Author: admin

  • Eksplozje na Nowej Ziemi były 130 razy silniejsze niż cała II wojna światowa. Kreml nie liczył się z konsekwencjami

    Eksplozje na Nowej Ziemi były 130 razy silniejsze niż cała II wojna światowa. Kreml nie liczył się z konsekwencjami

    Siła wybuchów atomowych na radzieckim poligonie na Nowej Ziemi ponad sto trzydzieści razy przekroczyła sumę wszystkich wybuchów podczas II wojny światowej! Kreml nie liczył się ani z ludźmi, ani z przyrodniczymi konsekwencjami,

    Koniec II wojny światowej. Plany niedawnych sojuszników – ZSRR i Zachodu – są nie do pogodzenia. Koalicja antyhitlerowska rozpada się, stosunki ulegają ochłodzeniu. Zaczyna się wyścig zbrojeń, w którym najmocniejszą kartą jest posiadanie broni atomowej. Amerykanie już ją mają i zastosowali, Rosjanie nie chcą pozostać w tyle. Pragną być liderami.

    ZA MAŁY POLIGON

    Na początku wydawało się, że wybrali dobre miejsce. Zdecydował o tym Ławrientij Beria, który jako szef NKWD uznał, że prawie 20 tysięcy km kw. stepu położonego w Kazachstanie nie powinno być zamieszkane. Do najbliższej miejscowości – Semipałatyńska było około 150 km. Bombę nazwano „Pierwsza błyskawica”. Odpalono ją w sierpniu 1949 roku i efekty przerosły oczekiwania samego Berii. Ustawiony do sprawdzenia jej działania wojskowy sprzęt uległ zupełnemu zniszczeniu! Nie przetrwało też ponad tysiąc różnych zwierząt umieszczonych w obszarze rażenia. Skażeniu uległy zamieszkałe osiedla, położone na północny wschód od eksplozji. Dla Berii nie miało to wielkiego znaczenia: najważniejsza była siła rażenia – nie ludzie. Kolejne próby wykazały, że atomowy poligon w Kazachstanie miał istotne ograniczenie – jego rozmiar nie przystawał do ambitnych planów. Trzeba było poszukać znacznie bardziej bezludnego miejsca. Wybór padł na Nową Ziemię.

    Leżący pomiędzy morzami Barentsa i Karskim archipelag składa się z dwóch wielkich wysp – północnej i południowej, ciągnących się południkowo na długości około 800 km. Rozdziela je wąska cieśnina Matoczkin Szar. Wielkie obszary wyspy północnej pokrywają lodowce. Temperatura spa-da tam zimą poniżej minus 30 st. C. Krańce południowej są znacznie cieplejsze dzięki morskiemu prądowi.

    31 lipca 1954 r. postanowieniem rządu ZSRR utworzono tam atomowy poligon. Nazywano go „obiektem nr 700”. Rosjanie zamierzali przygotować go do pierwszej próby w ciągu roku. Dla zmylenia obcych wywiadów operację określano kryptonimem „Amderma”. Owa Amderma istniała naprawdę i była niewielką osadą, tyle że położoną 350 km dalej, po drugiej stronie morza.

    KŁOPOT Z NIEŃCAMI

    Na Nowej Ziemi pojawiła się „speckomisja” z Moskwy i wyznaczyła obszar pierwszych testów jądrowych: zatokę Czornaja Guba. Problem stanowili mieszkańcy – plemiona żyjących tam od wieków Nieńców. Beria nie zawracałby sobie nimi głowy, ale w 1954 r. już nie żył, a figury na szczytach radzieckiej władzy zostały przestawione. Zapadła decyzja, że Nienców należy z archipelagu wysiedlić. Najlepiej gdyby przekonał ich do tego człowiek, który od dziesięcioleci miał wśród nich największy posłuch – Tyko Wyłka.

    Był Nieńcem. Urodził się w 1886 r. na Nowej Ziemi i stał się z czasem jej najlepszym znawcą. W 1909 r., uczestnicząc w ekspedycji słynnego geologa Włodzimierza Rusanowa, nakreślił mapę archipelagu. W Rosji znany był przede wszystkim ze swoich prac malarskich.

    W 1925 r. Nieńcy z Nowej Ziemi wybrali go na przewodniczącego swej Rady. Tytułowali Prezydentem. Był nim wciąż w 1955 r., kiedy Moskwa poinformowała go o zamierzeniach wobec archipelagu. Jak pisze Aleksiej Suchanowski, autor biografii Wyłki, po rozmowach wspominał: „Mnie w Moskwie wielcy ludzie przekonywali do oddania naszej ziemi po to, aby wojny na świecie nie było… Tak ich zrozumiałem – taka wojna to śmierć dla wszystkich”. Jednak Wyłka przeczuwał, co się stanie z archipelagiem. Wiedział też, że jakikolwiek sprzeciw pogorszy ich sytuację. Zamiast buntować się, przyjął postawę dobrego gospodarza i robił wszystko, by jego ludzie ucierpieli jak najmniej podczas wysiedlania. Helikoptery Mi-4 wylądowały bez zapowiedzi w 11 osadach i od razu przewieziono Nieńców do prowizorycznie wybudowanej osady (Lagiernoje na północnym wybrzeżu cieśniny Matoczkin Szar).

    JESIENNA BOMBKA

    Nadszedł wrzesień 1955 r. Ten pierwszy wybuch nie miał być wielki. Zaplanowano jego siłę na 3,5 kt (czyli czterokrotnie mniej niż osiągnął „Little boy” zrzucony przez Amerykanów na Hiroszimę). Otrzymał też odpowiedni, kolejny numer radzieckich prób jądrowych – 22. Tym razem wojskowi postanowili sprawdzić skutki rażenia torpedy uzbrojonej w głowicę jądrową. 21 września zawieszono ją na głębokości 12 m pod trałowcem zakotwiczonym w zatoce Czornaja Guba. Dookoła w promieniu 3 km rozstawiono cele uderzenia – m.in. okręty z psami, kozami, owcami. Nad trałowcem krążył samolot z ekipą filmową dokumentującą wybuch. W dole panował niezachwiany niczym spokój, kiedy operator otrzymał wiadomość: „Odpalenie za 20 sekund. Przygotuj się”.  Wspominał potem: „Gdybym powiedział, że nie było to dla mnie straszne, to bym skłamał”. 

    Wybuch uruchomiono sygnałem radiowym. W miejscu trałowca z torpedą wzniósł się potężny słup wody. Zamarł, na jego wierzchołku utworzył się grzyb i podzielił się na niewielkie obłoki radioaktywnego pyłu. Słup wody spłynął w dół i na powierzchni morza powstała potężna fala. Zatopiła niszczycielce zakotwiczony 300 m dalej. Pozostałe jednostki, wśród nich zanurzone łodzie podwodne, przetrzymały uderzenie, ale doznały licznych uszkodzeń. Raport doniósł także lakonicznie: 6 psów zatonęło, 11 miało I i II stopień choroby popromiennej, 1 pies – III stopień.

    Najbliżsi ludzie – ekipa kontradmirała Jewgienija Szitikowa – znajdowali się w odległości 7 km. Bali się choroby popromiennej? Szitikow wspomina, że otrzymał dawkę zaledwie 2,5 rtg. To był przecież niewielki wybuch.

    Odpalenie torpedy w 1955 r. było czymś w rodzaju przecięcia wstęgi na otwarcie poligonu. Nadal panował tam budowlany i organizacyjny rozgardiasz. A w osiedlu Lagiernoje Nieńcy siedzieli na walizkach, niecierpliwie oczekując na wiadomość o kolejnym przesiedleniu. Mijały tygodnie i nic się w ich sytuacji nie zmieniało. Wszystkie zamierzenia dotyczące archipelagu spowijała mgła tajemnicy.

    NOWE CZASY, STARE GRZECHY

    W lutym 1956 r., na XX Zjeździe KPZR, pierwszy sekretarz Nikita Chruszczow oficjalnie potępił kult stali-nowski. Wystąpił nawet z propozycją pokojowej koegzystencji na świecie. Moskwa nie miała jednak zamiaru zrezygnować z nuklearnych prób! W marcu 1956 r. Komitet Centralny oraz Rada Ministrów wydały postanowienie (nr 357–228) rozszerzające obszar i zakres eksperymentów rozpoczętych na Nowej Ziemi. Kolejną eksplozję planowano przeprowadzić w atmosferze. Epicentrum znajdowało się nad półwyspem Suchoj Nos – u południowych krańców północnej wyspy. Zaledwie 55 km dalej Nieńcy czekali na wyjazd w osadzie Lagiernoje… Do przygotowania nowego obszaru poligonu skierowano 1500 osób. Zaplanowano zbudowanie ponad 300 obiektów, więc harmonogram pękał w szwach. Stawało się coraz bardziej oczywiste, że kolejną eksplozję trzeba będzie odłożyć o rok. Wiosną 1957 r. rozpoczęto w końcu wysiedlanie Nieńców. Rdzenni mieszkańcy archipelagu stłoczyli się w Murmańsku na kolejnej kwarantannie i próbowali przystosować się do miejskiego życia. Alkoholizm i cywilizacyjne choroby zaczęły zbierać wśród nich żniwo. Tymczasem archipelag tętnił życiem – kiedy na południu trwały intensywne przygotowania do kolejnego atomowego pokazu, na północy wylądowała ekspedycja o odmiennych, pokojowych zamiarach…

    BADANIA W CIENIU GRZYBA

    Zaczęło się od prywatnego spotkania w domu amerykańskiego fizyka i badacza kosmosu Jamesa Van Allena, podczas którego rozwinęła się interesująca dyskusja. Zbliżało się kolejne maksimum aktywności słonecznej i ktoś rzucił pomysł, że warto zorganizować skoordynowane międzynarodowe badania. Wystarczyło kilka miesięcy, by ta idea przybrała realne kształty. Została nazwana Międzynarodowym Rokiem Geofizycznym. Od 1957 r., praktycznie przez dwa lata, 67 krajów zamierzało prowadzić badania środowiska ziemskiego na ponad 2000 stacji badawczych. 16 lipca jedna z takich radzieckich ekspedycji wylądowała w zatoce Ruskaja Gawań położonej u czoła Lodowca Szokalskiego na północy archipelagu. Glacjolodzy założyli bazę i rozpoczęli przygotowania do badań na lodowcu. Ale w tym czasie na południu archipelagu trwały już intensywne przygotowania do kolejnych prób jądrowych! Na brzegu zatoki Czornaja Guba przeprowadzono test z wybuchem na-ziemnym o mocy 32 kt. Skażona została gleba, wody zatoki, a opad radioaktywny zanotowano nawet w odległości 1500 km. Później nad półwyspem Suchoj Nos, na wysokości 2000 m eksplodowały dwie termojądrowe bomby, każda o mocy kilku megaton. Wprawdzie Kreml zaproponował USA zaprzestanie wszelkich doświadczeń z bronią jądrową, ale Waszyngton uznał to posunięcie za czysty chwyt propagandowy i odmówił. W odpowiedzi Rosjanie do końca roku przeprowadzili na Nowej Ziemi aż 24 wybuchy jądrowe w atmosferze, największy o mocy 3 megaton. Zdarzało się, że odpalano dwie bomby dziennie. Amerykanie postępowali podobnie. Świat był jak na huśtawce – to następowały przebłyski pokojowej egzystencji, to pogrążał się w atomowej otchłani. Tymczasem w odległości około 400 kilometrów od radzieckich eksplozji pracowała wspomniana ekspedycja glacjologiczna…

    GDY SŁOŃCE WSCHODZI NA ZACHODZIE

    W wydanej w 1962 r. książce „Na lodowcach Nowej Ziemi” prof. Jewgienij Zinger opisał przebieg jej prac. Czytelnik nie znajdzie tam jednak żadnej wzmianki o nuklearnych wybuchach. Naukowcy opowiedzieli o nich dopiero po latach. Okazuje się, że podczas prac na lodowcu Zinger zobaczył jednocześnie dwa słońca. Jedno z nich wschodziło szybko po zachodniej stronie wyspy. Zastanawiał się nawet, co to za meteorologiczne zjawisko. Profesor Jan Marcin Węsławski z Instytutu Oceanologii PAN, który w latach 90. współpracował z Rosjanami podczas międzynarodowych ekspedycji w Arktyce, przytacza następującą opowieść jednego z nich: „Pewnego pochmurnego dnia przyszedł z obserwacji kolega i powiedział, że chyba zobaczył słońce po niewłaściwej stronie horyzontu. Uznali, że jeszcze nie wytrzeźwiał, i nabijali się z niego przez cały dzień. Na drugi dzień wylądował samolot z facetami w gumowych kombinezonach. Kazano im wyjść ze stacji, nie wolno było nic ze sobą zabrać. Przebrano ich w kombinezony i wywieziono na kontynent, gdzie przez miesiąc odbywali kwarantannę. Następnie musieli podpisać deklarację, że nic nie widzieli”.

    Z końcem 1959 r. glacjolodzy zakończyli badania i opuścili archipelag. Nie przeczuwali, że skutki choroby popromiennej dadzą o sobie znać – nawet w następnym pokoleniu. A i dziś, mimo upływu lat, poszkodowani mówią o chorobach swych dzieci tylko w tajemnicy…

    JAK PRZETESTOWAĆ ATOMOWĄ WOJNĘ?

    Tymczasem w latach 60. świat stanął na krawędzi wojny. Zaczęło się wprawdzie od konferencji rozbrojeniowej w Genewie, ale zestrzelenie amerykańskiego samolotu szpiegowskiego U-2, konflikt kubański oraz kontrowersje wokół muru berlińskiego spowodowały kolejny kryzys.

    Na wszystkich poligonach atomowych panował ruch. W sierpniu 1961 r. na łamach „Prawdy” ukazał się lakoniczny komunikat: „Ministerstwo Obrony ZSRR ostrzega wszystkich właścicieli radzieckich i zagranicznych statków, okrętów i samolotów, że nie ponosi odpowiedzialności za naruszenie przez nie strefy zagrożenia i wyrządzone przez to szkody”. Rozpowszechniono wykaz tych stref, po czym na obszarze kraju zaczęły się masowe ćwiczenia z użyciem broni jądrowej. Kontradmirał Szitikow tak to ujął: „zaplanowano pokaz siły, z uwagi na rosnące napięcie między ZSRR a Stanami Zjednoczonymi”.

    Na poligonach Nowej Ziemi z bombowców zrzucano bomby jądrowe i odpalano je w powietrzu. Z ziemi wystrzeliwano rakiety, które eksplodowały nad wschodnim brzegiem zatoki Czornaja Guba. Z rejonu północnego Uralu startowały pociski balistyczne z głowi-cami jądrowymi R-12 i kierowały się ku Nowej Ziemi, aby eksplodować nad tamtejszym poligonem. Nad południowymi rejonami ZSRR przeprowadzono eksplozje jądro-we nawet w kosmosie!Szczyt tej symulowanej wojny atomowej nastąpił jesienią. We wrześniu i październiku dokonywano wybuchów nuklearnych średnio co drugi dzień. Czasami eksperymenty przeprowadzano z dużym ryzykiem, żeby tylko nie opóźnić napiętego harmonogramu. Tak było np. podczas ćwiczeń o kryptonimie „Raduga”, kiedy wystrzelono rakiety z łodzi podwodnej K-102. Pierwsza była próbna, bez głowicy, i nie trafiła nawet w rejon z celem. Ale termin naglił, więc pomimo ryzyka uzbrojono w głowicę następną rakietę i wystrzelono. Całe szczęście odchylenie od celu było niewielkie.

    CAR BOMBA I POKÓJ

    Za takie i podobne sukcesy partia obsypywała medalami. Nic dziwnego, że w 1961 r. z niecierpliwością oczekiwano niezwykłej próby: megabomba ważyła prawie 27 ton i miała długość 8 m. Powstała na osobiste polecenie Nikity Chruszczowa. Szitikow wspomina, że miała być „podarunkiem od obradującego właśnie XXII Zjazdu KPZR”. Podarunkiem o sile wybuchu 50 megaton!

    Popularnie nazywano ją „Car bombą”. 30 października bombowiec Tu-95b wzbił się z nią z lotniska w pobliżu Murmańska i skierował się ku Nowej Ziemi. W pobliżu leciał drugi samolot – z laboratorium pomiarowym.

    Bombę zrzucono na spadochronie, na wysokości około 10 km nad rejonem poligonu. Wybuchła 4 km nad nim. Kulista kula ognia prawie dosięgnęła powierzchni ziemi. Skały topiły się i ulatniały, niewielkie wysepki całkowicie znikały. Według załogi samolotu laboratorium atomowy grzyb średnicy prawie 40 km wzniósł się do wysokości 60 km. Wybuch widziano nawet z odległości prawie 1000 km, a wstrząs zarejestrowały sejsmografy w różnych rejonach świata. Obszar zagłady miał około 100 km średnicy. Wyginęły tysiące reniferów, padły niedźwiedzie polarne, lisy, morsy, zaś stada zimujących tam ptaków doszczętnie się spaliły. Załogi obu samolotów, mimo że udało im się uciec od uderzeniowej fali, zostały silnie napromieniowane.

    Autorów tego osiągnięcia uhonorowano kolejnymi medalami, a Chruszczow nie ukrywał radości. Zapragnął też kolejnego eksperymentu – o mocy dwukrotnie większej. Świat zamarł z trwogi, bo konsekwencje byłyby nieobliczalne. Pół roku później w Genewie wznowiono jednak rozmowy o rozbrojeniu.

    I tak to szło: dwa kroki w przód, jeden w tył. Wreszcie, 5 sierpnia 1963 r. w Moskwie, ZSRR, USA oraz Wielka Brytania podpisały układ o zakazie prób jądrowych w atmosferze, wodzie i kosmosie. Pozostawiły jednak sobie wygodną furtkę. Można było nadal eksperymentować pod ziemią.

    WYDRĄŻONA NOWA ZIEMIA

    Wzdłuż cieśniny Matoczkin Szar wiercono tunele i to w nich eksperymentowano z wybuchami. Czasami jednak następował „wyciek” – gazy wydostawały się na zewnątrz. Prób zaprzestano dopiero w końcu 1990 r.

    Jak podsumowuje raport o próbach atomowych, sporządzony w 2004 r. dla Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej w Wiedniu, na Nowej Ziemi przeprowadzono 130 testów z bronią nuklearną. To co prawda zaledwie jedna czwarta wszystkich testów na obszarze ZSRR, ale ponad 90 proc. uwolnionej w nich atomowej energii (265 megaton; dla porównania USA zdetonowały w tym czasie w sumie około 219 megaton). A jak szacuje prof. Paul Richards, sejsmolog z Columbia University, moc wszystkich wybuchów z czasów II wojny światowej, włączając obie atomowe bomby zrzucone na Japonię, wynosiła zaledwie ok. 2 megaton…

    Dzisiaj, 60 lat od pierwszej próby, Nowa Ziemia wraca do normy. Według badań poziom napromieniowania nie odbiega od przeciętnego. Gdzie więc się podziały radioaktywne pierwiastki z wybuchów? Wiatry, prądy morskie i opady poprze-nosiły je w różne zakątki globu. Wędrowały również łańcuchem pokarmowym. Czasami bez śladu, czasami powodowały mutacje i stopniowo zanikały…  

  • Bendzine archeologai patvirtino legendas: geto pasipriešinimo tuneliai buvo tikri

    Bendzine archeologai patvirtino legendas: geto pasipriešinimo tuneliai buvo tikri

    Bendzine archeologų vykdomi darbai pasirodė esantys itin rezultatyvūs. Kasinėjimai Rutki Laskier gatvėje, vadinamojoje Geto kovotojų namų teritorijoje, atskleidė virtinę naujų faktų. Svarbiausia išvada – daugelį metų sklidusios vietos istorijos apie požeminius tunelius nebuvo vien legendos.

    Patvirtintos istorijos apie tunelius, naudotus pasipriešinimo metu

    Archeologai tyrinėja vietą, kuri per Antrąjį pasaulinį karą buvo vienas žydų pogrindžio pasipriešinimo taškų. Čia veikė užmaskuotas bunkeris, kuriuo 1943 metų įvykių metu naudojosi Žydų kovos organizacijos nariai. Naujausi radiniai rodo, kad slaptų patalpų sistema buvo gerokai didesnė, nei manyta anksčiau: pavyko aptikti papildomas požemines erdves, atkurti jų išplanavimą ir numanomas funkcijas.

    Daugiausia emocijų kelia patvirtintas paslaptingo tunelio egzistavimas. Ilgą laiką jis buvo minimas tik žodiniuose pasakojimuose ir karo meto liudijimuose, tačiau šių metų tyrimai pateikė aiškių įrodymų. Manoma, kad požeminis perėjimas jungė skirtingas slėptuvių komplekso dalis, leisdamas kovotojams judėti nepastebimai ir slėptis nuo vokiečių dalinių. Pasak archeologų, tunelis vedė ir į slėptuves, kuriose jauni žmonės per geto likvidavimą daugelį dienų priešinosi okupantams.

    Šie atradimai parodo, kokio masto buvo Bendzino pogrindžio pasirengimas ir organizuotumas. Iki šiol žinios apie tai buvo fragmentiškos ir rėmėsi daugiausia išgyvenusiųjų liudijimais bei pokario dokumentais. Dabar, remiantis lauko tyrimais, atsiveria galimybė tiksliau atkurti realias sąlygas, kuriomis veikė kovotojai.

    Be to, archeologai aptiko techninės infrastruktūros pėdsakų – pavyzdžiui, instaliacijos elementų, kurie galėjo būti naudojami bunkeryje esančiam radijui maitinti. Tai rodo, kad besislėpę žmonės ne tik kovojo, bet ir mėgino palaikyti ryšį su išoriniu pasauliu.

    Archeologai pabrėžia: tai dar ne pabaiga

    Tyrėjai akcentuoja, kad dabartiniai rezultatai – tik pradžia, o tolesni kasinėjimų etapai gali atnešti naujų radinių, įskaitant artefaktus, priklausiusius pasipriešinimo dalyviams. Bendzino getas buvo vienas didžiausių Dombrovos anglies baseino regione, o jo likvidavimo metu kilo susirėmimai, trukę keliolika dienų – vieni ilgiausių tokio pobūdžio pasipriešinimo atvejų okupuotose Lenkijos žemėse.

    Praėjus daugiau nei 80 metų, žemė vis dar atidengia tų įvykių pėdsakus. Tunelio ir naujų požeminių patalpų atradimas ne tik patvirtina liudininkų pasakojimus, bet ir leidžia geriau suprasti žmonių ryžtą bei pasirengimo mastą, kai akistatoje su pražūtimi buvo pasirinkta kova. Visa tai leidžia manyti, kad Bendzinas gali tapti vienu svarbiausių taškų tiriant getų pogrindinę infrastruktūrą okupuotoje Europoje.

    Šaltiniai: „Gazeta Wyborcza“, „Wykop na Poziomie“.

  • Ne magija ir ne žiaurumas: štai kas iš tikrųjų leido mongolams užkariauti pusę pasaulio

    Ne magija ir ne žiaurumas: štai kas iš tikrųjų leido mongolams užkariauti pusę pasaulio

    Mongolai šimtmečius buvo laikomi beveik nepagautina kariuomene – greita, žiauria ir galinčia veikti ten, kur kiti dar tik pradėdavo galvoti apie aprūpinimą. Tačiau jų legenda gimė ne iš „karo magijos“ ar tariamo logistikos nebuvimo. Priešingai: viską lėmė sistema, kuri buvo idealiai pritaikyta stepėms, arkliui ir manevriniam karui. Būtent organizacinis pranašumas leido Mongolų imperijai ne tik užkariauti milžiniškas teritorijas, bet ir ilgą laiką išlaikyti tempą, kuris priešams atrodė kone nežmogiškas.

    Nesunku patikėti, kad mongolų kariuomenė buvo savotiška istorinė anomalija: pasirodydavo staiga, judėdavo greičiau nei varžovai, smogdavo iš kelių krypčių ir pradingdavo dar nespėjus sukurti atsako. Iš baimės ir nuostabos vėliau gimė mitas apie karius, kuriems nereikėjo užnugario, sandėlių ar „klasikinės“ logistikos. Tačiau tiesa kur kas įdomesnė: mongolai laimėdavo ne todėl, kad apsieidavo be organizacijos, o todėl, kad jų organizacija buvo geriau pritaikyta stepiniam reljefui, arkliui ir judriam karui nei visa, ką prieš juos galėjo pastatyti sėslios valstybės.

    Viskas prasidėdavo nuo arklio, o mityba buvo sistemos dalis

    Pasakojimą apie mongolų karybą logiškiausia pradėti ne nuo sudėtinių lankų ar garsių atakų, o nuo arklio. Mongolams jis buvo ne tik transportas – jis buvo visos karo sistemos ašis. Vienas raitelis dažnai turėdavo kelis žirgus, neretai šešis ar net aštuonis. Tai reiškė, kad pavargęs žirgas nestabdydavo būrio: karys tiesiog persėsdavo ant kito. Tokia „mobilumo perteklių“ užtikrinanti praktika leido įveikti didžiulius atstumus ir pasirodyti ten, kur priešas dar tikėjo turįs dieną ar dvi atsargai.

    Tačiau vien greitis nebūtų davęs tiek, kiek davė kartu su juo ėjusi mitybos ir aprūpinimo logika. Mongolai iš tiesų gyveno kitaip nei grūdinėmis atsargomis, duona ir sunkiais gurguolės vežimais besiremiantys kariuomenių modeliai. Jų mityba buvo glaudžiai susijusi su gyvulininkyste ir nuolatiniu judėjimu. Keliautojas Markas Polas rašė, kad stepės tautos daugiausia rėmėsi mėsa ir pienu, o prireikus galėjo ilgai ištverti labai atšiauriomis sąlygomis. Tarp aprašytų kraštutinių priemonių minėtas ir arklio kraujo gėrimas, taip pat džiovinti pieno produktai, kuriuos buvo galima ištirpinti vandenyje.

    Vis dėlto svarbu suprasti, kad Markas Polas nebuvo ankstyvųjų Čingischano kampanijų liudytojas – jis stebėjo vėlesnį mongolų pasaulį Kublajaus laikais. Jo pasakojimas vertingas, bet neturėtų būti laikomas galutiniu pirmosios XIII amžiaus pusės mongolų kariuomenės portretu.

    Džiovinta mėsa, pienas ir „kuras“ kariuomenei, kuri nuolat juda

    Daug naudingesnis kasdienybės vaizdas atsiveria iš Giovanni da Pian del Carpine – popiežiaus pasiuntinio, pasiekusio mongolų valdas jau XIII amžiaus viduryje. Jo liudijimuose matyti griežta, atšiauri visuomenė, tačiau tikrai ne tokia, kuri būtų gyvenusi mitinėje „logistikos tuštumoje“. Jis mini pieną, mėsą, gėrimus iš sorų ir kuklius, bet reguliarius valgius. Tai rodo, kad nors mėsa ir pieno produktai dominavo, mongolų racionas neapsiribojo vien krauju, riebalais ar raugintu pienu.

    Jų pranašumas buvo lankstumas: jie mokėjo naudotis gyvūniniais ištekliais, bet prireikus įtraukdavo ir grūdinius produktus, kai tai buvo įmanoma ir praktiška. Ypač svarbūs buvo ilgai negendantys, lengvai transportuojami maisto produktai.

    „UNESCO“ medžiagoje apie tradicinį Mongolijos maistą aprašoma tiek išplėtota pienininkystės kultūra, tiek įvairūs mėsos džiovinimo būdai. Iš čia kyla ir borts – džiovinta mėsa, kurią vėliau galima sutrupinti ir greitai panaudoti maistui paruošti. Paprastai tariant, tai buvo puikus „kuras“ nuolat judančiai kariuomenei: lengvas, ilgai išsilaikantis ir kaloringas.

    Panašiai veikė ir džiovinti pieno produktai. O kumys – fermentuotas kumelės pienas – buvo ne tik kasdienis gėrimas, bet ir svarbi stepės kultūros dalis. Pats jo gamybos procesas turėjo ir socialinę bei ritualinę reikšmę, ne vien praktinę.

    Tai buvo ne logistikos nebuvimas, o kitokia logistika

    Visa tai veda prie esminės išvados: mongolai nebuvo kariuomenė be logistikos. Jie buvo kariuomenė su logistika, idealiai pritaikyta jų gyvenimo būdui. „Encyclopedia Britannica“ netgi pabrėžia, kad mongolų modelis buvo vienas efektyviausių ikimodernios karo logistikos pavyzdžių.

    Įprastame žygyje su mongolais judėdavo bagažo vežimai, nešuliniai gyvuliai ir bandos. Tai leido kariuomenei veikti plačiai, keliomis lygiagrečiomis kryptimis, neužspringstant nuo per ilgos ir sunkios tiekimo „uodegos“, kaip dažnai nutikdavo sėslių valstybių pajėgoms. Artėjant tiesioginei kovai, sunkesni užnugario elementai būdavo ribojami, pereinant prie agresyvesnio ir mobilesnio veikimo. Tai nebuvo aprūpinimo trūkumas – tai buvo kitoks balansas tarp to, ką neša karys, ką veža gurguolė, ir ką suteikia stepės aplinka bei savos bandos.

    Šia prasme mongolų karyba atrodė „ištobulinta“ todėl, kad derino paprastumą su disciplina. Ten, kur Europos ar Kinijos kariuomenės dažnai būdavo priklausomos nuo krosnių, miltų, grūdų atsargų ir lėto vežimų judėjimo, mongolai rėmėsi gyvuliais, pienu, mėsa, džiovinimu ir kelių žirgų sistema. Tai nereiškia, kad jų kampanijos buvo nematomos ar be pėdsakų. Tai reiškia, kad jų išgyvenimo ir veikimo slenkstis buvo žemesnis, todėl jie galėjo funkcionuoti sąlygomis, kurios kitoms kariuomenėms greitai reikštų žygio žlugimą, badą ir drausmės irimą.

    Prie to prisidėjo ir komunikacija. Vien raitelių ir mitybos nepakaktų milžiniškai imperijai išlaikyti. Mongolai sukūrė organizuotą kurjerių ir persėdimo stočių tinklą, kuris leido greitai perduoti įsakymus, pranešimus ir informaciją per didžiulius atstumus. Dėl to jų armijos galėjo ne tik greitai judėti, bet ir išlaikyti operacinį vientisumą net veikdamos itin didelėse teritorijose. Čia ir matyti skirtumas tarp chaotiškos ordos ir tikros karo mašinos: legendą kūrė ne vien brutalumas, o gebėjimas sujungti mobilumą, ryšį, drausmę ir apgalvotą gyvenimo žygyje organizaciją.

    Šiandien sakant, kad mongolai „maitinosi balne“, verta tai suprasti plačiau. Taip, arklys buvo jų sistemos centras: suteikė judėjimą, pieną, o kraštutinėse situacijose – ir avarinį išteklių. Tačiau legenda kilo ne iš antžmogiško atsparumo badui. Ji kilo iš to, kad jų karo modelis buvo neatsiejamas nuo jų gyvenimo modelio. Europos ir Kinijos kariuomenės karą kūrė remdamosi sėsliomis ekonomikomis. Mongolai jau turėjo paruoštą mobilumo, mitybos ir išgyvenimo sistemą, kurią tereikėjo paversti užkariavimo įrankiu. Todėl šimtmečius jie priešams atrodė ne kaip dar viena kariuomenė, o kaip jėga, kuri judėjimą ir karą valdė geriau nei bet kas iki jų.

    Šaltiniai: „Encyclopedia Britannica“, „Project Gutenberg“, „The Explorers Club“ Lenkijos skyrius, „UNESCO“.

  • Lenkai ją laikė pigių laikų šmėkla, bet Italijoje tai delikatesas: mortadela grįžta į madą

    Lenkai ją laikė pigių laikų šmėkla, bet Italijoje tai delikatesas: mortadela grįžta į madą

    Lenkijoje mortadela dažnai siejama su pigiomis, prastesnės kokybės dešromis iš praeities, tačiau Italijoje ji laikoma tikru delikatesu. Pastaruoju metu ši dešra vėl grįžta į virtuvę ir nustebina švelniu skoniu bei palyginti paprasta sudėtimi. Vis daugiau žmonių atranda, kad galutinė kokybė labiausiai priklauso nuo gamybos būdo, o gerai pagaminta mortadela gali pakeisti nuomonę net didžiausiems skeptikams.

    Iš pirmo žvilgsnio niekuo neišsiskiriantis gaminys ilgus metus kėlė prieštaringas reakcijas: vieni ją aplenkdavo, kiti pirkdavo iš nostalgijos. Tačiau mortadelos istorija ir tradicinis paruošimas atskleidžia visai kitą šio produkto pusę. Šiandien ji vis dažniau iš naujo vertinama kaip aukštesnės kokybės gaminys.

    Mortadela turi ilgą istoriją ir išskirtinę receptūrą

    Mortadela kilusi iš Bolonijos ir jau šimtmečius užima svarbią vietą vietinėje virtuvėje. 1661 metais buvo oficialiai patvirtintas jos gamybos būdas, todėl tai laikoma viena seniausių dešrų Europoje. Tradiciškai ji gaminama iš smulkiai maltos kiaulienos ir lašinių, kurie suteikia būdingą, tolygią struktūrą. Prieskoniai, tokie kaip pipirai ar muskato riešutas, suteikia švelnų, tačiau aiškiai atpažįstamą skonį.

    Neigiama mortadelos reputacija Lenkijoje dažniausiai siejama su pigesnių gaminių kokybe. Dažnu atveju jų sudėtis gerokai nutolsta nuo tradicinės receptūros: pasitaiko, kad mėsa sudaro tik apie pusę produkto, o likusią dalį „papildo“ įvairūs priedai ir konservantai. Dėl to skonis ir konsistencija smarkiai skiriasi nuo originalo. Tuo tarpu paprastesnės sudėties gaminiai yra kur kas artimesni itališkai versijai ir geriau atskleidžia tikrąjį mortadelos charakterį.

    Naminė mortadela gali nustebinti: svarbus vienas paruošimo etapas

    Mortadelą galima pasigaminti ir namuose – tam reikia kruopštumo, bet procesas nėra sudėtingas. Svarbiausia pasirinkti geros kokybės mėsą ir tinkamus prieskonius. Tris kartus malama mėsos masė lemia glotnią, vientisą ir standesnę tekstūrą. Sudėtis gali būti aiški ir paprasta, be nereikalingų priedų:

    • 1 kg kiaulienos (pavyzdžiui, mentės);
    • 400–500 g pažandės;
    • 150 ml šalto vandens;
    • druska, cukrus, pipirai;
    • garstyčios, kalendros, muskato riešutas;
    • saldžioji paprika, česnakas;
    • bulvių krakmolas;
    • lauro lapas, kvapieji pipirai;
    • apvalkalas dešroms.

    Gaminant svarbu laikytis veiksmų eiliškumo, nes nuo jo priklauso galutinis rezultatas:

    1. Mėsą supjaustykite mažesniais gabalėliais, sumaišykite su prieskoniais ir šaltu vandeniu.
    2. Masę gerai išmaišykite, tuomet sumalkite tris kartus: pirmiausia per stambesnį, vėliau per smulkesnį sietelį.
    3. Paruoštą masę sukimškite į apvalkalą ir kruopščiai pašalinkite orą.
    4. Gaminį kaitinkite (apvirkite) apie valandą, tuomet atvėsinkite ir gerai atšaldykite. Taip išgaunamas natūralesnis skonis ir tvirtesnė struktūra, primenanti tradicinę itališką mortadelą.

    Ne tik sumuštiniams: mortadela tinka ir karštiems patiekalams

    Mortadela gali būti naudojama įvairiai – ne vien kaip paprastas priedas prie duonos ar salotų. Ji tinka karštiems patiekalams ir sudėtingesniems receptams: galima kepti keptuvėje, grilinti ar užkepti orkaitėje, išlaikant švelnų skonį. Be to, mortadela lengvai dera su daržovėmis, skirtingais padažais, sūriais ir makaronais, todėl gali tapti įdomiu kasdienio meniu akcentu.

  • Kaimynas statybininkas patarė: tvora per 1 dieną iš paprastų medžiagų – tvarkinga ir ilgaamžė

    Kaimynas statybininkas patarė: tvora per 1 dieną iš paprastų medžiagų – tvarkinga ir ilgaamžė

    Šiandien aptarkime paprastą ir nebrangų tvoros variantą, kurį nesudėtinga įsirengti patiems, o rezultatas būna tvarkingas ir praktiškas.

    Pagrindinė idėja – kad tvora būtų kuo prieinamesnė ir patogi montuoti. Medžiagas lengva atsivežti, nereikia sudėtingų įrankių, o darbus galima atlikti savarankiškai.

    Konstrukcijos pagrindą sudaro metaliniai stulpai. Prireikus juos galima prailginti iki maždaug 2 metrų aukščio. Stulpų viršuje įsukami savisriegiai, o tarp jų įtempiama cinkuota viela – ji tampa pagrindu tinklui tvirtinti. Tokia pati įtemptos vielos linija įrengiama ir apačioje, kad konstrukcija būtų stabilesnė.

    Jei sklype jau yra senas tinklas, jo nebūtina nuimti – jį galima panaudoti kaip pagrindą. Apatinį kraštą pritvirtinkite dirželiais, o viršutinį permeskite per įtemptą vielą ir gerai įtempkite, kad tinklas nekabotų ir nesusidarytų „pilvai“.

    Norint, kad tvora būtų nepermatoma ir apsaugotų sklypą nuo pašalinių žvilgsnių, tinka fasadinis tinklas. Jį paprasta pritvirtinti ant pagrindinio tinklo. Fasadinis tinklas būna įvairaus tankio, todėl lengva pasirinkti tokį, kuris užtikrins reikiamą pritemdymo lygį.

    Tokia tvora sumontuojama greitai, o rezultatas matomas iš karto. Ji gali padėti apsisaugoti nuo vėjo, saulės ir pernelyg smalsių praeivių.

    Eksploatuojant verta atkreipti dėmesį į kelis niuansus. Jei naudojama sena viela, dėl vėjo judesių ji ilgainiui gali trinti medžiagą. Todėl geriau iš anksto pasirūpinti tvarkingesniu tvirtinimu arba vielą pakeisti lygesne, mažiau „kandančia“ alternatyva.

    Dar vienas momentas – tarpas apačioje. Jį dažnai palieka dėl patogesnės priežiūros, tačiau pro jį gali pralįsti gyvūnai. Šią vietą galima uždengti, pavyzdžiui, profiliuoto skardos lakšto juosta – taip problema išsprendžiama.

    Apskritai tokia tvora yra geras „protingos ekonomijos“ pavyzdys: išleidžiama nedaug laiko ir pinigų, o gaunamas funkcionalus sprendimas, galintis tarnauti ne vienerius metus.

    Svarbiausia aiškiai suprasti, kokią užduotį tvora turi atlikti. Vieniems svarbi visiška izoliacija, kitiems – lengvumas ir greitas montavimas. Būtent pagal tai verta rinktis medžiagas ir konstrukciją.

  • Pamirškite „mišrainę“: ši vištienos ir spanguolių salotos per Velykas dings pirmos

    Pamirškite „mišrainę“: ši vištienos ir spanguolių salotos per Velykas dings pirmos

    Šios salotos – išskirtinis skonių derinys, tinkantis ir greitiems pietums, ir šventiniam stalui. Traškūs riešutai, sultingos spanguolės ir švelni vištiena sukuria lengvą, bet sotų patiekalą, kuris dažnai tampa vakaro favoritu.

    Vištienos ir spanguolių salotos ne tik puikiai atrodo patiekus, bet ir maloniai nustebina kontrastais: švelni mėsa dera su saldžiarūgštėmis spanguolėmis, o traškūs priedai suteikia tekstūros. Tai puikus pasirinkimas Velykoms ar bet kokiam šeimos susibūrimui – paruošti paprasta, o rezultatas patinka net išrankiausiems svečiams.

    Kontrastingi skoniai viename dubenyje: lengvos, bet sočios salotos

    Šis patiekalas sujungia vištienos švelnumą ir spanguolių rūgštelę, todėl salotos tampa gaivios, tačiau kartu ir sočios. Jos tinka tiek kasdieniam valgiui, tiek didesniam vaišių stalui. Nors ingredientai paprasti, kartu jie sukuria išskirtinį skonį.

    Virtuvės meistru būti nereikia – pakanka kelių produktų ir trupučio laiko. Vištiena, spanguolės, salierų stiebai, obuolys ir pekano riešutai susijungia į harmoningą derinį. Be to, šios salotos ypač skanios atšaldytos, todėl jas patogu pasigaminti iš anksto.

    Kaip pasigaminti vištienos ir spanguolių salotas: paprasti ingredientai ir greitas paruošimas

    Švelni vištiena, saldžiarūgštės spanguolės ir traškūs priedai sukuria sotų, bet neapsunkinantį patiekalą. Salotas lengvai paruošite per trumpą laiką, o jos tiks ir kaip atskiras patiekalas, ir kaip garnyras prie kitų vaišių.

    Ingredientai:

    • 400 g vištienos krūtinėlės
    • 100 g džiovintų spanguolių
    • 2 salierų stiebai
    • 1 obuolys
    • 80 g pekano riešutų
    • 150 g natūralaus jogurto
    • 2 šaukštai majonezo
    • druska ir pipirai pagal skonį
    • 1 šaukštas citrinos sulčių

    Paruošimas:

    1. Išvirkite arba iškepkite vištienos krūtinėlę, tuomet ją visiškai atvėsinkite ir supjaustykite nedideliais kubeliais.
    2. Salierus supjaustykite plonomis riekelėmis. Obuolį supjaustykite kubeliais ir apšlakstykite citrinos sultimis, kad nepatamsėtų. Pekano riešutus pasmulkinkite ir trumpai paskrudinkite sausoje keptuvėje.
    3. Atskirame dubenyje sumaišykite natūralų jogurtą, majonezą, druską, pipirus ir citrinos sultis. Padažą paragaukite ir, jei reikia, pakoreguokite prieskonius.
    4. Dideliame dubenyje sumaišykite vištieną, spanguoles, salierus, obuolį ir riešutus. Supilkite padažą ir gerai išmaišykite.
    5. Padėkite salotas į šaldytuvą maždaug 30 minučių, kad skoniai susijungtų.
    6. Patiekite atšaldytas – kaip savarankišką patiekalą arba kaip priedą prie kitų patiekalų.
  • Galiojimo data ant pakuotės: ką ji iš tiesų reiškia ir kaip neišmesti maisto bei pinigų

    Galiojimo data ant pakuotės: ką ji iš tiesų reiškia ir kaip neišmesti maisto bei pinigų

    Šiandien verta pasikalbėti apie maisto produktų galiojimo terminus ir apie tai, kodėl ne visada reikėtų aklai pasitikėti data ant pakuotės. Tai praktiška informacija, kuri gali padėti sutaupyti ir sumažinti maisto švaistymą.

    Pažįstama situacija: atidarote šaldytuvą, paimate pieną, pauostote – kvapas normalus. Tačiau pamatote, kad galiojimo terminas jau pasibaigęs, ir ranka automatiškai tiesiasi produktą išmesti. Daugelis taip ir daro, labiau pasikliaudami skaičiumi, o ne savo pojūčiais.

    Tačiau ar visada ši data reiškia, kad produktas jau pavojingas? Dažnai – ne. Kad tai suprastume, verta trumpai paaiškinti, kaip ir kodėl tokie terminai apskritai atsirado.

    Dar prieš šimtą metų žmonės maistą įsigydavo kitaip: pieną pirkdavo iš pažįstamų, duoną – iš vietinių kepėjų, mėsą – turguje. Šviežumą įvertindavo pagal išvaizdą, kvapą ir patirtį. Datų paprasčiausiai nereikėjo.

    Situacija pasikeitė vystantis pramonei ir prekybos tinklams. Maistas pradėjo keliauti ilgesnį kelią – nuo gamybos iki parduotuvės lentynos. Pirkėjui tapo sunku suprasti, kada tiksliai produktas pagamintas, todėl atsirado galiojimo terminų žymėjimas.

    Šiandien svarbiausia atskirti dvi dažniausiai sutinkamas formuluotes: „suvartoti iki“ ir „geriausias iki“. Užrašas „suvartoti iki“ pirmiausia susijęs su saugumu – po nurodytos datos produktas gali tapti pavojingas, ypač jei kalbama apie žalią mėsą ar žuvį.

    Tuo metu „geriausias iki“ labiau apibūdina kokybę. Pasibaigus šiam terminui produktas gali šiek tiek prarasti skonį, aromatą ar tekstūrą, tačiau nebūtinai tampa kenksmingas.

    Reikėtų nepamiršti ir to, kad galiojimo terminą nustato pats gamintojas. Kartais jis sąmoningai pasirenka trumpesnį laikotarpį, kad sumažintų rizikas arba paskatintų dažnesnius pirkimus. Dėl to realus produkto tinkamumo vartoti laikas neretai būna ilgesnis, nei nurodyta ant etiketės.

    Tokios praktikos pasekmė – didelis maisto švaistymas. Tai nėra vien tik prarasti pinigai: kartu veltui sunaudojami ir ištekliai, reikalingi produktui užauginti ar pagaminti, supakuoti, atšaldyti ir atgabenti.

    Todėl verta mokytis produktus įvertinti savarankiškai. Kvapas, išvaizda ir konsistencija dažnai pasako daugiau nei data. Jei produktas atrodo įprastai ir neturi nemalonaus kvapo, gali būti, kad jis vis dar tinkamas vartoti.

    Vis dėlto yra išimčių. Produktų, pažymėtų „suvartoti iki“, atveju geriau nerizikuoti, net jei iš pirmo žvilgsnio viskas atrodo gerai. Kai kurios bakterijos ne visada pakeičia kvapą, tačiau gali būti pavojingos sveikatai.

    Dar vienas svarbus aspektas – laikymo sąlygos. Produktas gali sugesti ir anksčiau, jei buvo laikomas netinkamai, pavyzdžiui, per šiltoje vietoje. Kita vertus, tinkamai laikomas maistas kartais išsilaiko ilgiau.

    Galiausiai galiojimo terminas yra orientyras, o ne absoliuti tiesa. Svarbu ne tik žiūrėti į datą, bet ir vadovautis sveiku protu bei įvertinti produktą pagal pojūčius.

    Tad kitą kartą, prieš ką nors išmesdami, trumpam sustokite: apžiūrėkite, pauostykite ir pagalvokite. Gali būti, kad produktas dar visiškai tinkamas ir tikrai nevertas kelionės į šiukšliadėžę.

  • Šis Velykų įdaro derinys įdarytiems kiaušiniams nustebins visus – prašys pakartoti

    Šis Velykų įdaro derinys įdarytiems kiaušiniams nustebins visus – prašys pakartoti

    Įdaryti kiaušiniai – užkandis, kuris per šventes beveik visada atsiduria ant stalo. Tačiau retas renkasi tokį derinį, nors jis gali tapti tikra Velykų stalo sensacija.

    Šis patiekalas mėgstamas dėl paprastumo ir to, kad įdarą galima lengvai pritaikyti pagal skonį: nuo klasikinių variantų su majonezu ir garstyčiomis iki netikėtesnių su žuvimi ar grybais. Šį kartą siūlome ryškesnio skonio versiją, kuri patiks ir tiems, kurie mėgsta tradicijas, ir tiems, kurie ieško naujų idėjų.

    Įdarui naudojamos sūryme marinuotos silkės suteikia užkandžiui sodrų akcentą ir maloniai kontrastuoja su švelniu kiaušinio skoniu. Grybai papildo žemiškomis natomis, o krienai suteikia gaivios aštrumo kibirkšties. Tokius kiaušinius galima drąsiai patiekti ne tik per Velykas, bet ir bet kuria proga, kai norisi nustebinti svečius.

    Kaip paruošti ir patiekti įdarytus kiaušinius? Paprastas triukas dailiai pateikčiai

    Kad užkandis atrodytų ypač apetitiškai, kiaušinius papuoškite smulkintomis petražolėmis ir lengvai pabarstykite saldžiąja paprika. Taip pat tiks ir krapai, kurie puikiai dera su žuvimi. Nedidelė detalė, o lėkštė atrodys žymiai šventiškiau.

    Ingredientai paprasti, o rezultatas – išraiškingas, todėl šis receptas dažnai dingsta nuo stalo greičiausiai.

    INGREDIENTAI:

    • 2 silkės filė iš sūrymo
    • 7 kietai virti kiaušiniai
    • 2 vidutiniai marinuoti agurkai
    • 150 g nusausintų grybų
    • 1 česnako skiltelė
    • 1 valgomasis šaukštas majonezo
    • 0,5 valgomojo šaukšto krienų
    • 1 arbatinis šaukštelis druskos
    • 1 arbatinis šaukštelis maltų juodųjų pipirų
    • petražolės papuošimui
    • 1 arbatinis šaukštelis provansališkų žolelių (nebūtina)

    GAMINIMAS:

    1. Silkę pamirkykite šaltame vandenyje apie 1 valandą, vandenį pakeisdami 2 kartus. Tuomet nusausinkite popieriniu rankšluosčiu ir supjaustykite mažais kubeliais.
    2. Kiaušinius virkite apie 10 minučių, tada atvėsinkite šaltame vandenyje. Nulupkite, perpjaukite pusiau, trynius išimkite į atskirą dubenį.
    3. Į trynius sudėkite majonezą, krienus, druską ir pipirus. Išmaišykite iki vientisos masės.
    4. Smulkiai supjaustykite agurkus, grybus ir česnaką. Sudėkite į trynių masę, gerai išmaišykite ir, jei norite, pagardinkite provansališkomis žolelėmis.
    5. Paruoštu įdaru pripildykite kiaušinių baltymų puseles.
    6. Papuoškite petražolėmis, lengvai pabarstykite saldžiąja paprika ir patiekite atšaldytus.
  • Te miejsca na świecie noszą polskie nazwy. Niektóre odkrycia zaskakują nawet historyków

    Te miejsca na świecie noszą polskie nazwy. Niektóre odkrycia zaskakują nawet historyków

    Nie byliśmy potęgą morską, nie mieliśmy kolonii. Mimo to na mapach świata nie brakuje nazw, które kojarzą się z naszym krajem!

    Wiele takich nazw pojawiło się na mapach, gdy Polskę oficjalnie z nich wymazano. Emigranci szukający za morzem pracy i chleba, zesłańcy wywożeni na Syberię, podróżnicy i odkrywcy udowadniali w ten sposób, że „jeszcze nie zginęła”.

    Gdy w 1918 roku Polska odzyskała niepodległość, niewiele już było dziewiczych miejsc do odkrycia i zdobycia. Ale wszędobylscy rodacy potrafili je znaleźć. Dzięki nim, wędrując po najdalszych zakątkach globu, możemy niespodziewanie znaleźć się w Warszawie, Krakowie albo po prostu w Polsce.

    Kościół pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej, niewielkie muzeum i pomnik ku czci założycieli osady to dziś jedyne polskie ślady w argentyńskiej Wandzie (fot. Forum)

    Ameryka Południowa

    W 1933 roku uczestnicy ekspedycji Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego weszli na najwyższy szczyt Ameryki Południowej Aconcaguę nową trudną trasą, nazwaną Drogą Polaków 1. Lodowiec, który pokonali, też stał się „polski”, a nowo odkryte lodowce nazwano na cześć członków wyprawy Glaciar Ostrowski i Glaciar Karpinski. Niezdobyty szczyt wysokości 6050 m n.p.m. nasi rodacy nazwali Pico N (Szczyt Nieznany), ale Argentyńczycy, doceniając ich osiągnięcia, przemianowali go na Polski Szczyt (El Pico Polaco).

    Wśród Polaków, którzy po II wojnie światowej osiedlili się w Argentynie, był żołnierz armii Andersa, harcmistrz i alpinista Wacław Blicharski. W 1969 r. – dla uczczenia 25. rocznicy bitwy pod Monte Cassino – zorganizował wyprawę w centralne Andy. Jej uczestnicy zamierzali wspiąć się na kilka niezdobytych dotąd pięciotysięczników. Pierwszemu szczytowi wysokości 5070 m n.p.m. nadali imię powstańca wielkopolskiego i oficera armii argentyńskiej Teofila Iwanowskiego (Pico General Iwanowski), następnemu – Tatry II, najtrudniejszemu – Monte Cassino (5220 m n.p.m). Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami złożyli na nim grudki ziemi spod Monte Cassino i z grobów harcerzy batalionów „Zośka” i „Parasol”. Dwaj członkowie ekspedycji – Ryszard Czeraniawski i Marek Gaiński wspięli się na jeszcze jeden dziewiczy szczyt, nadając mu imię gen. Bora-Komorowskiego (Gaiński zginął).

    Aktywistom działającej w II RP Ligi Morskiej i Kolonialnej marzyły się polskie kolonie. Świat był już jednak podzielony między mocarstwa, więc Liga skon-centrowała się na wspieraniu polskiego osadnictwa. W 1936 r. za pośrednictwem firmy Colonizadora del Norte wykupiła ziemie w górnym biegu rzeki Parana, 40 km od wodospadów Iguaçu. Wyrosło tam miasteczko Wanda 2, liczące 15 tys. mieszkańców, a po brazylijskiej stronie – bliźniaczą Jagodę 3. Osady nazwano na cześć córek marszałka Piłsudskiego.

    W latach 30. XX w. założono też w Brazylii osadę Orzeł Biały w stanie Espirito Santo. Ze względów praktycznych używano portugalskiego tłumaczenia (Águia Branca) i władze pozwoliły ją zachować. Z kolei w niezmienionej formie przetrwała nazwa 22-tysięcznego miasta Brodowski 4 w stanie São Paulo, które powstało pod koniec XIX w. przy budowanej linii kolejowej. Głównym inżynierem firmy był emigrant Aleksander Brodowski.

    Ignacy Domeyko – przyjaciel Mickiewicza, filomata, żołnierz powstania listopadowego – znalazł przybraną ojczyznę w Chile. Tak się jej zasłużył jako autor pierwszej mapy geologicznej kraju, odkrywca złóż wielu cennych minerałów i rektor uniwersytetu w Santiago, że dziś w każdym większym mieście ma swoją ulicę. Ciągnące się przez 600 km pasmo górskie w Andach to Góry Domeyki 5, u ich stóp rozpościera się Równina Domeyki. Jeden z andyjskich szczytów to Cerro Domeyko, dwu-tysięczne górnicze miasteczko – Pueblo Domeyko, port na południu – Lugareja Domeyko.

    Na antypodach jest 15 obiektów nazwanych imieniem Strzeleckiego, m.in. pustynia (fot. Wikimedia Commons)

    Australia

    Tylko przedstawiciele trzech narodów dali imię najwyższym szczytom kontynentów. Brytyjczycy mają Mount Everest, Amerykanie – McKinleya i Mount Vinson na Antarktydzie, Polacy – Górę Kościuszki  w Australii. Szczyt (2228 m n.p.m.) jako pierwszy zdobył w 1840 roku Paweł Edmund Strzelecki i nazwał imieniem naszego bohatera. Wokół góry, na obszarze niemal 7 tys. km², rozciąga się Park Narodowy Kościuszko, obejmujący najwyższe pasma Alp Australijskich.

    Strzelecki zarządzał włościami księcia Franciszka Sapiehy i odziedziczył po nim majątek. Dzięki temu objechał świat i przez kilka lat penetrował Australię i Tasmanię. Korzystając z prawa odkrywcy, nieznanym obiektom nadawał nazwy. Piaszczysta równina w stanie Południowa Australia to Pustynia Strzeleckiego, płynąca przez nią okresowa rzeka – Strumień Strzeleckiego, pasmo górskie w stanie Wiktoria – Góry Strzeleckiego. Na Wyspie Flindersa jest też Szczyt Strzeleckiego , a w stanie Wiktoria miasteczko Strzelecki.

    W 1856 r. grupa osadników z Wielkopolski osiedliła się w Południowej Australii, w pobliżu miasteczka Sevenhill. Gdy w miejscu określanym jako Polska Dolina wyrosły pierwsze domy, szkoła i kościół, przemianowano je na Polish Hill River. Nie wiadomo, dlaczego farmer John Cross nadał osadzie w stanie Queensland nazwę Cracow. Do 1976 roku działała tam kopalnia złota, ale gdy złoża się wyczerpały, osada podupadła. Teraz liczy 120 mieszkańców.

    Na Antarktydzie znajduje się kilka miejsc nazwanych ku pamięci Polaków i Polski (fot. Forum)

    Antarktyda

    Podczas pracy na uniwersytecie w Liège (Belgia) Henryk Arctowski poznał Adriena de Gerlache, który przygotowywał antarktyczną ekspedycję na statku Belgica. Został jednym z jej kierowników naukowych. Wypłynęli w 1897 roku i wrócili po dwóch latach. Wkład Polaka w poznanie Antarktydy upamiętnili późniejsi badacze, nadając jego imię wielu obiektom. Są wśród nich: Półwysep Arctowskiego stanowiący część Półwyspu Antarktycznego; Zatoka Arctowskiego u wybrzeży Wyspy Króla Jerzego i Kopuła Lodowa Arctowskiego na samej wyspie; Nunatak Arctowskiego – szczyt wyrastający ponad poziom lądolodu na krańcach Płw. Antarktycznego i Góra Arctowskiego na tym półwyspie. W 1977 r. na Wyspie Króla Jerzego (ok. 120 km od wybrzeży Antarktydy) uruchomiono polską stację badawczą im. Arctowskiego. Pracujący w niej rodacy nadali polskie nazwy wielu okolicznym obiektom, m.in. polom lodowym Kraków i Warszawa oraz lodowcom Wanda, Krak, Dobrowolski, Domeyko. Uczczono też glacjologa i polarnika Stanisława Baranowskiego, który podczas pobytu na stacji zatruł się gazem. Jego imię nosi Lodowiec Baranowskiego i Zatoka Staszka.

    Za sprawą ekspedycji glacjologicznej Aleksandra Kosiby aż 23 nazwy na Grenlandii związane są z Polską. (fot. Fotonova)

    Grenlandia

    Pierwszą polską ekspedycję naukową na największą wyspę świata zorganizowano w 1937 r. Celem było badanie wpływu topniejących lodowców na ukształtowanie terenu, co mogło wyjaśnić zagadki krajobrazu polodowcowego w naszym kraju. Ekipa kierowana przez glacjologa Aleksandra Kosibę penetrowała teren na zachodzie Grenlandii, w okolicach fiordu Arfersiorfik i osady Ausiait. Był to rejon nierozpoznany, więc odkrywanym obiektom nadawano nowe nazwy, jak m.in. pasma górskie Mościckiego, Romera i Rydza-Śmigłego, szczyty Lwów i Wawel, Jezioro Dybowskiego oraz lodowce Dobrowolskiego (polarnika i protektora ekspedycji) i Polonia.

    W Polonezköy co roku odbywa się Festiwal Czereśniowy. W wiosce wciąż mieszka 100 Polaków, którzy
    kultywują polskie tradycje (fot. East News)

    Turcja

    W 1841 r. książę Adam Czartoryski sfinansował zakup ziemi i budowę osady dla przebywających w Turcji weteranów powstania listopadowego oraz Polaków wcielonych do armii carskiej, którzy podczas wojen na Kaukazie trafili do niewoli tureckiej. Na cześć fundatora, wsi nadano nazwę Adampol. Usytuowana po azjatyckiej stronie cieśniny Bosfor, dziś znajduje się już niemal w obrębie Stambułu. Z rolniczej osady przekształciła się w ośrodek turystyczny. Turcy określali ją potocznie jako „polska wieś” – Polonezköy i taka właśnie jest obecnie jej oficjalna nazwa. Liczba mieszkańców nie przekracza 400. Zgodnie z tradycją funkcję wójta pełni osoba polskiego pochodzenia. Jest tam kościół Matki Boskiej Częstochowskiej oraz cmentarz, na którym spoczywa m.in. Ludwika Śniadecka, niespełniona miłość Słowackiego.

    Do afrykańskiej Częstochowy trafiła kopia obrazu jasnogórskiego

    RPA

    W 1882 r. austriacki zakonnik trapista Franz Pfanner założył pod Durbanem w Południowej Afryce opactwo Mariannhill, wokół którego tworzył mniejsze placówki misyjne. Nadawał im nazwy słynnych sanktuariów: Betlejem, Asyż, Lourdes i Częstochowa. Afrykańczycy nie byli w stanie wymówić tego słowa, wymyślił więc jego prostszą formę: Centocow. Dziś misję prowadzą polscy paulini, przychodzą do niej pielgrzymki z różnych wiosek. Centocow jest jedyną polską nazwą geograficzną na południu Afryki.

    Sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej w Doylestown, zwane amerykańską Czestochową.

    Ameryka Północna

    Największa z amerykańskich Warszaw została założona w 1836 r. w stanie Indiana, liczy 14 tys. mieszkańców. Jest stolicą hrabstwa Kosciusko, słynie z polonijnego festynu i rekonstrukcji bitew z czasów wojny o niepodległość USA.

    Około 3 tys. mieszkańców ma miasteczko w stanie Kentucky, założone w 1798 r. jako Fredericksburg, ale w wyniku starań Polonii przemianowane na Warsaw. W niespełna 2-tysięcznym Warsaw w stanie Illinois spędził dzieciństwo John Hay – osobisty sekretarz prezydenta Lincolna i szef amerykańskiej dyplomacji za prezydentury W. McKinleya i T. Roosevelta. 5-tysięczna Warsaw w stanie Nowy Jork była jednym z pierwszych centrów ruchu antyniewolniczego, urodzili się w niej m.in. mistrzyni olimpijska w supergigancie Diann Roffe-Steinrotter oraz były prezes Banku Światowego Barber Conable.

    W 1838 r. funkcję zawiadowcy malutkiej stacji kolejowej w osadzie Mooresville w Karolinie Północnej objął Thaddeus Love, który tak żarliwie namawiał mieszkańców i pasażerów do lektury biografii T. Kościuszki „Thaddeus of Warsaw”, że w końcu to jego zaczęto nazywać Tadeuszem z Warszawy, a stacyjkę przemianowano na Warsaw. Dziś żyje tu ok. 3 tys. osób.

    Najmniejsza z amerykańskich Warszaw leży w Teksasie, w hrabstwie Kaufman, i ma 58 mieszkańców. Nieco większe są Warszawy w stanach Missouri, Ohio, Północna Dakota, Pensylwania i Alabama. Aż dwie wioski Warsaw znajdują się w Georgii, po jednej w stanach: Arkansas, Missisipi, Wirginia i Minnesota.

    Na listach stu najlepszych do życia małych miast Ameryki regularnie pojawia się 7-tysięczna stolica hrabstwa Attala w stanie Missisipi – Kosciusko. Decyduje o tym subtropikalny klimat, niski poziom przestępczości i wysoki poziom edukacji. W miasteczku urodziła się gwiazda telewizyjnych show Oprah Winfrey oraz słynny działacz ruchu obrońców praw człowieka James Meredith, który w 1962 roku jako pierwszy Afroamerykanin przełamał zasady segregacji rasowej i został przyjęty na studia przez uniwersytet stanu Missisipi w Oxfordzie. Imię bohatera narodowego Polski i USA nosi również hrabstwo Kosciusko w Indianie, ze stolicą w Warsaw (75 tys. mieszkańców). 

    Little Rock, stolica stanu Arkansas, którego wieloletnim gubernatorem był Bill Clinton, znajduje się w hrabstwie Pulaski.

    Marszałek konfederacji barskiej i bohater amerykańskiej wojny o niepodległość Kazimierz Pułaski ma na mapie USA wyjątkowo mocną pozycję. Jego imię nosi jeszcze sześć hrabstw w stanach Georgia, Illinois, Indiana, Kentucky, Missouri i Wirginia. Miasto Pulaski  w stanie Tennessee zapisało się w historii jako miejsce powstania Ku-Klux-Klanu – ale jeszcze nie jako organizacji rasistowskiej, lecz otoczonego aurą tajemniczości stowarzyszenia weteranów wojny secesyjnej, opiekującego się wdowami i sierotami. Obecnie liczy około 8 tys. mieszkańców.

    W 1883 r. polscy emigranci założyli osadę Pulaski w stanie Wisconsin. Dziś to 3-tysięczne miasteczko słynie z corocznego festiwalu Pulaski Polka Days, na który zjeżdżają najlepsi wykonawcy i miłośnicy skocznego tańca. Miasteczka Pulaski odnajdujemy także w stanach Georgia, Iowa i Wirginia, gminy zaś w stanach Illinois, Michigan, Minnesota, Dakota Północna, Ohio i Pensylwania.

    W stanie Wisconsin niedaleko miejscowości Pulaski leży liczący 350 mieszkańców Krakow. Inna wioska o tej samej nazwie została założona w XIX w. przez polskich kolonistów w stanie Missouri. W Wisconsin są także osady Lublin i Torun.

    W 1854 roku grupa Ślązaków zachęcona przez księdza Leopolda Moczygembę osiedliła się na południu stanu Teksas. Duchowny pisał: „Przyjeżdżajcie. Ziemi pod dostatkiem, klimat cudowny, uprawiać można, ile się chce, by wyżywić siebie i rodzinę, i jeszcze sprzedać z zyskiem miód i mleko”. Mocno przesadzał, klimat był niezdrowy i malaryczny, osadników nękały powodzie i susze. Mimo to imigranci zdołali zbudować miasteczko Panna Maria, a w jego okolicy osady Cestohowa i Pawelekville. Przetrwali nieliczni, dziś w Pannie Marii mieszka stu farmerów.

    Najważniejszym miejscem kultu maryjnego dla Polonii jest założone w 1953 r. Narodowe Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Doyleston w Pensylwanii, nazywane amerykańską Częstochową. Na uroczystości w 1966 r. zebrało się tam 150 tys. Amerykanów polskiego pochodzenia; w 1984 r. sanktuarium odwiedził prezydent Ronald Reagan. W przedsionku świątyni złożono urnę z sercem Ignacego Paderewskiego.

    Spitsbergen

    Pierwszym Polakiem prowadzącym badania na tej polarnej wyspie był Henryk Arctowski. Jego pobyt upamiętnił szwedzki geolog i podróżnik Gerard de Geer, wpisując na mapy Spitsbergenu Lodowiec Arctowskiego i Szczyt Arctowskiego. W latach 30. zorganizowano trzy wyprawy na Spitsbergen. Podczas pierwszej (1934 r.)Polacy odkryli lub zdobyli wiele dziewiczych obiektów, co znalazło odzwierciedlenie w nazwach: Góry Piłsudskiego z najwyższym szczytem Ostrą Bramą, Lodowcem Polaków, Szczytem Polaków i Szczytem Belweder, Wawel, Warszawa, Kopernik, Staszic, Curie-Skłodowska. Z Ostrej Bramy spływa lodowiec Wilno; między szczytami Kopernik i Belweder rozciąga się Przełęcz Kopernika. Lwów upamiętnia szczyt, nazwany jak przed wojną główna ulica miasta – Wały Hetmańskie. Swoje nazwiska nadali też szczytom i lodowcom uczestnicy wyprawy: Alfred Jahn, Henryk Mogilnicki, Stefan Różyc-ki, Stanisław Siedlecki, Antoni Zawadzki. Na cześć Stefana Bernadzikiewicza, uczestnika wypraw w Andy, na Grenlandię i Spitsbergen, Norweski Instytut Polarny nadał  szczytowi w Górach Piłsudskiego nazwę Góra Bernadzikiewicza. Norwegowie upamiętnili też wybitnego badacza Spitsbergenu Stanisława Baranowskiego, nadając jego imię przylądkowi w Zatoce Białego Niedźwiedzia.

    Szkoła podstawowa w Poland na Kiribati. We wsi są też dwa samochody i 400 mieszkańców, ale brakuje wody pitnej.

    Kiribati

    Do Polski można nawet trafić, żeglując po Pacyfiku. Na Kirimati – największej, choć mającej zaledwie 642 km², wyspie wchodzącej w skład państwa Kiribati usytuowane są cztery wioski. Jedna z nich to Poland.Tuż obok przebiega linia zmiany daty, więc 200 mieszkańców Polski jako jedni z pierwszych witają Nowy Rok. Są rodowitymi Polinezyjczykami. Według ustaleń podróżnika Ryszarda Badowskiego, tubylcy upamiętnili w nazwie swej wioski Stanisława Pełczyńskiego, głównego mechanika na statku przewożącym wytwarzaną na wyspie koprę (miąższ orzechów kokosowych). Zrobili to z wdzięczności za pomoc w zbudowaniu systemu nawadniania plantacji. Nie potrafili jednak wymówić nazwiska i wybrali angielską nazwę kraju, z którego pochodził. Hipotezę tę potwierdza imię patrona miejscowego kościoła – św. Stanisława. We wsi nie ma nic poza chatami krytymi strzechą i sklepikiem. Maleńki kościół ożywa, gdy raz na jakiś czas przybywa do niego ksiądz z położonego na drugim brzegu laguny… Londynu. 

    Rosyjskie miasto Czerski nazwano na cześć polskiego badacza Syberii, zesłańca i geologa Jana Czerskiego.

    Syberia

    Jan Czerski, zesłany po upadku powstania styczniowego do Omska, otrzymał od władz carskich pozwolenie na prowadzenie badań geologicznych w rejonie jeziora Bajkał i na Syberii. Po 20 latach został objęty amnestią, ale kontynuował badania. Na mapach Syberii jego imię nosi kilkanaście obiektów, w tym ciągnące się na długości 1500 km Góry Czerskiego w górnym biegu rzek Indigirka i Kołyma i pasmo Gór Czerskiego na Zabajkalu ze Szczytem Czerskiego. Z Kamienia Czerskiego w pobliżu Listwianki rozciąga się najpiękniejszy widok na Bajkał. W paśmie Sajanów znajduje się Dolina Czerskiego; w Jakucji, nad Kołymą, leży 7-tysięczne miasto Czerski. Jeszcze przed wybuchem powstania styczniowego za konspirację zesłano na Syberię geologa Aleksandra Czekanowskiego. Po pięciu latach robót przymusowych poświęcił się badaniom środkowej Syberii. W dowód uznania dla jego dokonań pasmo górskie w delcie rzeki Leny nazwano Górami Czekanowskiego, a wierzchołek gór Chamar-Daban nad Bajkałem Szczytem Czekanowskiego.

  • Ne visi žino: actas ne visada geriausias nuo prakaito dėmių – štai kas tikrai padeda

    Ne visi žino: actas ne visada geriausias nuo prakaito dėmių – štai kas tikrai padeda

    Actas – populiari namų priemonė dėmėms valyti, tačiau ar jis iš tiesų geriausiai susidoroja su geltonomis prakaito žymėmis? Nors daugelis pataria rinktis actą, yra ir kitų ne mažiau veiksmingų būdų, padedančių pašalinti nešvarumus be rizikos pažeisti audinį. Sužinokite, kaip lengvai atsikratyti prakaito dėmių pasitelkiant natūralius produktus, kuriuos dažnai turite virtuvėje ar vonios spintelėje.

    Šylant orams vis dažniau renkamės lengvus, baltus drabužius. Deja, kartu su šiluma atsiranda ir prakaitavimo problema, o pažastyse neretai išryškėja geltonos dėmės. Nors jos gali atrodyti neįveikiamos, yra patikrintų naminių sprendimų, kurie padeda sugrąžinti drabužiams švarą ir baltumą. Prieš nurašydami mėgstamus marškinius ar marškinėlius, išbandykite kelis paprastus metodus.

    Iš kur atsiranda geltonos dėmės pažastyse? Dažnai kalta „chemija“

    Prakaito dėmės ne visada reiškia prastą higieną. Priešingai – neretai problemą lemia netinkamai parinkta kosmetika ar skalbimo priemonės.

    Geltonos žymės dažniausiai susidaro, kai prakaitas sureaguoja su tam tikrais produktais, pavyzdžiui, antiperspirantais, kurių sudėtyje yra aliuminio druskų, arba su skalbikliais, kurie nepakankamai gerai pašalina šių medžiagų likučius. Dėl to ant baltų audinių atsiranda sunkiai išvalomos geltonos dėmės. Be to, kylant temperatūrai ir daugiau laiko praleidžiant lauke, prakaituojame intensyviau, todėl problema tik ryškėja. Gera žinia ta, kad nebūtina griebtis brangių cheminių priemonių – namų metodai gali būti ne mažiau veiksmingi.

    Jei nepatinka acto kvapas, jo nenaudokite: yra ir kitų būdų

    Nors actas dažnai rekomenduojamas, ne visiems priimtinas jo kvapas, o kai kurie baiminasi, kad priemonė gali netikti jautresniems audiniams. Tokiu atveju verta rinktis kitas paprastas ir nebrangias alternatyvas.

    Vienas populiariausių sprendimų – soda. Tai natūrali valymo priemonė, kuri padeda neutralizuoti nemalonų kvapą ir pašalinti įsisenėjusias dėmes. Sumaišykite 4 arbatinius šaukštelius sodos su trupučiu vandens, kad gautumėte pastą, užtepkite ją ant dėmės ir palikite maždaug 2 valandoms. Tuomet skalbkite drabužį įprastai.

    Dar viena veiksminga priemonė – vandenilio peroksidas, kurį daugelis turi namų vaistinėlėje. Užpilkite jo ant geltonos dėmės, palikite apie 30 minučių ir po to išskalbkite.

    Jei norite dar natūralesnio varianto, gali padėti citrinų sultys. Sumaišykite jas su vandeniu santykiu 1:1, užtepkite ant dėmės, palikite 15 minučių ir išskalbkite. Citrina pasižymi švelniu balinančiu poveikiu ir gali padėti mažinti bakterijų, prisidedančių prie dėmių atsiradimo, poveikį.