Polski przemysł. Europejska odporność

13 – 14 października 2026 • Katowice • Międzynarodowe Centrum Kongresowe

Zarejestruj się

Miliardy na odporność. Ile zostanie w polskim przemyśle?

13 – 14 października 2026 • Katowice • Międzynarodowe Centrum Kongresowe

Zarejestruj się

  • 365 bln dolarów globalnego długu sprawia, że państwa coraz mocniej potrzebują kapitału ubezpieczycieli.
  • PZU ma na wschodniej flance 4,7 mld zł aktywów i około 1500 pracowników, także działających w Ukrainie podczas wojny.
  • Podczas polskich powodzi straty sięgały 12–13 mld zł, ale ubezpieczyciele pokryli tylko znikomą część tego rachunku.
  • Rynek i państwo muszą dziś ustalić, kto zapłaci, gdy jedna katastrofa okaże się zbyt duża dla ubezpieczycieli.

Państwo nie ma nieograniczonych zasobów. Nie ma też nieograniczonych możliwości prawnych. Musimy więc bardzo precyzyjnie określić, za co odpowiada państwo, za co rynek i gdzie pojawia się odpowiedzialność prywatna – powiedział wiceminister finansów Jurand Drop.

Słowa te padły w środę, 7 października, podczas pierwszego dnia Europejskiego Kongresu Ubezpieczeniowego (EKF Ubezpieczenia 2026) na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.

Właściwie ustawiły całą debatę kongresu. Świat dokłada kolejne ryzyka, państwa są coraz bardziej zadłużone, a ubezpieczyciele coraz częściej muszą odpowiadać na pytanie: kto ostatecznie za to zapłaci?

Wojna, sytuacja na Bliskim Wschodzie, rywalizacja USA z Chinami, zerwane łańcuchy dostaw, cyberataki, katastrofy naturalne, sztuczna inteligencja. Każde z tych zagrożeń można próbować wycenić. Problem zaczyna się wtedy, gdy pojawiają się jednocześnie.

Geopolityka w znacznie szerszym stopniu determinuje dziś decyzje gospodarcze, przestając być jedynie ryzykiem w tle. Wojna w Ukrainie, niestabilność na Bliskim Wschodzie czy strategiczna rywalizacja między USA a Chinami bezpośrednio demolują rynki energii i łańcuchy dostaw, co uderza w portfele inwestycyjne – przypomniał Philippe Brahin, dyrektor ds. regulacji i polityki sektora ubezpieczeń oraz instytucji NBFI w Instytucie Finansów Międzynarodowych w Waszyngtonie.

Czytaj więcej

Brahin dorzucił do tego liczbę, która robi wrażenie: 365 bln dolarów globalnego długu. Państwa potrzebują jednocześnie pieniędzy na inwestycje, transformację i bezpieczeństwo, dlatego coraz mocniej patrzą w stronę prywatnego kapitału.

Ubezpieczyciele ten kapitał mają. Jednocześnie stają przed coraz trudniejszym zadaniem: mają być inwestorami i stabilizatorami gospodarki, a przy tym brać na siebie ryzyka, których jeszcze niedawno nie było w ich modelach biznesowych.

PZU ma miliardy na wschodniej flance

Dla największego polskiego ubezpieczyciela geopolityka również nie jest już ryzykiem oglądanym z bezpiecznego dystansu. Grupa działa na Litwie, Łotwie, w Estonii i Ukrainie. Z danych finansowych spółki wynika, że na koniec czerwca 2026 r. aktywa PZU w krajach bałtyckich i Ukrainie wynosiły łącznie około 4,7 mld zł. Bogdan Benczak, prezes zarządu PZU, mówił o tym podczas kongresu.

Musimy pamiętać, że za przesmykiem suwalskim mamy aktywa, mamy tam około 1500 pracowników. W Ukrainie, w warunkach wojennych, pracują nasi koledzy. To zupełnie inny wymiar prowadzenia działalności, zupełnie inna ocena ryzyka i zupełnie inne decyzje, które musimy podejmować –  relacjonował.

Dla PZU pytanie o bezpieczeństwo wschodniej flanki nie kończy się więc na polisach. Chodzi również o ludzi, majątek i ciągłość biznesu.

Wschód to nie jest jedyny problem

Miroslav Singer, członek komitetu wykonawczego Generali CEE Holding i były gubernator Czeskiego Banku Narodowego, zwracał zaś uwagę, że Europa Środkowo-Wschodnia wchodzi w okres szczególnie trudnej kombinacji presji fiskalnej, zmian demograficznych i rosnących wydatków na bezpieczeństwo.

Nasz region pozostaje ważnym zapleczem przemysłowym Europy, ale ten model wzrostu ma warunek: firmy muszą mieć dostęp do stabilnego finansowania i przewidywalnej energii. Singer wskazywał, że bez tych dwóch elementów coraz trudniej będzie nie tylko rozwijać duże inwestycje, ale nawet ubezpieczać związane z nimi ryzyka. Dla branży ma to szczególne znaczenie, bo skala projektów rośnie, a wraz z nią wartość majątku, który trzeba chronić.

Singer ocenił, że największe zmiany na rynku ubezpieczeń nie przyjdą z jednego kierunku. Sztuczna inteligencja zmienia nie tylko sposób pracy, ale także to, kto będzie konkurował z ubezpieczycielami i jak będą działać całe rynki. 

Jak mówił, w ostatnich pięciu – sześciu latach rynki ubezpieczeniowe Europy Środkowej zwiększyły się o około 30 proc., a popyt na polisy nie słabnie mimo wzrostu cen i płac.

Singer dużo uwagi poświęcił też regulacjom. Jego zdaniem jednym z problemów jest traktowanie ubezpieczycieli podobnie jak banków, mimo że ich działalność i profil ryzyka są zupełnie inne.

Przywołał przypadek AIG. Kłopoty firmy podczas kryzysu finansowego nie wynikały z tego, że jej podstawowy biznes ubezpieczeniowy nagle stracił płynność, lecz z zaangażowania kapitału w ryzykowne, długoterminowe inwestycje. Jego zdaniem to ważna lekcja dla regulatorów: przepisy nie mogą zakładać, że każde ryzyko finansowe działa według tego samego schematu.

Ubezpieczyciel ma zapobiegać katastrofie

Skala zagrożeń zaczyna być problemem, którego sam rynek ubezpieczeniowy może nie udźwignąć. Adam Uszpolewicz, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń, wskazywał na doświadczenia cyklicznie nawiedzanej przez huragany Florydy.

Kataklizmy te spowodowały, że prywatne firmy ubezpieczeniowe się wycofały z tamtejszego rynku i musiało zastąpić je państwo. 

Możemy sobie wyobrazić, że pewna kumulacja ryzyk będzie zbyt duża dla rynku ubezpieczeniowego. Na końcu pojawia się wtedy pytanie o rolę państwa. Rynek prawdopodobnie nie będzie w stanie zawsze pokryć wszystkiego – stwierdził otwarcie.

W Polsce, jak przypomniał, podczas powodzi straty sięgały 12–13 mld zł, podczas gdy ubezpieczyciele pokryli tylko nieznaczną część tych szkód (ok. 2 mld zł).

Jego zdaniem rozwiązaniem nie może być jednak wyłącznie zwiększanie puli pieniędzy po katastrofie. Potrzebne są mechanizmy, które wcześniej określą, kto bierze na siebie ryzyko.

W Wielkiej Brytanii w 1993 r. po zamachach terrorystycznych powstał Pool Re. Miało być tymczasowym rozwiązaniem, które trwa już 30 lat. Uważam, że tego typu rozwiązania to też element, gdzie na linii państwo i rynek ubezpieczeniowy jest pewna sfera do współpracy – mówił Uszpolewicz.

Uszpolewicz przywołał też rozwiązania stosowane w Austrii. – To jest forma mapy Austrii, trójwymiarowa. Każdy obywatel może sobie obejrzeć, na jakie żywioły może być narażony jego dom. W związku z czym można sobie zasymulować wichurę, powódź – wyliczał.

Taka mapa ma nie tylko pokazywać skalę zagrożenia, ale również podpowiadać właścicielowi, co może zrobić wcześniej, by ograniczyć szkody.

W podobnym kierunku widzi przyszłą rolę ubezpieczyciela Bogdan Benczak.

– Ubezpieczyciel może nie tylko reagować na ryzyko, ale również wpływać na zachowania społeczne i pomagać tych ryzyk unikać – mówił i dodał, że najlepszym rozwiązaniem dla klienta i spółki finansowej jest sytuacja, w której szkody w ogóle nie powstają.

Kto zapłaci, gdy ryzyko przekroczy granicę?

Jak mówili ubezpieczyciele, im więcej ryzyk pojawia się jednocześnie, tym trudniej odpowiedzieć na pytanie: kto za nie zapłaci? Państwo nie ma pieniędzy, żeby brać na siebie każdą katastrofę. Ubezpieczyciele też mają swoje granice.

Wiceminister Drop mówił, że granice odpowiedzialności będą w dużej mierze wykuwać się w praktyce. Dopiero gdy ryzyko się zrealizuje, okaże się, kto faktycznie odpowiada za szkody: państwo, rynek czy prywatny klient.

Ministerstwo chce razem z rynkiem przygotować rozwiązania dla nowych zagrożeń, bo przy dużych inwestycjach i kumulacji ryzyk jeden ubezpieczyciel nie będzie w stanie pokryć wszystkiego.

Jednak Joanna Świerczyńska, prezeska zarządu Deloitte Polska oraz partnerka zarządzająca Deloitte w Polsce, krajach bałtyckich i Ukrainie ostrzegła, że nie można czekać, aż rozmiar katastrofy pokaże, kto finalnie za nią odpowie. Ten podział trzeba ustalić wcześniej.

Według niej odpowiedź na pytanie „kto zapłaci?” powinna być znana nie po katastrofie, ale jeszcze przed nią.