków kosmicznych. Zamiast skomplikowanego demontażu i ponownego montażu na miejscu, ładunek miałby po prostu wylecieć z fabryki i wylądować blisko punktu docelowego.
Nie mniej, ważna od samej wielkości jest zdolność operowania z krótkich, nieutwardzonych lub tylko częściowo przygotowanych pasów o długości zaledwie 1800 metrów. Dzięki temu WindRunner nie musi lądować na dużych lotniskach i potem jeszcze organizować drogiego oraz czasochłonnego transportu naziemnego. Może schodzić znacznie bliżej miejsca, w którym ładunek jest naprawdę potrzebny. Chodzi tu np. budowę farmy wiatrowej czy rejon po katastrofie.
Projekt powstał pierwotnie z myślą o energetyce wiatrowej. Coraz dłuższe łopaty stały się tak problematyczne w transporcie drogowym, że zaczęły ograniczać rozwój całej branży. Z czasem Radia rozszerzyła jednak zastosowanie samolotu. Firma współpracuje z Blue Water Shipping w zakresie logistyki multimodalnej i obejmuje już nie tylko energetykę, ale też ładunki projektowe, pomoc humanitarną, sektor lotniczo-kosmiczny oraz transport wojskowy. W maju 2025 roku podpisała też porozumienie CRADA z Departamentem Obrony USA i USTRANSCOM, które ma ocenić możliwości wojskowego wykorzystania maszyny.
WindRunner znajduje się obecnie na etapie projektowania i przygotowań do produkcji. Pierwsze operacje planowane są około 2030 roku. Jeśli projekt dojdzie do skutku, nie będzie to po prostu kolejny duży samolot, będzie to narzędzie, które może zmienić sposób myślenia o transporcie ładunków ograniczonych nie ciężarem, lecz rozmiarem i dostępnością odpowiedniej infrastruktury. W praktyce oznacza to szybsze dostawy tam, gdzie dziś logistyka staje się wąskim gardłem.
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym ze 101 tys. obserwujących nasz fanpage – polub GeekWeek na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!
