Blog

  • Starsze niż miasta, starsze niż język. 10 najstarszych przedmiotów zrobionych ludzką ręką

    Starsze niż miasta, starsze niż język. 10 najstarszych przedmiotów zrobionych ludzką ręką

    Przedmiot może być starszy niż Homo sapiens. Nie ma na nim liter ani dat, tylko ślady uderzeń i decyzji: ktoś dobrał kamień, nadał mu kształt, użył go w konkretnym celu. Te najdawniejsze artefakty to nie muzealne ciekawostki, lecz pierwsze dowody, że “ludzkość” zaczęła się od technologii – i od myślenia krok do przodu.

    W archeologii “wiek” rzadko jest jedną liczbą wyrytą w kamieniu. Datowanie może dotyczyć warstwy osadów, spalonego materiału organicznego obok znaleziska, minerałów narastających na powierzchni, a czasem całego kontekstu geologicznego. Do tego dochodzi proza: drewno i włókna zwykle gniją, więc historia jest stronnicza – pełna kamienia, kości i ceramiki, a uboga w to, co było najpraktyczniejsze na co dzień. Dlatego poniższa lista to 10 bardzo starych, dobrze opisanych artefaktów, które pokazują kolejne kroki rozwoju technologii i wyobraźni.

    Czytaj też: Najstarsze zwierzęta na Ziemi. Ślady sprzed 550 mln lat

    Kamienne narzędzia z Lomekwi (ok. 3,3 mln lat)

    To obecnie najsłynniejszy kandydat do miana “najstarszych znanych narzędzi kamiennych”: zestaw rdzeni, odłupków i “kowadeł” znalezionych w Kenii, datowany na około 3,3 mln lat. Są ciężkie, toporne, bardziej “młotkowe” niż finezyjnie retuszowane – ale kluczowe jest to, że noszą ślady celowego wytwarzania i użycia. To przesuwa początek technologii kamiennej głęboko w pliocen, zanim pojawił się Homo sapiens.

    Najciekawsze w Lomekwi jest to, że te narzędzia wyglądają jak technologia “w trakcie rodzenia się”: jeszcze bez elegancji, ale już z intencją. Badacze zwracają uwagę, że samo wytworzenie odłupka o ostrej krawędzi wymaga nie tylko siły, lecz także kontroli kąta uderzenia i doboru odpowiedniego surowca – a więc elementarnego planowania w działaniu. Nawet jeśli nie wiemy, do czego dokładnie służyły konkretne egzemplarze (rozłupywanie orzechów? obróbka drewna? rozcinanie tkanek?), ich obecność sugeruje, że presja środowiska zaczęła nagradzać tych, którzy potrafili zamieniać kamień w przewagę.

    Narzędzia olduwajskie z Gona (ok. 2,6-2,5 mln lat)

    Gona w Etiopii to klasyk: stanowiska z najstarszymi, pewnie datowanymi narzędziami stylu Oldowan, czyli prostymi odłupkami i rdzeniami, które dawały ostre krawędzie do cięcia. Niby prymitywne, ale rewolucyjne – bo ostrze z kamienia potrafi zrobić różnicę między padliną “do odzyskania” a padliną “do zmarnowania”.

    W porównaniu z Lomekwi, olduwajskie odłupki z Gona są bardziej o ostrzu: widać w nich nacisk na uzyskanie krawędzi tnącej, a nie tylko narzędzia do uderzania. To z kolei wiąże się z inną strategią życia – częściej mówi się o rozcinaniu mięsa, ścięgien i skóry, o dostępie do wysokoenergetycznego szpiku i o tym, że kamienne ostrza mogły zmieniać dietę oraz tempo rozwoju mózgu. Nawet jeśli te związki są złożone, sam fakt rozpowszechnienia podobnych narzędzi w wielu miejscach sugeruje, że przepis na Oldowan był na tyle skuteczny, iż stał się czymś w rodzaju technologicznego standardu epoki.

    Pięściak aszelski z Kokiselei (ok. 1,76 mln lat)

    Pięściak to narzędzie “z ambicją”: symetryczne, wielofunkcyjne, zaplanowane. Najstarsze znane przykłady takiej technologii pochodzą m.in. z Kokiselei 4 w Kenii i są datowane na około 1,76 mln lat. To już nie tylko “odłup, bo się przyda”, ale projektowanie kształtu z wyprzedzeniem.

    W pięściaku fascynująca jest nie tyle sama funkcja, co “myślenie formą”. Symetria nie jest przypadkowa: żeby ją osiągnąć, trzeba wykonać serię uderzeń w odpowiedniej kolejności, kontrolować grubość narzędzia i przewidywać, jak kamień będzie pękał. To sugeruje rozwój umiejętności przestrzennych i dłuższych sekwencji działań, które można uznać za krok w stronę bardziej złożonego uczenia się i przekazywania wiedzy. A ponieważ pięściaki spotyka się przez setki tysięcy lat i na ogromnym obszarze, wielu archeologów traktuje je jako dowód na trwałość “tradycji technologicznej” – czegoś, co przypomina najprostsze, wczesne kultury wytwarzania.

    Drewniane oszczepy ze Schöningen (ok. 300 tys. lat, możliwe młodsze)

    Schöningen w Niemczech dało coś, co rzadko przetrwało: kompletne drewniane bronie myśliwskie. Te oszczepy są dopracowane, wyważone, wykonane z konkretnych gatunków drewna – i pokazują, że polowanie było operacją zespołową i technologiczną, nie tylko “szczęściem”. Co ważne, ich dokładny wiek jest dyskutowany: długo mówiło się o ~300-400 tys. lat, potem częściej o ~300 tys., a nowsze prace sugerują możliwe “odmłodzenie” nawet o około 100 tys. lat. To dobry przykład, że archeologia potrafi zmienić datę bez zmiany samego przedmiotu.

    Nawet jeśli spór o datowanie będzie się jeszcze toczył, sama jakość wykonania oszczepów jest kluczowa: drewno zostało obrobione tak, by broń miała odpowiednią sprężystość i stabilność lotu, a środek ciężkości bywa przesunięty podobnie jak w późniejszych oszczepach sportowych. To nie jest “kij”, tylko narzędzie zaprojektowane pod konkretny scenariusz polowania. A to prowadzi do większej opowieści o tym, jak technologia broni zmienia relacje z otoczeniem: polowanie na większe zwierzęta wymaga planu, współpracy, komunikacji i prawdopodobnie ról w grupie. W takim sensie oszczep jest nie tylko przedmiotem, ale też świadkiem rozwoju społecznego.

    Pierwszy klej: smoła/brzozowa dziegieć Neandertalczyków (ok. 200 tys. lat)

    Klej to niedoceniany wynalazek cywilizacji: pozwala łączyć materiały w narzędzia złożone (np. kamienny grot + drewniany drzewiec). Są dane wskazujące, że Neandertalczycy używali dziegciu/smoły jako spoiwa już ok. 200 tys. lat temu, a odtworzenie procesu pokazuje, że nie musiało to być “przypadkowe odkrycie”, a raczej kontrolowane działanie i znajomość właściwości materiału.

    Wytworzenie dziegciu z kory brzozowej to chemia w wersji paleolitycznej: trzeba doprowadzić do suchej destylacji, czyli podgrzać materiał w warunkach ograniczonego dostępu tlenu, tak by nie spłonął, tylko “wypuścił” lepkie frakcje. To oznacza kontrolę ognia nie tylko jako źródła ciepła, ale jako narzędzia procesu. W praktyce taka technologia otwiera drzwi do całej klasy wynalazków: od osadzania ostrzy w rękojeściach po naprawy i wzmacnianie konstrukcji. Klej jest tu ukrytym bohaterem: sam w sobie bywa niewidoczny, ale bez niego wiele “sprytnych” narzędzi po prostu nie działa.

    Najstarsze biżuterie z muszli: paciorki ze Skhūl/Qafzeh (ok. 100 tys. lat)

    Kiedy pojawia się ozdoba, pojawia się też komunikat: “kim jestem”, “do kogo należę”, “co znaczą dla mnie inni”. Jednymi z najstarszych znanych paciorków są perforowane muszle ze stanowisk w Izraelu (m.in. Skhūl i Qafzeh), datowane na ok. 100 tys. lat. To nie narzędzie do przetrwania, tylko narzędzie do bycia wśród ludzi.

    Te muszle są ważne właśnie dlatego, że “nie muszą istnieć” – a jednak ktoś poświęcił czas, by je dobrać, przewiercić, nosić i prawdopodobnie pokazywać. W tym sensie paciorek jest jak miniaturowa deklaracja: o statusie, o przynależności, o relacjach, a może o żałobie lub rytuale. Co więcej, wybór muszli i ślady użytkowania sugerują, że nie były to przypadkowe znaleziska z plaży, tylko elementy celowo gromadzone i wykorzystywane przez dłuższy czas. To drobny przedmiot, ale wielka zmiana: pojawia się myślenie symboliczne, które później eksploduje w sztuce, mitach i religii.

    Zestaw do produkcji ochry z Blombos (ok. 100 tys. lat)

    Blombos Cave w RPA to kopalnia dowodów na “nowoczesne zachowania” Homo sapiens. Jedno z najbardziej namacalnych znalezisk to “warsztat” do wytwarzania i przechowywania mieszaniny bogatej w ochrę: pigment, rozdrabniany i łączony z innymi składnikami, a następnie magazynowany m.in. w muszlach uchowca. Po co? Nie wiemy na pewno – ale hipotezy obejmują dekorację ciała, ochronę skóry czy zastosowania technologiczne. Ważne jest samo “myślenie procesem”: pozyskaj surowiec, przerób, wymieszaj, przechowaj.

    W praktyce ten “zestaw” jest dowodem na coś, co w archeologii bywa rzadkie: na recepturę. Pigment nie był tu efektem jednorazowego zdarzenia, tylko produktem wytwarzanym etapami, z magazynowaniem i prawdopodobnie z intencją późniejszego użycia. To przesuwa nas od prostego korzystania z zasobów do zarządzania nimi w czasie – a to jest fundament techniki, rzemiosła i w końcu gospodarki. Niezależnie od tego, czy ochra trafiała na skórę, przedmioty czy ściany, sam fakt “przygotowania zapasu” mówi o planowaniu, które wykracza poza tu i teraz.

    Rysunek z ochry na krzemieniu z Blombos (ok. 73 tys. lat)

    Ten artefakt jest mały, ale symbolicznie ogromny: fragment krzemienia z narysowanym, kratkowanym wzorem wykonanym ochrą. Publikacja w Nature opisuje go jako najstarszy znany przykład rysunku wykonanego “kredką” z pigmentu, datowany na ok. 73 tys. lat. To już nie ryt czy grawerunek, tylko gest rysowania – a więc inny rodzaj intencji i inny rodzaj śladu po myśli.

    Wzór sam w sobie może wydawać się prosty, ale jego znaczenie tkwi w tym, że jest abstrakcyjny: to nie zwierzę ani narzędzie, tylko znak. Taki znak może pełnić wiele funkcji – od dekoracyjnej, przez “notatkę”, po symbol grupowy – i nie mamy pewności, która z nich jest prawdziwa. Ale nawet jeśli nie odczytamy sensu, widzimy coś bardzo ludzkiego: potrzebę utrwalania idei poza własną głową. Rysunek jest też dowodem na sprawność manualną i kontrolę narzędzia pigmentowego; to mały krok techniczny, który robi wielką różnicę kulturową.

    Sznurek Neandertalczyków z Abri du Maras (ok. 50 tys. lat)

    Archeologia długo była “kamienio-centryczna”, bo włókna znikają. Tym cenniejszy jest drobiazg z francuskiego Abri du Maras: fragment skręconego, wielopasmowego sznurka, zachowany na narzędziu kamiennym i datowany na ok. 50 tys. lat. Sznurek oznacza całą niewidzialną infrastrukturę: wiązanie, dźwiganie, mocowanie, sieci, torby, pułapki. I – tak – sporo planowania krok po kroku.

    Sznurek to technologia, która nie robi wrażenia w gablocie, ale robi różnicę w życiu. Żeby go wytworzyć, trzeba pozyskać włókna (np. roślinne), oczyścić je, rozdzielić na pasma, skręcić w nici, a potem często złożyć w mocniejszą linę – to długi łańcuch czynności, którego nie da się “zrobić przypadkiem”. Co więcej, sznurek natychmiast zwielokrotnia możliwości innych narzędzi: pozwala mocować ostrza, budować pułapki, wiązać ładunki, a nawet konstruować schronienia. Jeśli kamień jest ikoną paleolitu, to sznurek jest jego brakującym szkieletem.

    Igła z oczkiem z Denisowej Jaskini (ok. 50 tys. lat)

    Igła z oczkiem to technologia “precyzji”: nie tylko ostrze, ale narzędzie do szycia, a więc do dopasowanych ubrań, ochrony termicznej i mobilności w chłodnym klimacie. W Denisowej Jaskini na Syberii znaleziono igłę z kości (opisywaną jako najstarsza tego typu), datowaną na ok. 50 tys. lat. To jeden z tych przedmiotów, które mówią wprost: ludzie przestali jedynie znosić środowisko – zaczęli je “negocjować” strojem.

    Igła sugeruje też istnienie całego “pakietu” technologicznego, którego nie widać w samym znalezisku: nici (ze ścięgien, włókien roślinnych lub włosia), umiejętności obróbki skór, krojenia, dopasowywania i napraw. Szycie to nie luksus – w zimnym klimacie może być warunkiem przeżycia, bo dopasowane ubranie izoluje lepiej niż luźno zarzucona skóra. W tym sensie igła jest jak podpis pod zdaniem: człowiek nauczył się nie tylko wytwarzać narzędzia, ale też projektować własne “mikrośrodowisko” na ciele. To technologia intymna, ale o cywilizacyjnym ciężarze.

  • Prieš imdami šluostę, pasirinkite tinkamą vandens temperatūrą: nuo jos priklauso ir dryžiai

    Prieš imdami šluostę, pasirinkite tinkamą vandens temperatūrą: nuo jos priklauso ir dryžiai

    Vandens temperatūra plaunant grindis turi didesnę reikšmę, nei gali pasirodyti iš pirmo žvilgsnio. Nuo jos priklauso ne tik švaros rezultatas, bet ir tai, ar ant paviršiaus neliks dryžių bei matinių žymių.

    Iš pradžių tai atrodo smulkmena: į kibirą įpilate vandens, įlašinate valiklio ir griebiate šluostę. Tačiau netrukus paaiškėja, kad grindys neatrodo gaiviai, nors, regis, ką tik buvo išplautos. Dažnai problema prasideda pačioje pradžioje, t. y. nuo vandens temperatūros. Ji gali padėti ištirpdyti nešvarumus arba, priešingai, juos ištepti po visą paviršių.

    Šiltas vanduo geriau susidoroja su kasdieniais nešvarumais

    Pridžiūvusioms dėmėms, batų paliktiems pėdsakams ar virtuvės nešvarumams geriausiai tinka šiltas, bet ne karštas vanduo. Toks temperatūros režimas padeda greičiau atskirti riebų apnašą ir palengvina prikibusių nešvarumų nuvalymą. Tuo tarpu šaltas vanduo dažnai tik stumdo nešvarumus iš vienos vietos į kitą, todėl, nors šluostė juda, rezultatas vis tiek nuvilia. Dėl to labiau užterštoms grindims verta rinktis vandenį, kuris yra maloniai šiltas.

    Karštas vanduo ne visada yra geras sprendimas

    Daugelis mano, kad kuo vanduo karštesnis, tuo geriau. Praktikoje per karštas vanduo gali pridaryti bėdų: jis greitai garuoja, todėl ant laminato, plytelių ir kitų blizgių paviršių lengvai atsiranda dryžiai. Be to, kai kurios medžiagos prastai toleruoja intensyvią šilumą ir perteklinę drėgmę. Tai ypač aktualu laminuotoms bei medinėms grindims, kurioms labiau tinka švelnesnė priežiūra. Todėl verčiau rinktis protingą kompromisą – šiltą, bet ne verdantį vandenį.

    Šaltas vanduo taip pat praverčia, ypač per karščius

    Nors esant didesniems nešvarumams šaltas vanduo veikia prasčiau, tai nereiškia, kad jis nenaudingas. Labai šiltomis dienomis jis gali būti net geresnis pasirinkimas, nes grindys tuomet nedžiūsta pernelyg greitai. Vasarą įkaitusios patalpos veikia tarsi džiovintuvas ir per trumpą laiką „ištraukia“ drėgmę iš paviršiaus. Kuo greitesnis garavimas, tuo didesnė dryžių rizika. Jei siekiate tik lengvai atgaivinti grindis per karštį, vėsesnis vanduo kartais leidžia pasiekti gražesnį rezultatą.

    Svarbi ne tik temperatūra, bet ir vandens švara kibire

    Net idealiai parinkta temperatūra nepadės, jei po kelių šluostės perbraukimų vanduo kibire tampa pilkas. Tuomet vietoj plovimo pradedami tiesiog sklaidyti nešvarumai po visą būstą. Drumstą vandenį verta keisti iš karto, kai tik jis praranda skaidrumą. Tai ypač svarbu plaunant didesnį plotą arba kai ant grindų buvo daug smėlio, dulkių ar purvo.

    Praverčia ir paprastas įprotis: prieš plaunant grindis jas pirmiausia išsiurbti arba nušluoti. Taip vanduo ilgiau išlieka švarus, o grindys, išdžiūvusios, atrodo akivaizdžiai geriau.

  • 2026 m. fasadų spalvų bumas: architektai vis dažniau renkasi šiuos tonus

    2026 m. fasadų spalvų bumas: architektai vis dažniau renkasi šiuos tonus

    Fasadų mados 2026 metais akivaizdžiai krypsta į spalvas, kurios atrodo ramiai, tačiau tikrai nėra nuobodžios. Vietoje šaltos baltos ir atsitiktinių pilkų atspalvių vis dažniau pasirenkami tonai, įkvėpti žemės, akmens bei prigesintos žalumos.

    Fasado spalva veikia panašiai kaip pirmasis įspūdis susitikus: ji gali suteikti namui elegancijos arba, priešingai, padaryti taip, kad pastato tūris atrodytų sunkesnis ir senesnis, nei yra iš tikrųjų. 2026 metais greta saugių smėlio atspalvių vis dažniau matomi ir tamsesni rudi tonai, prislopintos žalios spalvos bei kilnesni atspalviai su grafito užuomina.

    Šilti tonai – viršūnėje: smėlio spalva ir balta atrodo gaiviai

    2026 metais fasaduose dominuoja spalvos, kurios neužgožia pastato, o jį papildo. Šilti smėlio, rusvi bei balti atspalviai dabar atrodo jaukesni ir natūralesni – nebe tokie šalti ir griežti kaip anksčiau. Tai ryškus pokytis, nes dar neseniai daug namų buvo dažomi vėsiais, beveik „biuriniais“ tonais.

    Dabar svarbiausia – spalvos, kurios dera su mediena, plytomis, tamsiais stogais ir aplink namą esančia žaluma. Tokie atspalviai kuria ramią, harmoningą visumą, padeda pastatui natūraliai įsilieti į aplinką ir suteikia jaukią, „namų“ atmosferą. Tai geras pasirinkimas tiems, kurie nori, kad namas atrodytų elegantiškai, bet kartu šiltai ir draugiškai.

    Žalia nebėra rizika: prigesintos alyvuogių ir šalavijų spalvos stebina elegancija

    Vienas ryškiausių 2026 metų signalų – santūrūs žalios spalvos atspalviai su pilkumo ar melsvumo priemaiša. Kalbama ne apie ryškią, sodo žalumą, o apie ramius, tarsi dūminius, vizualiai „brangesnius“ tonus.

    Tokia spalva ypač gerai atrodo moderniuose namuose su dideliais vitrininiais langais, vadinamuosiuose „moderniuose tvartuose“ bei pastatuose, kuriuos supa sodas. Ji sukuria artumo gamtai įspūdį, tačiau kartu sensta lėčiau nei sezoniniai eksperimentai.

    Gilesni rudi ir raudonmedžio atspalviai suteikia charakterio: tamsus fasadas nebeprivalo slėgti

    Dažų gamintojai taip pat rodo aiškų posūkį į sodresnius, gilesnius tonus – ypač į rudus, šiltus grafito atspalvius ir spalvas su umbro užuomina. Tai nėra sprendimas kiekvienam namui, tačiau tinkamai panaudotas gali palikti itin stiprų įspūdį.

    Ant paprastų, aiškių formų pastatų toks atspalvis atrodo kilniai ir šiuolaikiškai, ypač derinant su šviesia langų ir durų apdaila, natūralia mediena ar akmeniu. Vietoje niūrios sienos efekto atsiranda tvarkos, prabangos ir vientisumo pojūtis.

    Vis dėlto net madingiausia spalva nebus sėkminga, jei nederės prie aplinkos. Tas pats atspalvis gali atrodyti visiškai kitaip ryškioje saulėje, šalia miško, mažame sklype ar prie tamsios tvoros. Todėl 2026 metais laimi ne tik kataloguose matomi pavyzdžiai, bet ir apgalvoti deriniai.

    Geriausią rezultatą duoda spalvos, kurios „bendradarbiauja“ su apdailos medžiagomis ir nekonkuruoja su pastato forma dėl dėmesio. Būtent ramūs, nuosekliai apgalvoti sprendimai šiandien geriausiai atitinka šiuolaikinių fasadų estetiką.

  • Mįslingas vikingų miestas Baltijos saloje: tyrėjai rodo į Wolin ir Jomsborgo pėdsakus

    Mįslingas vikingų miestas Baltijos saloje: tyrėjai rodo į Wolin ir Jomsborgo pėdsakus

    Ar įmanoma, kad legendinis vikingų miestas iš tiesų slėpėsi Baltijos jūros saloje dabartinėje Lenkijoje? Tokios išvados ryškėja mokslininkams analizuojant įrodymus, siejamus su gyvenviete, sagose ir kronikose vadinama Jomsborgu. Beveik mitiniu laikytas miestas esą galėjo būti svarbus laivybos ir prekybos centras, jungęs tvirtovės, prekybinės gyvenvietės ir uosto funkcijas. Nenuostabu, kad jo ieškota dešimtmečius.

    Zdingęs vikingų miestas: Jomsborgo paieškų istorija

    Iki šiol Jomsborgas daugiausia buvo žinomas iš vėlesnių šaltinių – kronikų ir šiaurės sagų. Pirmą kartą jis minimas XII amžiuje kaip svarbi X amžiaus tvirtovė, apibūdinama kaip karių būstinė ir strategiškai reikšmingas bastionas prie jūros. Pasakojimuose šis miestas vaizduojamas ir kaip gyvybingas prekybos centras.

    Tačiau spalvingi aprašymai ilgą laiką nepadėjo tiksliai nustatyti vietos. Dėl to nemaža dalis istorikų Jomsborgą vertino veikiau kaip legendą, o ne realų tašką žemėlapyje.

    Naujas etapas paieškose prasidėjo kiek netikėtai – ruošiantis statyti apžvalgos bokštą viešajame parke Wolin saloje. Archeologai, tarp jų ir dr. Wojciechas Filipowiakas iš Lenkijos mokslų akademijos Archeologijos ir etnologijos instituto, atkreipė dėmesį, kad po smėlio sluoksniu gali slypėti gerokai senesnės struktūros.

    Vykdant tyrimus aptikta įvairių radinių ir konstrukcinių elementų, kurie gali rodyti buvus plačią gyvenvietę bei X amžiaus gynybinę struktūrą. Tai sutaptų su datavimu, minimu rašytiniuose šaltiniuose.

    Ypač intriguoja objektai, aptikti Kartuvininkų kalvoje į pietus nuo dabartinio Wolin miesto. Tai vienas didžiausių ankstyvųjų viduramžių kapinynų Šiaurės Europoje, anksčiau labiausiai žinotas dėl laidojimo apeigų ir kapų tyrimų.

    2021–2022 metų darbų metu čia rasta ne tik gerai išlikusių pilkapių, bet ir formų, kurios akivaizdžiai skiriasi nuo įprastų laidojimų: linijiniai sampilai, žiedinės formos struktūros, židinių pėdsakai bei medienos fragmentai. Tai leidžia svarstyti, kad šioje vietoje galėjo būti statinių ar įtvirtinimų elementų.

    Baltijos sala ir ginčai mokslo bendruomenėje

    Tyrėjų teigimu, šie neįprasti radiniai gali reikšti, kad kapinyno papėdėje buvo įtvirtinta struktūra – galimas centras, aplink kurį ir galėjo formuotis kronikose aprašytas „miestietiškas“ gyvenimas. Jei hipotezė bus patvirtinta papildomais tyrimais, tai galėtų reikšti, kad archeologai aptiko Jomsborgo pėdsakus arba kitos, panašaus pobūdžio gyvenvietės liekanas.

    Iki šiol daug žinių apie vikingų ryšius su Baltijos regionu ir slavų žemėmis buvo paremta tekstais bei sagomis, užrašytomis praėjus šimtmečiams po aprašomų įvykių. Todėl realaus miesto–tvirtovės egzistavimo patvirtinimas suteiktų išskirtinę galimybę geriau suprasti X amžiaus Šiaurės Europos kasdienybę, prekybą ir karinius aspektus.

    Tai taip pat padėtų aiškiau pamatyti, kokie sudėtingi ir daugiakultūriai galėjo būti centrai, kuriuose persipynė skandinaviškos, slaviškos ir germaniškos įtakos.

    Nors mokslinėje bendruomenėje nuomonės dėl tiesioginio Wolin salos ryšio su legendiniu Jomsborgu vis dar išsiskiria, iki šiol surinkti duomenys daliai tyrėjų atrodo pakankamai įtikinami, kad hipotezė būtų toliau tikrinama.

    Šioje vietoje jau veikia archeologinis parkas, atviras lankytojams. Šių metų sezonas jame turėtų prasidėti kovo 28 dieną.

  • Vonioje šios gėlės nesunaikins nei drėgmė, nei tamsa: sansevjera – idealus pasirinkimas

    Vonia augalams dažnai tampa tikru išbandymu: čia drėgna, neretai šilta, o daugelyje būstų trūksta net menkiausio natūralios šviesos šaltinio.

    Ne kiekviena gėlė tokias sąlygas ištvers be pasekmių. Vonioje geriausiai prigyja rūšys, kurios nebijo prieblandos, nereikalauja kasdienio dėmesio ir vien savo lapais suteikia erdvei gyvybės. Todėl renkantis augalą verta pradėti ne nuo žiedų spalvos, o nuo atsparumo prastesniam apšvietimui, drėgmei ir trumpalaikiam priežiūros trūkumui.

    Vonioje svarbiausia atsparumas, o ne trumpalaikis efektas: lapiniai augalai čia turi daugiau šansų

    Patalpoje be lango augalui sunkiau nei svetainėje ar virtuvėje. Jam trūksta natūralaus dienos ritmo, todėl žydintys augalai dažniausiai greitai praranda formą ir ilgainiui pradeda nykti. Tokiai vietai dažniau tinka dekoratyviniai lapiniai augalai – jie paprastai geriau pakelia silpnesnį apšvietimą ir jiems reikia mažiau energijos nei tiems, kurie formuoja pumpurus.

    Svarbus ir augimo tempas. Kuo ramiau augalas vystosi, tuo lengviau išlaikyti jį geros būklės. Vonioje pasiteisina tie, kurių nereikia nuolat perstatinėti, dažnai tręšti ar ieškoti „idealaus kampo“. Čia laimi praktiškumas, o ne trumpalaikės mados.

    Dalis žmonių mano, kad jei vonioje oras drėgnas, kiekvienas augalas jausis puikiai. Tačiau tai klaidinanti prielaida. Drėgmė gali pagerinti lapų būklę, bet ji nepakeičia šviesos, kuri augalams yra pagrindinė gyvybės sąlyga. Dėl to net tropinis augalas, pastatytas visiškai tamsioje vietoje, ilgainiui gali nusilpti.

    Sansevjera daro puikų pirmą įspūdį ir greitai parodo, kad jai nereikia daug

    Standūs, į viršų augantys sansevjeros lapai atrodo elegantiškai ir vizualiai „sutvarko“ erdvę beveik taip pat, kaip gerai parinkti interjero akcentai. Šis augalas tinka ir mažai daugiabučio voniai, ir didesnei, spa stiliaus erdvei. Sansevjera reprezentatyviai atrodo net ir tuomet, kai stovi ne pačioje palankiausioje vietoje.

    Didžiausias sansevjeros privalumas – nereiklumas. Ji neprašo nuolatinės priežiūros ir gan gerai pakelia pavėsį. Vonioje, kur mikroklimatas po kiekvieno prausimosi gali smarkiai keistis, toks atsparumas yra ypač vertingas.

    Tinkamai parinktas augalas keičia visos erdvės nuotaiką: vonia tampa jaukesnė

    Žaluma vonioje veikia kaip švelnus akcentas, „sulaužantis“ plytelių, stiklo ir keramikos šaltumą. Net vienas vazonas ant lentynos ar šalia praustuvo dažnai padaro interjerą mažiau griežtą. Nereikia didelės kolekcijos – kartais pakanka vieno ryškaus taško.

    Būtent todėl sansevjera taip dažnai minima kaip vienas geriausių pasirinkimų voniai. Ji suderina nedidelius priežiūros poreikius, išraiškingą išvaizdą ir atsparumą sąlygoms, kurios daugeliui kitų augalų būtų per sudėtingos. Jei vonioje beveik nėra dienos šviesos, toks sprendimas dažniausiai yra kur kas praktiškesnis nei lepesnės rūšys, kurios gražiai atrodo tik trumpą laiką.

  • Prahoje aptikti pradingę Enigmos įpėdinės SG-41 nurodymai: ginklas, galėjęs apgauti sąjungininkus

    Prahoje aptikti pradingę Enigmos įpėdinės SG-41 nurodymai: ginklas, galėjęs apgauti sąjungininkus

    Praėjus daugiau nei aštuoniasdešimčiai metų po Antrojo pasaulinio karo pabaigos, tyrėjai Čekijos sostinėje aptiko išskirtinį radinį, susijusį su karinės kriptografijos istorija. Prahoje rasti dingusiais laikyti vokiečių šifravimo aparato „Schlüsselgerät 41“ (SG-41) naudojimo nurodymai. Šis įrenginys paskutiniais karo metais turėjo pakeisti garsiąją „Enigma“ ir smarkiai apsunkinti sąjungininkų pastangas perimti bei iššifruoti Vokietijos karinę komunikaciją.

    Kriptografijos lenktynės Antrojo pasaulinio karo metais

    Šie dokumentai dešimtmečius buvo laikomi prarastais. Jų atradimas leidžia istorikams ir kriptologams geriau suprasti, kaip karo metu vystėsi Vokietijos šifravimo technologijos ir kaip stipriai Trečiasis reichas siekė sustiprinti ryšio sistemų saugumą, kai paaiškėjo, jog ankstesni sprendimai nebėra tokie patikimi, kaip manyta.

    Antrojo pasaulinio karo metu pagrindinis vokiečių ryšių šifravimo įrankis buvo „Enigma“ – elektromechaninis įrenginys, kuriame šifravimas buvo keičiamas besisukančių rotorių sistema. Kiekvienas klavišo paspaudimas keisdavo tolesnių raidžių kodavimo principą. Galimų konfigūracijų skaičius buvo milžiniškas – apie 158 trilijonus kombinacijų, todėl Vokietija šį šifrą laikė praktiškai neįveikiamu.

    Vis dėlto dar 1932 m. Lenkijos Šifrų biuro kriptologai, tarp jų ir Marian Rejewski, sugebėjo atkurti aparato veikimo principą ir sukurti šifro laužymo metodus. Vėliau ši informacija buvo perduota sąjungininkams ir tobulinama, be kita ko, Didžiosios Britanijos centre Bletchley Park. Sąjungininkų sėkmė paskatino Vokietijos vadovybę ieškoti naujų, pažangesnių kriptografinių sistemų.

    „Schlüsselgerät 41“ – šifras, turėjęs pranokti „Enigma“

    Vienas tokių projektų buvo SG-41. Šis įrenginys 1943 m. buvo sukurtas kaip galimas „Enigma“ įpėdinis. Konstrukcija buvo gerokai sudėtingesnė: vietoj klasikinių rotorių panaudotas krumpliaračiais ir sudėtingomis mechaninėmis schemomis paremtas mechanizmas, turėjęs ženkliai padidinti šifravimo saugumą.

    Naujasis sprendimas turėjo būti atsparesnis sąjungininkų taikytiems kriptologiniams metodams ir teoriškai galėjo rimtai apsunkinti vokiškų karinių pranešimų perėmimą bei iššifravimą. Tačiau projektas nebuvo įgyvendintas plačiu mastu. Karo pabaigoje gamybą ribojo pramoniniai sunkumai ir žaliavų trūkumas, todėl buvo pagaminta tik nedaug šio aparato egzempliorių.

    Naujausias atradimas Prahoje susijęs būtent su šios retos mašinos instrukcijomis. Dėl jų stokos ilgą laiką buvo sudėtinga iki galo suprasti, kaip tiksliai veikė SG-41.

    Rastuose dokumentuose pateikiami išsamūs įrenginio konfigūravimo aprašymai, šifravimo procedūros ir naudojimo metodai, kurių laikėsi vokiečių operatoriai. Dabar tyrėjai gali tiksliau atkurti algoritmus ir mechanizmus, kuriais buvo paremta ši kriptografinė sistema.

    Atradimas svarbus ne tik Antrojo pasaulinio karo istorikams, bet ir kriptografijos istorijos specialistams. Instrukcijų analizė gali padėti rekonstruoti SG-41 veikimą ir įvertinti, ar įrenginys iš tiesų buvo toks pažangus, kaip tikėjosi jo kūrėjai. Kai kurie tyrėjai pabrėžia, kad jei aparatas būtų buvęs įdiegtas anksčiau ir pagamintas didesniais kiekiais, jis galėjo ženkliai apsunkinti sąjungininkų galimybes perimti ir iššifruoti vokiečių depešas.

    Šaltinis: „Cryptologia“.

  • „Varšuvos universiteto“ archeologų sensacija Sudane: rastas įsakymas įrodo legendinio karaliaus egzistavimą

    „Varšuvos universiteto“ archeologų sensacija Sudane: rastas įsakymas įrodo legendinio karaliaus egzistavimą

    Lenkijos archeologai Sudane padarė svarbų atradimą, atskleidžiantį iki šiol nežinotus Nubijos regiono istorijos faktus ir patvirtinantį valdovo, ilgai laikyto pusiau legendiniu, egzistavimą. Kasinėdami senojo miesto Stara Dongola griuvėsiuose, mokslininkai aptiko arabišką dokumentą, kuriame minima karaliaus Qašqašo valdžia.

    Atradimą padarė „Varšuvos universiteto“ Viduržemio jūros archeologijos centro komanda, jau daugelį metų vykdanti tyrimus šiame objekte.

    Radinys datuojamas XVI–XVII amžių sandūra ir buvo aptiktas įspūdingoje rezidencinės paskirties statinio teritorijoje. Vietos gyventojai šį pastatą iš kartos į kartą vadino Karaliaus namu. Kasinėjimų metu archeologai rado daugiau kaip dvidešimt arabų kalba surašytų dokumentų. Tarp jų buvo ir rašytinis įsakymas, išleistas karaliaus Qašqašo vardu. Pats dokumentas aptiktas buvusio sąvartyno sluoksniuose, kur šimtmečius išliko kartu su kitais tekstų fragmentais ir kasdienio gyvenimo daiktais.

    Tyrėjai pabrėžia, kad rastas rankraštis turi didelę istorinę reikšmę. Qašqašo figūra iki šiol buvo žinoma tik iš žodinių pasakojimų ir trumpų užuominų vėlesniuose rašytiniuose šaltiniuose, todėl dalis istorikų jį laikė labiau legendos personažu nei realiu valdovu. Įsakymas, pasirašytas jo vardu, laikomas pirmuoju tiesioginiu įrodymu, patvirtinančiu šio valdovo egzistavimą. Dokumentas taip pat leidžia geriau suprasti tuometinės valstybės valdžios funkcionavimą ir visuomeninius santykius.

    Lenkijos mokslininkai – svarbaus atradimo pėdsakais Sudane

    Rastas raštas rodo ir kultūrinius pokyčius, vykusius regione tuo laikotarpiu. Arabų kalbos vartojimas administraciniuose dokumentuose atskleidžia augančią šios kalbos reikšmę bei stiprėjusius arabizacijos ir islamizacijos procesus šiaurinėje Sudano dalyje. Mokslininkų teigimu, tokie šaltiniai yra itin vertingi, nes padeda atkurti politines ir socialines transformacijas, kurios ne visada atsispindi kituose istoriniuose liudijimuose.

    Stara Dongola viduramžiais buvo Makurijos karalystės sostinė – viena svarbiausių senosios Nubijos valstybių, ilgus šimtmečius buvusi reikšmingu regiono politiniu ir religiniu centru. Lenkijos archeologai čia tyrimus vykdo daugiau kaip šešis dešimtmečius, palaipsniui atverdami naujas miesto istorijos ir jo gyventojų kasdienybės detales.

    Šis dokumentas turi ir simbolinę reikšmę viso regiono praeities tyrimams. Tai, kad vietos bendruomenė pastato griuvėsius vadino Karaliaus namu, rodo, jog šimtmečius gyvuojančios tradicijos ir žodiniai pasakojimai gali saugoti autentiškus istorijos fragmentus. Radinys patvirtina ne tik konkretaus valdovo egzistavimą, bet ir vietos istorinės atminties vertę, išlikusią gyventojų pasakojimuose per daugelį kartų.

    Šaltinis: „Nauka w Polsce“

  • Po viduramžių tvirtove šiaurės Anglijoje aptiko slaptą branduolinį bunkerį: kas ten buvo?

    Po viduramžių tvirtove šiaurės Anglijoje aptiko slaptą branduolinį bunkerį: kas ten buvo?

    Šiaurės Anglijoje, viduramžių tvirtovės teritorijoje, archeologai aptiko požeminį bunkerį, kuris turėjo suteikti apsaugą branduolinio konflikto atveju. Požeminė konstrukcija rasta vykdant archeologinius tyrimus Scarborough Castle teritorijoje. Ilgą laiką ši vieta buvo paslėpta po žeme, o tik neseniai atlikti tyrimai leido vėl atidengti įėjimą.

    Bunkeris iš Šaltojo karo laikų – viduramžių tvirtovėje

    Nors pati tvirtovė pastatyta viduramžiais, bunkeris įrengtas gerokai vėliau – Šaltojo karo metais. 7-ajame praėjusio amžiaus dešimtmetyje suprojektuotas objektas buvo nacionalinės sistemos dalis, skirtos stebėti galimo branduolinio smūgio pasekmes. Jungtinėje Karalystėje tokių įrenginių buvo pastatyta apie 1,5 tūkst.

    Jų paskirtis buvo fiksuoti atominių sprogimų požymius, vertinti radiacijos sklaidą ir perduoti duomenis į centrinius vadovavimo centrus.

    Aptiktame objekte, kaip manoma, turėjo dirbti „Royal Observer Corps“ – civilinės gynybos organizacijos – atstovai. Šaltojo karo metu ji buvo atsakinga už oro erdvės stebėseną ir informacijos apie galimo branduolinio smūgio padarinius rinkimą. Organizacijos nariai naudojo specialius matavimo prietaisus, o kilus konfliktui būtų turėję registruoti bombų smūgio vietas ir radioaktyvios taršos lygį.

    Tokie požeminiai postai buvo projektuojami taip, kad galėtų veikti net ekstremaliomis sąlygomis. Paprastai jie turėdavo siaurą šachtą, vedančią kelis metrus po žeme, ir mažą operacinę patalpą su matavimo įranga, ryšio priemonėmis bei minimalia infrastruktūra keliems žmonėms. Pavojaus atveju įgula kurį laiką galėjo likti viduje, fiksuodama duomenis apie sprogimus ir taršą.

    Vienas iš maždaug 1,5 tūkst. tokių objektų

    „English Heritage“ ekspertai bunkerį aptiko po tyrimų, kuriuos lydėjo archyvinių žemėlapių analizė ir geofizinių duomenų vertinimas. Atidengus įėjimą, į vidų buvo nuleistos kameros – taip patikrinta objekto būklė ir užfiksuotos išlikusios detalės. Manoma, kad konstrukcija buvo uždaryta ir užversta žemėmis 1968 metais, o laikui bėgant tiksli jos vieta tapo nežinoma net istorikams.

    Šis radinys simboliškas ir dėl pačios vietos istorijos – kalva kaip stebėjimo taškas naudota tūkstančius metų. Čia, kaip nurodoma, skirtingais laikotarpiais buvo bronzos amžiaus gyvenvietė, romėnų signalų stotis, vėliau iškilo viduramžių tvirtovė, o Antrojo pasaulinio karo metais buvo įrengta pakrantės artilerijos baterija. Šaltojo karo laikotarpiu šią ilgą istoriją papildė ir betoninis bunkeris, parengtas galimam branduoliniam konfliktui.

    Šis atradimas taip pat primena, kaip rimtai XX amžiaus antroje pusėje buvo vertinama branduolinio karo grėsmė. Didžiausio aktyvumo metu „Royal Observer Corps“ vienijo daugiau nei 20 tūkst. savanorių, kurie konfidencialiai ruošėsi blogiausiam scenarijui – pasauliniam branduoliniam konfliktui.

  • Išpilkite ant trinkelių, o ne gerkite: šis gėrimas dėmes nuvalo greičiau už chemiją

    Išpilkite ant trinkelių, o ne gerkite: šis gėrimas dėmes nuvalo greičiau už chemiją

    Pavasarinė tvarka – tai ne tik langai ar spintos, bet ir kiemas bei įvažiavimas, kuris po žiemos neretai atrodo apsileidęs. Trinkelių danga greitai prisirenka purvo, alyvos dėmių, o drėgnose vietose ima vešėti samanos. Vietoj brangių valiklių verta išbandyti namų priemones, kurios gali maloniai nustebinti. Kai kuriuos produktus tikėtina jau turite virtuvėje, o rezultatas gali pasimatyti greičiau, nei tikitės.

    Trinkelės kasdien patiria įvairių veiksnių poveikį – nuo drėgmės iki riebaluotų dėmių, atsirandančių nuo automobilių. Nors daugelis iškart griebiasi aukšto slėgio plovyklos ar specializuotų preparatų, yra ir paprastesnių sprendimų. Jie padeda ne tik nuvalyti nešvarumus, bet ir sumažinti samanų bei piktžolių atsiradimą tarpeliuose.

    Trinkelių valymo skystis: nebūtina leisti pinigų brangiems detergentams

    Nešvarumų ant trinkelių atsiranda dėl daugybės priežasčių. Viena pagrindinių – permainingi orai, taip pat purvas, įnešamas ant batų ar atnešamas automobilių padangomis. Kartais ant dangos lieka ir alyvos ar kitų skysčių pėdsakų, išsiliejusių iš automobilio. Nors tokias dėmes iš pirmo žvilgsnio gali atrodyti sunku pašalinti, greitai sureagavus jų galima atsikratyti be agresyvios chemijos.

    Viena pigiausių ir greičiausių išeičių – ant dėmės užpilti „Coca-Cola“. Gėrime esančios medžiagos reaguoja su nešvarumais, todėl dėmė gali susilpnėti ar net visai išnykti. Maždaug po 4–5 valandų vietą rekomenduojama nuplauti vandeniu.

    Aukšto slėgio plovykla gali ir neprireikti: išbandykite šiuos būdus

    Be aukšto slėgio plovyklos, gerų rezultatų galima pasiekti ir naudojant namų mišinį iš acto bei vandens. Pakanka šiuos ingredientus sumaišyti santykiu 2:1, gerai išmaišyti ir užpilti ant valomos vietos. Šis būdas padeda pašalinti dėmes ir gali pristabdyti piktžolių bei samanų augimą siūlėse – tai ekonomiškas ir aplinkai draugiškesnis sprendimas.

    Dar viena priemonė – indų ploviklio ir vandens tirpalas, sumaišytas santykiu 3:1. Šiuo atveju mišinį reikia užpilti ant dėmės, nušveisti šepečiu, o pabaigoje kruopščiai nuplauti vandeniu.

  • Władze ukrywały przed społeczeństwem, że kobiety pracują w wywiadzie. Fifi była jedną z najlepszych

    Władze ukrywały przed społeczeństwem, że kobiety pracują w wywiadzie. Fifi była jedną z najlepszych

    Podczas II wojny światowej na zlecenie tajnych służb Marie Christine Chilver sprawdzała, czy szkoleni w Anglii szpiedzy umieją trzymać język za zębami. Dopiero dziś Brytyjczycy poznają historię kobiet współpracujących z wywiadem, bo po wojnie nie należały im się ani wdzięczność, ani sława.

    W dżdżysty wrześniowy dzień 1942 roku w jadalni hotelu Humby w brytyjskim Leicester pracownik pewnej firmy ubezpieczeniowej dosiadł się do stoli-ka atrakcyjnej Francuzki. Nieznajomi zaczęli rozmowę od narzekania – jak to w Anglii – na kiepską pogodę. Śniadanie złożone z cienkich tostów i pomarańczowej marmolady szybko się skończyło, a wtedy Mademoiselle X i Mr Y – tak ich na razie nazwijmy – przeszli do hotelowego salonu. Mr Y zadawał sporo pytań. Okazało się, że Francuzka zajmuje się dziennikarstwem. Mlle X chętnie opowiadała o sytuacji w okupowanej Francji. Następnego dnia znów zjedli razem śniadanie i umówili się na wspólny powrót pociągiem do Londynu. Rozstali się na dworcu St. Pancras i nigdy więcej się nie zobaczyli. W rzeczywistości ich spotkanie było tylko pozornie przypadkowe. On nie zajmował się ubezpieczeniami, a ona – dziennikarstwem.

    MADEOISELLE X

    Mr Y był agentem SOE (Special Operations Executive – po polsku Kierownictwo Operacji Specjalnych), komórki wywiadowczej stworzonej z inicjatywy Winstona Churchilla w 1940 roku. SOE miało wspomagać ruch oporu w okupowanej Europie.

    Tamtego wrześniowego dnia Mr Y otrzymał trudne zadanie. Miał, nie wzbudzając podejrzeń, sprawdzić, czy zatrudniona przez SOE na trzymiesięczny okres próbny 22-letnia Mlle X nadaje się do pracy w kontrwywiadzie.

    Oboje doskonale zagrali swoje role. Mlle X najprawdopodobniej nie domyśliła się, że Mr Y jest agentem, a opowiadając o sobie zgodnie ze scenariuszem wymyślonej dla niej w SOE legendy, nie popełniła błędu. Mr Y napisał później w raporcie, że stażystka jest niezwykle inteligentna, rozmowna, ale ostrożna, w związku z czym bez zastrzeżeń ją rekomenduje.

    I tak zaczęła się trwająca ponad 3 lata misja Mlle X, dzięki której brytyjscy agenci uniknęli z pewnością wielu wpadek na terenie wroga. Co dokładnie robiła Mlle X? Wcieliła się w rolę podobną do tej, którą odegrał przed nią Mr Y w Leicester. Dostała pseudonim Fifi i została agentką prowokatorką (po franc. agent provocateur – takiego określenia używa-no wtedy w brytyjskich służbach specjalnych – przyp. red.). Jak przyznawali jej przełożeni, był to eksperyment. Chodziło o sprawdzanie własnych szeregów, zanim agenci znajdą się na terenie Francji. Fifi próbowała sprowokować przyszłych szpiegów do gadulstwa. Wszystkie zaaranżowane przez centralę spotkania opisy-wała później w raportach.

    Nikt – z wyjątkiem trzech przełożonych w SOE, którzy dziś już nie żyją – nie znał prawdziwej tożsamości agentki prowokatorki. Po rozwiązaniu w 1945 roku tajnej armii premiera o jej wojennych zasługach zapomniano.

    NIE TAKA GŁUPIA BLONDYNKA

    Dopiero kilka tygodni temu brytyjskie archiwa National Archives odtajniły około  3 tys. teczek pracowników SOE, a wśród nich dokumenty dotyczące Fifi. Dziś już wiemy, że „prowokatorką” była Marie Christine Chilver. Urodziła się w Wielkiej Brytanii, ale wychowała na Łotwie, gdzie jej ojciec, Brytyjczyk, był korespondentem „Timesa”. Christine skończyła niemieckojęzyczną szkołę w Rydze, a później studiowała na paryskiej Sorbonie, dlatego znakomicie znała niemiecki i francuski. Kiedy wybuchła wojna, uciekła z obozu internowania w Besançon i przedostała się do Wielkiej Brytanii. Potrzebowała pieniędzy, dlatego sama zwróciła się do władz z propozycją współpracy. Przekonywała, że nie dba o ryzyko, a jej umiejętności językowe mogą się przydać.

    We wrześniu 1942 roku, kiedy w Leicester spotkała Mr Y, miała już nową francuską tożsamość i paszport sfałszowany przez speców z SOE. Grała rolę Christine Collard, francuskiej dziennikarki, której ojciec był handlarzem drewna, a matka Rosjanką.

    Nie przeszła specjalnego szkolenia. Jej umiejętności oceniano na tyle wysoko, że pracę zaczęła od razu. Bardzo szybko zasłużyła na  miano „naszej specjalnej agentki”, jak nazywa-no ją w poufnej korespondencji w centrali SOE. Jej działalność nie miała jednak nic wspólnego z przygodami „dziewczyn Bonda” i innych bohaterek filmów szpiegowskich, które rozgrywają się zazwyczaj w modnych kasynach Monte Carlo i Estoril. Fifi podróżowała po najbardziej zapadłych brytyjskich miasteczkach, zatrzymywała się w kiepskich hotelach i tam spotykała swoje „ofiary”. Byli to młodzi ludzie, którzy wcześniej odbyli szkolenie w tajnym ośrodku SOE i przed zagraniczną misją czekało ich już tylko 96-godzinne ćwiczenie w terenie. Tam – pozornie przypadkiem – wpadała na nich Fifi. A oni nie mieli nawet pojęcia, że ta czarują-ca dziennikarka o blond włosach, która miło z nimi gawędzi, właśnie przeprowadza decydujący o ich najbliższej przyszłości egzamin.

    Wcześniej Fifi otrzymywała krótkie charakterystyki swoich „studentów”. Były tak pobieżne – z nadesłanych opisów wynikało jedynie, że ktoś ma np. krzywe przednie zęby, ogromne stopy, włosy zaczesane do tyłu i wąskie usta – że można się dziś zastanawiać, jak Fifi potrafiła w ogóle rozpoznać wskazane przez centralę osoby…

    Napotkani mężczyźni, oszołomieni urodą i elokwencją Fifi, szybko ulegali jej czarowi. Rozwiązywały im się języki. Czasem wystarczała jedna dłuższa rozmowa, aby ocenić zdolności początkujących wywiadowców i sprawdzić, czy dadzą się nakłonić do ujawnienia zawodowych sekretów. Tak było choćby w przypadku Tasa z Belgii. Fifi spędziła z nim zaledwie kilka po-południowych godzin, a zdążyła poznać szczegóły jego poprzednich zadań.

    Nic dziwnego, że na podstawie jej raportów wielu kursantów musiało na zawsze pożegnać się z pracą wywiadowczą. Czasem zastanawiała się, czy gra z chłopakami fair, ale pocieszała się, że to dla ich dobra, bo na froncie będą narażeni na o wiele gorsze prowokacje.

    PIEPRZYK, KTÓREGO NIE BYŁO

    Przełożeni ufali jej sądom bez zastrzeżeń, dzięki czemu mogła sobie nawet raz pozwolić na częściową dekonspirację. Kiedy sprawdzany przez nią norweski agent Gunnar Tingulstad domyślił się, że Fifi nie jest francuską dziennikarką, a ich spotkanie to rodzaj testu, który właśnie oblewa, przyznała się do swojej roli. W raporcie z tego spotkania Fifi tłumaczyła, że zdecydowała się porozmawiać z Gunnarem szczerze, ponieważ uznała, że zapowiadał się na świetnego agenta i takiej lekcji bezpieczeństwa z pewnością nigdy nie zapomni.

    Tingulstad był jednak wyjątkiem. Pozostali kursanci nie mieli pojęcia o pułapce, w którą zostali złapani. Mimo to szybko powstała o Fifi legenda. Mówiło się, że wiedziała nawet, czy testowani przez nią agenci mówią przez sen – plotkowano, że swoje misje kończyła z nimi w łóżku. Opowiadano też o pieprzyku, który słynna agentka miała mieć na udzie. W rzeczywistości Fifi wyciągała  ze swoich „ofiar” to, co chciała, na pogawędce w barze albo w drodze do kina. Tylko raz, o czym Fifi pisze w zachowanym raporcie, poszła z kimś do hotelowego pokoju. Kiedy więc agent Russel zaprowadził ją do sypialni, poprosił o… zacerowanie kilku fularów. Okazało się, że jego przykrywką w czasie ćwiczeń był handel fularami.

    Fifi – jak wynika z notatek służbowych jej zwierzchników – nie musiała zaciągać nikogo do łóżka. Swoją skuteczność zawdzięczała nie tylko wyjątkowej urodzie, ale przede wszystkim inteligencji i intuicji. Oczywiście nie wszystkie agentki trzymały się tak żelaznych zasad. Na przykład Winifred Davidson została zwolniona ze służby, kiedy zauważono, że spotyka się z kursantami już po „egzaminach”.

    Clare Mulley, autorka książki o Krystynie Skarbek, legendarnej polskiej agentce współpracującej z SOE, uważa jednak, że takich przypadków jak Davidson nie było wiele, i trzeba walczyć ze stereotypem tajnej agentki, której głównym i czasem jedynym narzędziem jest seks. 

    „Byłabym wściekła, gdyby na podstawie mojej książki powstał film, który skupiałby się tylko na urodzie Krystyny Skarbek. Zresztą piękna twarz jest czasem w tym fachu obciążeniem: jeśli przenosisz radiostację, lepiej nie rzucać się w oczy – mówi Mulley. – Oczywiście w SOE zdarzały się piękności takie jak Krystyna, Fifi czy księżniczka Noor Inayat Khan, ale większość agentek nie grzeszyła urodą. Virginia Hall była nawet kaleką. Przede wszystkim cechowała je wszystkie niezwykła odwaga”.

    MINISTERSTWO ROLNICTWA I RYBOŁÓWSTWA

    Fifi nie była jedyną prowokatorką współpracującą z SOE. Do dziś we Francji żyje Noreen Riols, ale Brytyjczycy dowiedzieli się o jej istnieniu dopiero w 2000 roku, kiedy odtajniono inną porcję teczek. Riols nie tylko testowała, jak Fifi, przyszłych szpiegów, ale zajmowała się również pomocą tym, którzy już z okupowanej Francji wrócili. Kiedy dołączyła do SOE, miała zaledwie 17 lat i znakomicie znała francuski (skończyła Lycée Français w Londynie). Rodzicom powiedziała, że będzie pracować w ministerstwie rolnictwa i rybołówstwa (tak zatytułowała zresztą wspomnienia). Zmarli, nie wiedząc, co naprawdę robiła ich córka w czasie wojny. „Okłamałam wszystkich bliskich, ale przecież wtedy to nie było takie trudne. Wszędzie wisiały plakaty ostrzegające przed gadulstwem, które może kosztować życie” – powiedziała Riols w jednym z wywiadów.

    Agentki takie jak Fifi czy Riols rzeczywiście nie miały kłopotu z wmówieniem rodzinom, że pracują w biurze. W latach 30. i 40. w Wielkiej Brytanii powszechnie uważano, że miejsce kobiety jest w domu. Płatną pracą zajmowały się wyłącznie panny. Kiedy zaczęła się wojna, ewentualny udział kobiet w walce stanowił temat tabu. Gdy w 1942 roku centrala SOE próbowała załatwić dla Fifi przykrywkę – oficjalne zatrudnienie w Ministerstwie In-formacji – Cyril Redcliffe, dyrektor jednego z departamentów tej instytucji, ostro zaoponował. Jak stwierdził, społeczeństwo brytyjskie z niechęcią odnosiło się do wszelkiego rodzaju węszenia i naruszania prywatności, tym bardziej jeśli tę rolę miałaby odgrywać kobieta. Nic dziwnego, że brytyjski rząd ukrywał przed opinią publiczną zatrudnianie kobiet w wywiadzie i przerzucanie ich na teren wroga. „Brytyjskie władze były wtedy przekonane, że społeczeństwo nie jest gotowe na to, aby dowiedzieć się, że kobiety uczestniczą w wojnie na równi z mężczyznami” –  tłumaczy Clare Mulley.

    Tymczasem w tajnym centrum szkoleniowym SOE w New Forest kobiety uczyły się m.in., jak zgubić „ogon”, zabijać przeciwnika jednym ciosem, wysadzać sejfy. Aż 39 kobietom z sekcji „F” w SOE powierzono rolę kurierek i radiotelegrafistek w okupowanej Francji. 13 z nich nigdy nie wróciło do domu. O wielu wojennych agentkach nadal mało wiadomo, bo – jak tłumaczy Jonathan Cole z National Archives (to on opracował świeżo odtajnioną teczkę Fifi) – ponad 6 tysięcy teczek żołnierzy SOE nadal czeka na odtajnienie. Cole ma zresztą nadzieję, że uda się wreszcie przywrócić pamięć o wielu fenomenalnych kobietach, które – jak mówi – nie zajmowały się wyłącznie sortowaniem wojskowych dokumentów.

    NIEDOCENIONE I ZAPOMNIANE

    Młodzi Anglicy dowiadują się o tym wszystkim – potwierdza Clare Mulley – z niemałym zdziwieniem. Kilkadziesiąt lat po woj-nie okazuje się, że ich babki nie ograniczały się – jak głosiła oficjalna propaganda – do pracy w ATS (po ang. Auxiliary Territorial Service, czyli pomocnicza służba wojskowa dla kobiet, której członkiem była m.in. przyszła królowa Elżbieta II), ale były kurierkami, szpiegami i prowokatorkami. W dodatku wykorzystywały w tej pracy nie tylko urodę, ale przede wszystkim inteligencję.

    Według Clare Mulley kobiety szkolono w tych samych miejscach i w ten sam sposób jak mężczyzn, a w terenie dorównywały kolegom. Mimo to po wojnie potraktowano je gorzej niż mężczyzn. Założono, że agentki muszą wrócić do przedwojennych ról, a ich wojenną działalność będzie można przemilczeć. W rezultacie panie nie miały nawet prawa do wojskowych odznaczeń. „Rozmawiałam z wieloma kurierkami z SOE. One się tym czuły dotknięte do żywego – mówi Mulley. – A wypadało je chociaż zapytać, czy zechcą przyjąć wojskowe honory, choćby anonimowo”.

    Władze były jednak nieugięte, nawet po słynnym wystąpieniu Pearl Witherington, brytyjskiej agentki działającej na terenie okupowanej Francji. Witherington ostro zaprotestowała przeciwko odmowie przyznania jej Krzyża Wojskowego (po ang. Military Cross), stwierdzając z sarkazmem, że „w tym, co robiła w czasie wojny, nie było nic cywilnego, bo nawet przez chwilę nie siedziała za biurkiem”. Notabene Krystyna Skarbek, którą Churchill nazwał swoją ulubioną agentką, również nie otrzymała wojskowych odznaczeń – musiał jej wystarczyć cywilny Order Imperium Brytyjskiego.

    Skarbek i Fifi to według Mulley przykłady zmarnowanych po wojnie wywiadowczych talentów. W 1945 roku rozwiązano SOE, ale Brytyjczycy nie zaoferowali Skarbek żadnej pracy. Odrzucono również jej podanie o przyznanie brytyjskiego obywatelstwa. Otrzymała zaledwie 100 funtów odprawy – Fifi, jako prowokatorka, zarabiała 300 funtów rocznie. Żeby przeżyć, Skarbek została stewardesą na luksusowym statku pływającym z Liverpoolu do Wellington. W przerwach między rejsami dorabiała jako pokojówka w hotelu.

    „Oczywiście brytyjski wywiad mógł mieć wiele powodów, żeby nie przedłużyć współpracy ze Skarbek, być może stracił do niej zaufanie, ale moim zdaniem zdecydowało m.in. to, że była kobietą – uważa Mulley. – Wielu jej dawnych kolegów znalazło pracę w wywiadzie, choćby jej kochanek Andrzej Kowerski, tym czasem, z tego co wiem, w SIS (Secret Intelligence Service – przyp. red.) nie zatrudniono nawet jednej doświadczonej agentki SOE”.Jarosław Molenda, autor książki „Krystyna Skarbek – królowa podziemia czy zdrajczyni?”, jest jednak zdania, że płeć w jej sprawie nie miała znaczenia: „Krystyny nie potraktowano źle dlatego, że była kobietą” – uważa. Przypomina, że w podobny sposób zlekceważono potencjał większości Polaków, którzy zostali na Zachodzie, bez względu na płeć: „Wystarczy przypomnieć, że gen. Stanisław Sosabowski pracował po wojnie jako… magazynier. Chyba tylko Halina Szymańska (współpracowała z MI6 – przyp. red.) potrafiła zadbać o swoje interesy”. Podkreśla, że w zamian za swoje usługi Szymańska wymogła na Brytyjczykach nada-nie obywatelstwa swoim dzieciom i otrzymała uposażenie typowe dla brytyjskich oficerów.

    Jej brytyjskie rówieśniczki miały jednak mniej szczęścia. Z niezrozumiałych do dziś względów wywiad JKM, mimo początku zimnej wojny, nie chciał wykorzystać doświadczenia kobiet z SOE. Noreen Riols wspomina, że nie zaproponowano jej po wojnie żadnego za-jęcia, a umiejętności zdobyte w czasie wojny wykorzystała przy… pisaniu powieści.

    Z kolei Fifi podobno miała zostać zatrudniona po wojnie na stanowisku kontrwywiadowczym w Niemczech, ale nic z tego nie wyszło i ostatecznie zaszyła się na wsi. Nigdy nie opowiadała o swoich wojennych doświadczeniach. Zachowane w archiwach ankiety, wypełnione ręką Fifi, świadczą jednak o tym, że chciała dalej pracować w wywiadzie. Przecież Krystyna Skarbek nazywała rozstanie z pracą szpiega „koszmarem pokoju”.

    W teczce Fifi nie ma śladu po ostatecznej decyzji przełożonych w sprawie jej zatrudnienia. Przy okazji opublikowania jej akt ujawniono jedynie, że Christine „Fifi” Chilver całe powojenne życie poświęciła opiece nad zwierzętami. W 2001 roku założyła nawet schronisko dla zwierząt w Rydze, skąd pochodziła jej matka. Podobno regularnie odwiedzała swoje zwierzaki. Zmarła w 2007 roku w wieku 86 lat. Przez ostatnie kilkanaście lat życia mieszkała na wsi, z przyjaciółką z SOE Jean „Alex” Felgate. Tylko ona przyszła na pogrzeb Fifi.


    SŁYNNE AGENTKI

    • PEARL WITHERINGTON  – w SOE od 1943 roku, tego samego roku została zrzucona na spadochronie w okupowanej Francji, gdzie została kurierką siatki Stationer. Kiedy gestapo aresztowało jej szefa Maurice’a Southgate’a, zastąpiła go i zorganizowała nową siatkę Wrestler, która odegrała ważną rolę w czasie lądowania aliantów w Normandii. Dowodziła 1500 francuskimi partyzantami (maquis).
    • VIOLETTE SZABO – urodziła się we Francji, jej ojciec był Anglikiem, z zawodu ekspedientka. Po śmierci męża, który zginął na froncie, postanowiła walczyć i zgodziła się na współpracę z SOE. Po raz pierwszy została przerzucona do Francji w 1944 roku w okolice Rouen. Kiedy gestapo aresztowało całą siatkę Resistance, wróciła do Londynu. Ponownie przerzucono ją do Francji, gdzie miała zorganizować siatkę na nowo. Została złapana i przewieziona do więzienia w Paryżu, a potem deportowana do Niemiec. Zgładzona w Ravensbrück.
    • KRYSTYNA SKARBEK – córka hr. Jerzego Skarbka i Stefanii Goldfeder z rodziny żydowskich bankierów. Przedwojenna wicemiss Polski. Po wybuchu wojny rozwodzi się z drugim mężem i z Kenii wyrusza do Anglii. Zgłasza się do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i zostaje zwerbowana do pracy w SOE. Szkoli ją m.in.  Kim Philby, słynny – jak się później okazało – sowiecki agent. Jej najgłośniejszym osiągnięciem było wydobycie z więzienia gestapo w okolicach Grenoble szefa brytyjskiej siatki szpiegowskiej. Po wojnie Brytyjczycy odmawiają jej przyznania obywatelstwa i nie oferują pracy w wywiadzie. Skarbek chwyta się dorywczych prac: telefonistki, ekspedientki czy wreszcie stewardesy na liniowcu pływającym między Wielką Brytanią i Nową Zelandią. Umiera w wieku 44 lat od ciosów nożem zadanych przez zazdrosnego kochanka Dennisa Muldowneya. O zlecenie tego zabójstwa podejrzewano m.in. MI6.
    • HALINA SZYMAŃSKA – według Brytyjczyków jeden z najważniejszych szpiegów ostatniej wojny. Żona attaché wojskowego polskiej ambasady w Berlinie płk. Antoniego Szymańskiego. Właśnie tam poznała admirała Wilhelma Canarisa, szefa niemieckiego wywiadu wojskowego i równocześnie przeciwnika Hitlera. Canaris przekazywał Anglikom i Francuzom za pośrednictwem Szymańskiej tajne informacje dotyczące niemieckich planów wojennych. Po wybuchu wojny Canaris pomógł jej przedostać się z Poznania do Berna. Tam skontaktowała się z komórką polskiego wywiadu i z Brytyjczykami. Z Canarisem spotykała się w Szwajcarii, we Włoszech i we Francji. Szymańska przekazała Brytyjczykom (kontaktowała się bezpośrednio z szefem MI6 Stewartem Menziesem)– m.in. szczegóły planów inwazji niemieckiej na Francję i na Rosję Sowiecką. Polka osiedliła się po wojnie w Wielkiej Brytanii.
    • WŁADYSŁAWA JADWIGA MACIESZYNA Z D. STRZEDNICKA, HERBU POMIAN – w czasie wojny należała do kobiecego oddziału dywersyjno-sabotażowego Armii Krajowej „Dysk”, który zajmował się m.in. likwidacją agentek gestapo, ale dowództwo szybko przeniosło ją do głębokiego wywiadu. Została kurierem „Y-59” na trasie Warszawa–Wiedeń. W 1943 roku przekazała z Wiednia informację na temat lokalizacji niemieckich fabryk rakiet V1 i V2 w Peenemünde, których siła rażenia mogła w ciągu kilku tygodni zniszczyć Londyn. Dwa miesiące później angielskie lotnictwo zbombardowało Peenemünde. Macieszyna została w międzyczasie aresztowana. Została skazana na śmierć na gilotynie, ale wykonanie wyroku odroczono z powodu braku tego narzędzia w wiedeńskim więzieniu. Ta zwłoka ją uratowała. Po wojnie Macieszyna żyła w biedzie w Warszawie. Zmarła w 1967 roku.
    • NOOR INAYAT KHAN – po niemieckiej inwazji na Francję uciekła z rodziną do Wielkiej Brytanii. Od 1943 roku działała dla SOE pod pseudonimami: „Nora Baker”, „Madeleine” i „Jeanne-Marie Rennier”. Była pierwszą kobietą pracującą dla SOE, która została wysłana do okupowanej Francji do obsługi radiostacji. Zdradził ją prawdopodobnie jeden z francuskich współpracowników. Została aresztowana i uwięziona w Paryżu. W 1944 roku zgładzona w Dachau strzałem w tył głowy.