Author: admin

  • Ich dziecięce wysokości. Jaki los czekał dzieci zasiadające na tronie?

    Ich dziecięce wysokości. Jaki los czekał dzieci zasiadające na tronie?

    Dzieci, które zasiadały na tronie, szybko traciły swą niewinność. Często stawały się kapryśne i okrutne. Jeśli nie zginęły wskutek dworskich intryg, wyrastały na dziwaków, psychopatów lub… świętych

    W cesarstwie rzymskim władzę zdobywało się siłą – własną i stojącego za plecami wojska. Wykluczało to z walki o nią nieletnich, ale kilka wyjątków się zdarzyło. W 217 r. zamordowano cesarza Karakallę. Dowódcy legionów stacjonujących na Bliskim Wschodzie, rozglądając się za odpowiednim z ich punktu widzenia kandydatem, odkryli, że w Emessie (obecnie Hims w Syrii) przebywa syn kuzyna zamordowanego cesarza Varius Avitus Bassianus…

    CZTERNASTOLETNI CESARZ

    Chłopiec był kapłanem boga słońca Baala, czczonego tam pod semickim imieniem Elah Gabal. By wzmocnić jego prawa do tronu, babka i matka ogłosiły, że jest nieślubnym dzieckiem Karakalli. Armia skwapliwie kupiła tę historyjkę i mianowała go cesarzem – najmłodszym w historii imperium. Nowy władca miał niespełna czternaście lat. Od imienia boga, któremu służył, nazwano go Elagabalus – Heliogabal. Nie miał pojęcia o dowodzeniu, więc w walce z konkurentem do tronu Makrynusem (prefektem pretorianów) wyręczyli go oficerowie. Jednak to jemu przypisano wszelkie zasługi na polu bitwy. Gdy w 218 r. wkroczył do Rzymu, senat oddał mu hołd jako zwycięzcy.

    Co czuł 14-latek, który nagle został władcą najpotężniejszego mocarstwa świata? Od pierwszego dnia znalazł się w kłębowisku żmij. Próbowały nim sterować babka i matka. O awanse upominali się dowódcy legionów, którym zawdzięczał tron. Tabuny polityków intrygowały. Psychika chłopca nie wytrzymała tego obciążenia. Zagubiony szukał wsparcia u boga, któremu do niedawna usługiwał. Sprowadził z Emessy symbolizujący Baala czarny kamień i składał przed nim ofiary, zabijając własnoręcznie owce i krowy. Od rzymskich notabli domagał się udziału w tych obrzędach, zmuszał senatorów do obnoszenia w procesjach naczyń pełnych krwi i wnętrzności ofiarnych zwierząt.

    Coraz bardziej rozchwiany emocjonalnie odreagowywał stres w ekscesach seksualnych. Wbrew prawu i religii Heliogabal ożenił się z dziewiczą westalką, co tłumaczył chęcią spłodzenia „boskich dzieci”. Po roku porzucił ją dla kuzynki, której męża kazał wcześniej zgładzić. I nie poprzestał na kobietach. Jednego z faworytów mianował swoim mężem, kazał się karać za „małżeńskie zdrady” i z satysfakcją ekshibicjonisty obnosił publicznie ślady po chłoście. W pałacu urządził dom publiczny, w którym występował jako męska i żeńska prostytutka. Półnagi, wymalowany jak dziwka, osobiście zapraszał „klientów”. Gdy i to przestało mu wystarczać, poddał się obrzezaniu i żądał – bezskutecznie – by lekarze go wykastrowali.

    Nikt w jego otoczeniu nie czuł się bezpiecznie. Organizował uczty, podczas których goście równie dobrze mogli zostać uraczeni rybami, faszerowanymi perłami jak znaleźć pod siedzeniami jadowite węże. Każdy przejaw niezadowolenia groził śmiercią. Po 4 latach wszyscy mieli dość rządów nastolatka. Według historyka Kasjusza Diona żołnierze obcięli mu głowę, w ten sam sposób potraktowali jego matkę, a nagie ciała obojga rzucili plebsowi, który włóczył je po ulicach i cisnął do Tybru. W chwili śmierci cesarz miał 18 lat.

    KRÓL ZE SZKŁA

    Heliogabal nie był jedynym młodocianymi monarchą, którego psychika załamała się pod ciężarem sprawowanej władzy. W 1380 r. królem Francji został 12-letni Karol VI. Wrażliwy, delikatny chłopiec tak się tym nagłym awansem przeraził, że popadł w całkowite odrętwienie i odmówił wykonywania jakichkolwiek czynności. By zmusić go do kąpieli, dworzanie smarowali się sadzą i straszyli, udając diabły. Z czasem Karol trochę się pozbierał i próbował sprostać codziennym obowiązkom, ale nie dane mu było zaznać ani chwili spokoju. Wciąż trwały wojna stuletnia z Anglią i niekończące się bunty lokalnych książąt.

    Podczas wyprawy do pogrążonej w zamęcie Bretanii jeden z towarzyszących królowi żołnierzy upuścił kopię. Broń uderzyła w czyjąś zbroję, głośny dźwięk wyrwał Karola z zadumy. Przestraszony krzyknął: „Zdrada, spisek, chcą mnie wydać wrogom!” i rzucił się na swój własny orszak. Nikt nie śmiał podnieść oręża na monarchę, więc zanim go obezwładniono, zabił czterech ludzi, a kilkunastu ranił. Po tym incydencie już nie odzyskał pełni władz umysłowych. Uroił sobie, że jest ze szkła. By uchronić się przed stłuczeniem, wypychał ubranie poduszkami i stalowymi prętami, nie pozwalał się strzyc ani golić. Nie pomagały zabiegi medyczne, egzorcyzmy, modlitwy. I tak syn Karola Mądrego przeszedł do historii jako Karol Szalony.

    ZABITY OJCZYM, BRAT, MATKA

    Podczas gdy przedwczesna dorosłość jednych niszczyła, w innych zabijała ludzkie uczucia. Po śmierci cesarza Klaudiusza następcą obwołano jego 17-letniego pasierba Nerona. Chłopca do władzy od najmłodszych lat popychała chorobliwie ambitna matka Agrypina. Gdy Neron skończył 16 lat, ożeniła go z córką cesarza 13-letnią Oktawią. Zwiększało to jego szanse na schedę, ale na drodze wciąż pozostawały dwie przeszkody: ojczym i jego syn z pierwszego małżeństwa Brytanik. Agrypinie udało się przekonać męża, by na swego następcę wyznaczył pasierba. Ale póki Klaudiusz żył, w każdej chwili mógł zmienić testament. Usunęła zagrożenie, każąc męża otruć. „Grzyby są pokarmem bogów” – zakpił Neron, komentując decyzję senatu o zaliczeniu Klaudiusza w poczet bogów. Ponieważ cesarz skonał po spożyciu grzybów, można przypuszczać, że „dowcipny” nastolatek był wtajemniczony w plany matki.

    Po osadzeniu go na tronie, Agrypina pozbywała się każdego, kto zasugerował, że większe prawa do władzy ma biologiczny syn Klaudiusza niż przybrany. Mimo terroru opozycja wciąż gromadziła się wokół Brytanika. Neron rozwiązał problem przyrodniego brata w sposób, jakiego nauczyła go matka: kazał podać mu truciznę. Wyrok na 14-letnim chłopcu wykonano podczas uczty. Cesarz spokojnie obserwował jego agonię, tłumacząc biesiadnikom, że to „tylko atak epilepsji”. Cztery lata później sam uwolnił się spod kurateli matki. Zaplanował wyrafinowaną zbrodnię, wręcz się nią delektując. Zaprosił Agrypinę na spotkanie, wyprawił bankiet, czule pożegnał i odprowadził na statek, którym miała popłynąć do pobliskiej świątyni Minerwy. Okręt wcześniej tak spreparowano, by zatonął. Dla pewności załoga miała zatłuc Agrypinę wiosłami. Jednak w ciemności pomylono ją z inną pasażerką i cesarzowa matka ocalała. Dopłynęła wpław do brzegu. A po dotarciu do domu przesłała synowi wiadomość o katastrofie, prosząc, by się nie martwił, gdyż czuje się dobrze. Neron już nie kombinował i wysłał trzech żołdaków, by ją zadźgali.

    PIERWSZY CAR

    Wielki książę moskiewski Iwan miał 3 lata, gdy jego ojciec Wasyl III śmiertelnie zachorował. Jako człowiek nader pobożny, w ostatnich chwilach życia zamienił koronę na habit. Wcześniej zadbał jednak o przyszłość pierworodnego. Wezwał przywódców największych rodów bojarskich i kazał im złożyć przysięgę wierności 3-latkowi. Do osiągnięcia pełnoletności Iwanem miała się opiekować matka Helena Glińska i jej brat książę Michaił. Wasyl III zbyt dobrze znał swych poddanych, by wiedzieć, że tylko oddanie syna pod protekcję potężnego książęcego rodu może zapewnić mu bezpieczeństwo. Nie pomylił się. Ledwo zamknął oczy, a już Szujscy, Bielscy, Glińscy rzucili się na siebie. Księcia Michaiła oskarżono o otrucie Wasyla, uwięziono i zamordowano.

    Gdy Iwan skończył 8 lat, zmarła nagle jego matka, prawdopodobnie otruta. Chłopiec został sam. Chociaż niczego mu nie brakowało, miał koszmarne dzieciństwo. Opiekunowie pojawiali się i znikali, niektórych wywlekano siłą z komnat i zabijano pod murami pałacu. Iwan zamknął się w sobie, opanował do perfekcji sztukę ukrywania uczuć i planów. Z pałacowych wojen zwycięsko wyszedł ród Szujskich, którego przywódca Andriej był przekonany, że Iwan stanie się marionetką w ich rękach. Nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo atmosfera zastraszenia zmieniła psychikę chłopca. 13-letni książę wydał potajemnie rozkaz uwięzienia Szujskiego. Wykonawcy polecenia trafnie odczytali prawdziwe intencje dorastającego władcy. Kilka dni później poinformowali go, że Andriej Szujski „umarł w drodze”. Nastolatek tylko pokiwał głową. Nawet nie wszczęto śledztwa w sprawie ewidentnego zabójstwa. Szybko okazało się dlaczego. Za zadanie niewłaściwego pytania Iwan kazał wyrwać język jednemu ze swych doradców. Odtąd już nikt nie odważył się kwestionować jego decyzji. Po ukończeniu 16 lat Iwan postanowił dać ostateczny dowód swej pełnoletności i oświadczył, że zamierza się ożenić. W przeddzień ślubu ponownie wszystkich zaskoczył. Ogłosił, że jako wnuk księżnej Zofii Paleolog z dynastii rządzącej niegdyś Bizancjum, przyjmuje tytuł cesarza. Pierwszy w dziejach Rosji car kazał się koronować w wieku 17 lat! Do historii przeszedł jako Iwan IV Groźny i najokrutniejszy despota do czasów Stalina.
     

    TA ZNIEWAGA KRWI WYMAGA

    Praw Iwana do władzy nikt nie kwestionował. Piotr – pierwszy car, któremu nadano przydomek Wielki – był dopiero trzeci w kolejności do tronu. Wyprzedzało go dwóch przyrodnich braci, a do kolejki próbowała się również wcisnąć ich ambitna siostra Zofia. Kiedy zmarł Fiodor, najstarszy z chłopców, teoretycznie powinien go zastąpić 16-letni Iwan. Chłopiec był jednak upośledzony umysłowo i fizycznie. Młodszy o 6 lat Piotr stanowił jego przeciwieństwo: tryskał energią, błyszczał inteligencją, zadziwiał siłą.

    Za oboma chłopcami stały potężne rody, z których wywodziły się ich matki: Miłosławscy za Iwanem, Naryszkinowie za Piotrem. Wobec upośledzenia starszego z braci, po śmierci Fiodora klan Naryszkinów ogłosił carem Piotra. Jednak jego siostra oskarżyła ich o otrucie Fiodora i bezprawne odebranie korony Iwanowi. Na dodatek Miłosławscy przekonali strzelców – oddziały złożone z miejskiej biedoty i chłopów – że popierający Piotra Naryszkinowie udusili także Iwana. Strzelcy ruszyli wtedy na Kreml. Nie pomogło pokazanie chłopca całego i żywego. Żołdacy wdarli się do pałacu i zaczęli wymierzać sprawiedliwość. Na oczach 10-letniego Piotra wyrzucili przez okno jednego z jego opiekunów, innego zatłukli pod murem cerkwi, wuja Atanazego Naryszkina zarąbali toporami. Strzelcy przerwali rzeź, gdy obiecano im, że na tronie zasiądą obaj bracia. W 1682 r. koronowano więc w Rosji dwóch carów: 16- i 10-latka. Faktyczne rządy sprawowała jednak ich siostra Zofia jako regentka.

    W miarę dorastania w Piotrze dojrzewała żądza zemsty. Dziecięce zabawy w wojsko stopniowo przekształcał w budowanie własnej, ślepo mu oddanej armii. W wieku 17 lat był gotów do akcji. Gdy ruszył na Moskwę, nikt nie odważył się zagrodzić mu drogi. Przerażona regentka próbowała negocjować, ale brat kazał ją zesłać do klasztoru, a jej stronników powywieszać. Iwana V – który żył we własnym świecie i nie stanowił żadnego zagrożenia – zignorował. Dowódcy strzelców, czując, co się święci, jako pierwsi złożyli Piotrowi wiernopoddańczy hołd. Jednak wkrótce po Moskwie rozeszły się pogłoski, że strzelcy znów spiskują. To wystarczyło Piotrowi, by dopełnił zemsty. Tych, którzy najbardziej mu dokuczyli, skazał na tortury i publiczne poćwiartowanie. Z grobu wywleczono trumnę Iwana Miłosławskiego i ustawiono tak, by spływała do niej krew skazańców. Ich szczątki porozwieszano na hakach przymocowanych do kamiennych słupów, specjalnie na tę okoliczność rozstawionych po placu Czerwonym. Po „uporządkowaniu” spraw w kraju, młody car wyruszył incognito w podróż na Zachód, by uczyć się nowoczesnej polityki i ekonomii.

    PAŃSTWO TO JA!

    Kiedy zmarł król Francji Ludwik XIII, jego miejsce zajął liczący sobie 4 lata i 8 miesięcy Ludwik XIV. Matka, a za nią wszyscy dostojnicy, padli przed malcem na kolana i pozdrowili nowego pana i władcę. Następnego dnia obwieziono go karetą po Paryżu, wzdłuż szpalerów wiwatujących ludzi. Na mszy żałobnej usadzono go na wysokim podeście, aby górował nad wszystkimi. Takich przeżyć się nie zapomina. Ludwik XIV udowadniał to już od najmłodszych lat. Dał się solidnie we znaki służącym, a nawet własnej matce, której nie chciał się podporządkować. On decydował, jakie stroje nałoży i czyje zaproszenie na obiad przyjmie. Dopóki było to możliwe, nie ujawniano przed nim groźnych wiadomości, np. o trwającym we Francji powstaniu (Frondzie). Ale prawdy nie dało się ukryć, ponieważ po zamieszkach w stolicy dwór musiał w pośpiechu uciekać na prowincję…

    W wieku 12 lat Ludwik zaczął już wykonywać prawdziwe obowiązki. Objeżdżał kraj, przyczyniając się samą swą obecnością do tonowania napięć. Gdy rok później wrócił do Paryża, zachowywał się jak władca: wzywał do siebie ministrów i zabierał głos na posiedzeniach gabinetu. Coraz bardziej drażniły go niekończące się spory między dzielącymi włos na czworo politykami. 12 kwietnia 1656 r. podczas obrad paryskiego parlamentu nagle je przerwał i oświadczył, że kończy dyskusję. „Ależ Najjaśniejszy Panie, racja stanu, interes państwa…” – ze wszystkich stron rozległy się protesty. „Państwo to ja!” – uciął je władca. Wypowiadając te historyczne słowa, nie miał jeszcze 18 lat.

    MAM 12 LAT, ŻONĘ I DZIECKO

    Ludwik XIV zmarł w wieku 77 lat, pozostawiając tron 5-letniemu prawnukowi. Królów Francji uznawano za pełnoletnich po trzynastych urodzinach. Zasadę tę zastosowano też wobec Ludwika XV. Tyle że wcześniej ożeniono go i uroczyście koronowano. Na małżonkę wybrano córkę króla Hiszpanii Marię Wiktorię, która w momencie przybycia do Paryża miała… 3 lata. Dziewczynka po wyjściu z karety przyklękła przed przyszłym małżonkiem i już razem pojechali do Wersalu. Chociaż wciąż pozostawał dzieckiem, Ludwik XV czuł się dorosły. Gdy jeden z lokajów powiadomił go, że zamierza się ożenić, władca rzucił z przekąsem: „Ja mam już żonę i dziecko”. Była to czytelna aluzja do jego małżonki, ciągle bawiącej się lalkami.

    Sytuacja nie nastrajała jednak do żartów. Interes dynastii wymagał, by jej ostatni przedstawiciel jak najszybciej spłodził potomka. Czekanie aż Maria Wiktoria dorośnie, stawało się ryzykowne, więc postanowiono naprawić błąd. Unieważniono decyzję o ślubie i 7-letnią dziewczynkę odesłano do rodziców. Urażeni Hiszpanie omal nie wypowiedzieli Francji wojny, ale skończyli jedynie na zerwaniu stosunków dyplomatycznych. Spośród licznego grona kandydatek 15-letni Ludwik osobiście, nie słuchając niczyich podpowiedzi, wybrał na małżonkę naszą rodaczkę Marię Leszczyńską.

    POLSKA ŚWIĘTA

    Władzę dzieciom oddawano we wszystkich krajach, także w Polsce. Po śmierci Ludwika Węgierskiego (1382 r.) polscy politycy nie zgodzili się na kontynuację unii personalnej z Węgrami. Zmarły król obu państw miał cztery córki, lecz męskiego potomka nie pozostawił. Zaczęły się więc gorączkowe poszukiwania następcy. Postawiono na Jadwigę – córkę Ludwika i wnuczkę Władysława Łokietka. Matka dziewczynki Elżbieta Bośniaczka trochę się opierała, ale w końcu dała się przekonać. 10- lub 11-letnią Jadwigę ukoronowano na króla Polski. Dokładna data jej narodzin jest nieznana, ponieważ w ówczesnych dokumentach precyzyjnie odnotowywano wyłącznie moment przyjścia na świat chłopców.

    Jadwigę traktowano jedynie jako atut w grze o trwałe związanie Polski z Litwą. Nie miała więc rządzić, lecz zostać żoną wielkiego księcia Władysława Jagiełły. O jej zdanie w tej kwestii nikt oczywiście nie pytał. Podobnie zresztą jak wcześniej, gdy zaręczono ją z Wilhelmem Habsburgiem. Narzeczony miał 8 lat, narzeczona – zaledwie 4. Na wieść o zmianie planów matrymonialnych, Wilhelm przybył do Krakowa. Ale zarządca Wawelu po prostu nie wpuścił go na zamek. Z kronik Jana Długosza wynika jednak, że młodzi spotkali się w pobliskim klasztorze franciszkanów. Jadwidze, która nigdy wcześniej nie widziała Jagiełły i wyobrażała go sobie jako nieokrzesanego barbarzyńcę, o wiele bardziej podobał się wytworny austriacki książę. Podczas spotkania w klasztorze uradziła ponoć z Wilhelmem, że przedostaną się potajemnie na Wawel, skonsumują swój związek i postawią dorosłych przed faktem dokonanym: albo ślub, albo skandal. Nie udało się. Straże dostrzegły chłopaka, a ten ratował się ucieczką – najpierw z zamku, potem z Krakowa i Polski.

    Jadwiga nie miała wyboru i została żoną dużo starszego Władysława Jagiełły. Różniło ich praktycznie wszystko. Ona: władająca pięcioma językami, dobrze wykształcona chrześcijanka. On: świeżo ochrzczony analfabeta z trudem porozumiewający się po polsku. Żyli w zasadzie oddzielnie. Jadwiga uciekała przed niewzbudzającym w niej żadnych uczuć mężem w działalność charytatywną, kulturalną i religijną. Fundowała szpitale i kościoły. Z jej inspiracji dokonano pierwszego przekładu na polski biblijnej Księgi Psalmów. Przekazała swoje klejnoty na odnowę Akademii Krakowskiej. „Wyszedłszy z lat dziecinnych zaczęła tak dojrzale i tak poważnie rozumować, że cokolwiek mówiła i czyniła, zdawało się wypływać z powagi, która zwykła cechować sędziwy wiek”– zachwycał się Długosz.

    Niestety, sędziwego wieku Jadwiga nie doczekała. Zmarła cztery dni po urodzeniu córki Elżbiety Bonifacji. Miała niespełna 25 lat. W 1979 r. została beatyfikowana, a 8 lat później kanonizowana przez Jana Pawła II. Jej biografia dowodzi, że z Ich Dziecięcych Wysokości nie zawsze muszą wyrastać cynicy, psychopaci czy egocentrycy. Zdarzają się również święci.
     

  • Telšiuose – kūrybos sprogimas: Nemenčinės gimnazistė Elzė Česnaitytė iškovojo II vietą

    Telšiuose – kūrybos sprogimas: Nemenčinės gimnazistė Elzė Česnaitytė iškovojo II vietą

    „Nu, tuokė dėina ne kasdėina ateit“, – pasakytų žemaitis, ir būtų teisus. Balandžio 10-osios rytą Žemaitijos sostinė nubudo kitaip: į Telšių meno mokyklą rinkosi talentingiausi jaunieji kūrėjai iš visos Lietuvos. Čia vyko 32-oji Lietuvos mokinių dailės olimpiada – diena, kupina jaudulio, susikaupimo ir to ypatingo laukimo, kai kūryba ima kalbėti garsiau nei žodžiai.

    Ši diena ypatinga buvo Vilniaus r. Nemenčinės Gedimino gimnazijos IIaG klasės mokinei Elzei Česnaitytei, atstovavusiai Vilniaus rajonui, ir ją ruošusiai dailės mokytojai Dovilei Blažytei-Vanagienei. Tokie įvykiai neatsiranda per vieną akimirką – į juos atsinešamas visas pasirengimo kelias: ieškojimai, apmąstymai, pokalbiai, abejonės ir drąsa vis aiškiau girdėti savo kūrybinį balsą.

    Šių metų olimpiados tema kvietė dalyvius leistis į dialogą su moterų kūrybos pasauliu. Elzė pasirinko potemę „Laiškas iš praeities šiandienos žmogui“ ir ją pavertė itin asmenišku pasakojimu – laišku sau. Darbe atsiskleidė ne tik apgalvotas sumanymas, bet ir retas vidinis tikrumas: kūrinys nesiekia išorinių efektų, o kviečia sustoti, įsiklausyti ir pažvelgti giliau.

    Telšiuose Elzės kūrybinis ryžtas buvo įvertintas išskirtinai – tarp 70 stipriausių šalies jaunųjų kūrėjų ji pelnė garbingą II vietą. Šis pasiekimas reikšmingas ne tik pačiai autorei, bet ir visai gimnazijos bendruomenei bei Vilniaus rajonui.

    Tegul ši patirtis primena, kad kūryboje svarbiausia – drąsa pamatyti, pajausti ir būti savimi. Kaip linki žemaičiai: „Būkėt drąsė, tėkrė ėr sava“.

    Informacija: Dovilė Blažytė-Vanagienė, Nemenčinės Gedimino gimnazija
    Nuotraukos: Dovilė Blažytė-Vanagienė ir Elzė Česnaitytė, Nemenčinės Gedimino gimnazija

  • Vilniaus rajono sporto centro imtynininkas A. Shykov nukovė favoritą ir tapo čempionu

    Vilniaus rajono sporto centro imtynininkas A. Shykov nukovė favoritą ir tapo čempionu

    Balandžio 11 dieną Marijampolėje surengtame Lietuvos studentų imtynių čempionate pergalę šventė Vilniaus rajono sporto centro atstovas Anton Shykov.

    Svorio kategorijoje iki 87 kg sportininkas iškovojo aukso medalį. Finalinėje dvikovoje jis užtikrintai įveikė 2026 metų Lietuvos čempionato bronzos medalio laimėtoją – Vytauto Didžiojo universiteto studentą Kiprą Gvozdą.

    Nuo pat pirmųjų kovos akimirkų iniciatyvą perėmęs A. Shykov demonstravo brandžią kovos kontrolę ir neleido varžovui primesti savo tempo. Visų varžybų metu imtynininkas išsiskyrė stabilia technika bei aukštu fiziniu pasirengimu, kurie ir nulėmė sėkmę kelyje į čempiono titulą.

    Vilniaus rajono sporto centro imtynių treneris
    Nikolajus Ilkevičius

  • Nemokamai sužymės kates, šunis ir šeškus: Vilniaus rajonas skelbia akcijos grafiką

    Nemokamai sužymės kates, šunis ir šeškus: Vilniaus rajonas skelbia akcijos grafiką

    Vilniaus rajono savivaldybė praneša, kad ir šiemet tęs nemokamą augintinių ženklinimo mikroschemomis iniciatyvą. Nuo balandžio vidurio, pagal iš anksto paskelbtą grafiką, savivaldybės specialistai vyks į rajono seniūnijas, kur gyventojai galės nemokamai paženklinti kates, šunis ir šeškus.

    Praėjusiais metais akcija sulaukė didelio susidomėjimo – iš viso paženklinta daugiau kaip 350 augintinių, o kai kuriose seniūnijose vizitai buvo organizuoti pakartotinai. Savivaldybė tikisi, kad šiemet iniciatyva pasinaudos dar daugiau augintinių šeimininkų.

    „Pastebime augantį gyventojų sąmoningumą gyvūnų gerovės srityje. Augintinis – šeimos narys. Praėjusiais metais pamatėme, kiek daug rajono žmonių yra atsakingi ir rūpestingi šeimininkai, todėl šią iniciatyvą tęsiame be jokių abejonių. Ženklinimas – tai ne tik teisinė prievolė, bet ir paprasčiausias bei efektyviausias būdas apsaugoti savo keturkojį draugą, kad pasiklydęs jis kuo greičiau grįžtų namo. Savivaldybė pasiruošusi padėti: paslaugą teikiame nemokamai ir visai šalia jūsų namų, tad kviečiu kiekvieną pasinaudoti šia galimybe“, – sako Vilniaus rajono savivaldybės administracijos direktorius Vytautas Vansavičius.

    Gyvūnų ženklinimas yra ne tik augintinio saugumo garantas, bet ir įstatymu nustatyta pareiga. Nuo 2021 m. gegužės 1 d. visi šunys, katės ir šeškai Lietuvoje privalo būti paženklinti mikroschema ir įregistruoti Gyvūnų augintinių registre. Tai padeda greitai nustatyti savininką pasimetus gyvūnui, mažina gyvūnų išmetimo atvejus ir skatina atsakingą jų priežiūrą.

    Artimiausiu metu nemokamas augintinių ženklinimas vyks:

    • balandžio 18 d. 10–12 val. prie Mickūnų seniūnijos pastato (Mickūnų g. 3, Mickūnų mstl.)
    • balandžio 18 d. 12.30–14.30 val. Galgiuose, prie bibliotekos (Centrinė g. 34, Galgių k.)
    • gegužės 9 d. 11–15 val. prie Kalvelių seniūnijos pastato (Bažnyčios g. 7A, Kalvelių k.)
    • gegužės 15 d. 17–20 val. prie Šatrininkų seniūnijos pastato (Šumsko pl. 157, Šatrininkų k.)

    Akcijos grafikas ir informacija apie ženklinimo laiką kitose seniūnijose bus skelbiama savivaldybės ir seniūnijų informacijos kanaluose.

    Savivaldybė atkreipia dėmesį, kad dalis gyventojų, ypač kaimiškose vietovėse gyvenantys ir vyresnio amžiaus žmonės, ne visada laiku sužino apie paslaugos vietą ir laiką. Todėl gyventojai kviečiami pasidalyti informacija su artimaisiais, draugais ir kaimynais, kad kuo daugiau šeimininkų galėtų pasinaudoti galimybe paženklinti augintinį.

    Gyventojams, kurie dėl negalios ar kitų svarbių priežasčių negali atvykti į numatytas vietas, sudaroma galimybė derinti savivaldybės administracijos darbuotojų atvykimą į namus.

    Atvykstant ženklinti augintinio, rekomenduojama turėti asmens dokumentą ir, jei yra, augintinio skiepų pasą.

  • Niemcy nazywali je nocnymi wiedźmami. Te kobiety latały na maszynach do szycia i siały postrach

    Niemcy nazywali je nocnymi wiedźmami. Te kobiety latały na maszynach do szycia i siały postrach

    To był ewenement na skalę światową. Podczas II wojny światowej Rosjanie stworzyli kobiecy pułk bombowy. Niemcy szybko nauczyli się go bać…

    I nagle… Co to jest, ostrzał!? – wykrzyknęła sowiecka lotniczka Raisa Aronowa. – Wokół samolotu gęstym deszczem zamigotały różnokolorowe ogniste paciorki. Dobiegło nas złowrogie gdakanie działek przeciwlotniczych, w powietrzu pojawiły się kłębki czarnego dymu. Zaczęłam wiercić się w kabinie, szukając wyjścia z pułapki ogniowej, do której trafiłyśmy tak nieoczekiwanie. (…) Ledwo samolot zrobił prawy skręt, gdy przed silnikiem rozbłysnął cały wachlarz pocisków smugowych. Niemcy udzielali nam lekcji poglądowej z wykorzystaniem wszystkich środków obrony przeciwlotniczej. Na krótką chwilę straciłam głowę: dokąd teraz skierować samolot? Dookoła wszystko stukało, pukało, błyskało, migotało… A gdyby tak zejść w dół? (źródła cytatów – patrz: Dla głodnych wiedzy).

    Loty w promieniach reflektorów, uciekanie przed hitlerowskimi pociskami, bombardowanie z małych wysokości, odnajdywanie własnego zamaskowanego lotniska – to był chleb powszedni dla kobiet z 588. Pułku Lek-kich Bombowców Nocnych. Ryzyko nie zniechęcało ich jednak do działania, po kilka razy startowały, a następnie wracały do bazy, by pobrać nowe ładunki. Przez trzy lata II wojny światowej wykonały ponad 24 tys. lotów bojowych i zrzuciły na hitlerowców tysiące ton bomb, czym u Niemców zasłużyły sobie na miano „nocnych wiedźm”.

    KOMSOMOLCU – DO SAMOLOTU!

    W Związku Sowieckim od połowy lat 30. nawoływano do stworzenia silnego lotnictwa oraz wzmocnienia obronności kraju. Wielu młodych ludzi nie pozostało obojętnych na te propagandowe hasła. Apel IX Zjazdu Wszechzwiązkowego Leninowskiego Komunistycznego Związku Młodzieży mówiący o poszerzeniu lotniczej kadry „zabrzmiał dla młodych nie tylko jak rozkaz, lecz jak głos sumienia” – wspominała pilotka Maryna Czeczniewa. W odpowiedzi na tę szeroko zakrojoną agitację tysiące komsomolców wstąpiło do aeroklubów, szkół i zakładów lotniczych.  

    Wśród nich było liczne grono kobiet, które na równi z mężczyznami chciały nauczyć się latać. „Marzę, żeby być pilotem, w kraju, gdzie rozkwita życie” – mówiła Czeczniewa. W ten sposób w ciągu kilku lat ZSRR przybyły tysiące nowych pilotów. Tylko w drugim półroczu 1941 r. – już po wybuchu wojny – wyszkolono ich w aeroklubach 25 tysięcy oraz skierowano do wojsk powietrznodesantowych 114 tysięcy młodych ludzi, którzy odbyli kursy spadochronowe.

    Nawet te rezerwy okazały się niewystarczające w czasie II wojny światowej. W związku z tym Józef Stalin zdecydował się powołać nowe jednostki powietrzne, w których skład wejść miały wyłącznie kobiety. Zadanie to powierzono Marinie Michajłownie Raskowej, pierwszej kobiecie w Związku Sowieckim, która uzyskała uprawnienia nawigatora, licencję pilota, a do tego była jedną z najbardziej utytułowanych i zasłużonych sowieckich żeńskich lotników, odznaczoną m.in. Złotą Gwiazdą Bohatera Związku Radzieckiego.

    STAJEMY SIĘ ŻOŁNIERZAMI

    Do Moskwy, gdzie odbywał się werbunek ochotniczek, przybyły kobiety z lotnictwa cywilnego i aeroklubów, studentki Uniwersytetu Moskiewskiego i innych wyższych uczelni. Aby trafić do jednostki, trzeba było posiadać realne umiejętności, sama chęć nie wystarczyła. Raskowa osobiście nadzorowała proces rekrutacji. Rozmawiała i egzaminowała z wiedzy każdą z kandydatek na wojskowych pilotów i nawigatorów. Następnie wybierała te, które jej zdaniem najlepiej nadawały się do dalszej nauki. Wytypowane przez nią dziewczyny liczyły po dwadzieścia kilka lat.

    Po przyjęciu do jednostki lotniczej kandydatki czekał kurs w specjalnościach lotniczo-technicznych. Najpierw jednak otrzymywały umundurowanie wojskowe – oczywiście męskie (z bielizną włącznie!). W za dużych workowatych mundurach kobiety wyglądały nie tylko nieatrakcyjnie, ale i niezbyt profesjoalnie. Co gorsza, buty – o numerach 40–43 – utrudniały ćwiczenia, a nawet poruszanie się. „Po prostu nie wyobrażałam sobie, jak będziemy chodziły w siedmiomilowych butach” – martwiła się Katia Dospanowa. Panie musiały w dodatku pożegnać się z lokami na głowie. Rozkaz był krótki: ostrzyc włosy. Fryzura zaś jasno określona: przód – do połowy ucha, kark – po męsku. Na inne uczesanie musiała się zgodzić Raskowa.

    SZKOŁA LATANIA

    Właściwe szkolenie rozpoczęło się w październiku 1941 r. w miejscowości Engels nad Wołgą, na północ od Saratowa. Kobiety po-dzielono na grupy: do zespołu pilotów weszły dziewczyny latające w aeroklubach i lotnictwie cywilnym. Do grupy nawigatorek zwerbowano te, które jeszcze przed wybuchem Wielkiej Wojny Ojczyźnianej uzyskały odpowiednie licencje w lotniczej organizacji paramilitarnej Osoawiachim, a także byłe studentki.  Zaś kobiety z wykształceniem technicznym znalazły się wśród mechaników.

    Nauka była bardzo intensywna – dziewczyny miały 10 godzin zajęć teoretycznych i 2 godziny musztry dziennie. Dodatkowo nawigatorki poświęcały godzinę na ćwiczenia odbioru i nadawania kluczem telegraficznym. Nic dziwnego, że program był napięty – w okresie pokoju realizowano go w trzy lata, podczas wojny wykładowcy musieli zdążyć w 6 miesięcy. „Nie narzekałyśmy jednak nigdy – przyznała Polina Gelman – wszak znalazłyśmy się tu ochotniczo, nikt nie zmuszał nas do pójścia na front, toteż wszystkie siły oddawałyśmy nauce, pragnąc gorąco jak najszybciej znaleźć się na froncie”.

    Szkolenie bacznie obserwowała Raskowa, która wiele czasu poświęcała na kontrolę i egzaminowanie z różnych przedmiotów. Obserwując indywidualne predyspozycje dziewcząt, podejmowała również ostateczne decyzje o ich przydziale do poszczególnych załóg i typowała na stanowiska pilotów i nawigatorów.

    Raskowa wiedziała, że musi szybko przy-gotować byłych cywilów do życia frontowego. Często organizowała więc alarmy nocne. W ciągu 2–3 minut dziewczyny musiały się ubrać i zająć miejsce w szyku. Raskowa przechadzała się, przyglądając, czy płaszcze są starannie zapięte, a pasy mocno dociągnięte, czy buty nałożono na właściwe nogi. Przeważnie na tym „alarm” się kończył i dziewczęta powracały do koszar. Jednak gdy Raskowa zauważyła, że niektóre przyszłe lotniczki bagatelizowały apele i nakładały płaszcze wprost na bieliznę, a buty na bose nogi, krzyknęła: „Na lotnisko krokiem marsz”! Był to naturalnie blef, jednak po tym zdarzeniu wszystkie dziewczęta przykładały większą wagę do ćwiczeń.

    LATAJĄCE MASZYNY DO SZYCIA

    Wreszcie w lutym 1942 r. sformowano kobiecy 588. Pułk Lekkich Bombowców Nocnych złożony z dwóch eskadr. Jego dowództwo powierzono starszej lejtnant Jewdokii Dawidownie Bierszanskiej, która przed wojną latała w liniach pasażerskich i pocztowych. 588. Regiment wyposażono w skromne samoloty Polikarpow Po-2 (U-2), nazywane popularnie kukuruźnikami, a przez Niemców – Russfanier („ruska dykta”) czy też ze względu na specyficzny odgłos silnika – Nähmaschine (maszyna do szycia). Były to dwuosobowe przestarzałe, powolne, mało zwrotne, ciężkie, drewniano-płócienne maszyny, znane lotnikom z nauki w aeroklubach; służyły również do spryskiwania pól. Jednorazowo mogły zabrać maksymalnie 300 kg bomb. Było to niewiele, dlatego dziewczyny musiały wykonywać po kilka lotów z rzędu. Samoloty nie miały dział, za to posiadały prosty celownik bombowy i karabin maszynowy służący do obrony. Były za to niewielkie, dzięki czemu do startu i lądowania nie potrzebowały ogromnego lotniska. Poza tym nieznaczna ilość metalowych części w ich konstrukcji powodowała, że niemieckie radary miały problem z ich wykryciem. Podczas wojny kukuruźniki wykorzystywano również jako samoloty sanitarne i łącznikowe. Choć pułk miał w nazwie słowo „nocny”, szybko okazało się, że większość kursantek nigdy nie wzniosła się w powietrze po zmroku. Aby dojść do wprawy, dziewczęta oprócz treningowych lotów nocnych ćwiczyły także w dzień w częściowo zasłoniętej kabinie, dzięki czemu nie widziały ziemi. Po wyznaczonej trasie poruszały się, biorąc pod uwagę tylko wskazania przyrządów. Nie wszystkim udało się dokończyć szkolenie. W nocy 9 marca 1942 r. dziewczęta wystartowały do jednego z ostatnich lotów ćwiczebnych. W wyniku nagłego pogorszenia się pogody trzy załogi straciły orientację i rozbiły się. Zginęły cztery osoby, dwie cudem wydostały się spod szczątków samolotu. Były to pierwsze straty osobowe. „Te-raz zrozumiałyśmy, że włożyłyśmy mundury lotnicze nie dla maskarady i że życie z nami się nie cacka” – wyznała Aronowa. 23 maja 1942 r.kobiety wyruszyły w kierunku linii frontu.

    KOBIETY W ARMII

    Poza 558. Pułkiem Nocnych Bombowców w strukturach Armii Czerwonej w czasie drugiej wojny światowej powstały jeszcze dwie jednostki, w których latały kobiety. – 586. kobiecy Pułk Lotnictwa Myśliwskiego został skompletowany i wyszkolony jako pierwszy. Dowódcą mianowano jedną z najbardziej doświadczonych kobiet pilotów Związku Sowieckiego major Tamarę Kazarinową. Wyposażono go najnowocześniejsze w owym  czasie małe zwrotne myśliwce  Jak-1 (maks. prędkość 580 km/godz.). Wojenna droga 586. jednostki rozpoczęła się w kwietniu 1942 r. pod Saratowem. Uczestniczyła również w walkach pod Kurskiem latem 1943 r., w Kijowie, Żytomierzu, Debreczynie, Budapeszcie. Do maja 1945 r. jednostka przeprowadziła 4419 lotów bojowych; uczestnicząc w 125 potyczkach z niemieckim lotnictwem, zdołała m.in. zestrzelić 38 samolotów wroga, w tym  12 myśliwców, 14 bombowców, samolot transportowy i 11 samolotów rozpoznawczych oraz liczne cele na ziemi: 4 czołgi, 30 pojazdów oraz 2 samoloty Ju-52. – 587. Pułk Lotnictwa Bombowego (znany także jako 125. Gwardyjski Pułk Bombowy) działał od stycznia 1943 r. do maja 1945 r. Dowodzony początkowo przez major M. Raskową, którą po śmierci w 1943 r. za-stąpił pułkownik W.W. Markow. Wyposażony w nowo-czesne, szybkie (maks. prędkość 580 km/godz.) i zwrotne bombowce Petlakow Pe-2, 587. Pułk atakował hitlerowskie cele w okolicach Kaukazu, Stalingradu, na Krymie oraz w rejonie Kubania. W sumie wykonał 1134 misje i zrzucił na wroga 980 000 ton bomb. W późniejszym okresie oba te oddziały zostały „rozcieńczone” mężczyznami – głównie technikami.

    NIE DAJĄ SPAĆ PO NOCACH

    588. Pułk został skierowany do Zagłębia Donieckiego – w ten sposób po raz pierwszy w dziejach na front przybył cały kobiecy pułk lotniczy. W dywizji odnoszono się do pań ironicznie i z rezerwą. Zarówno dowództwo, jak i piloci mężczyźni obawiali się babskich kaprysów, do tego nie bardzo wierzyli w ich umiejętności i wolę walki.

    8 czerwca 1942 r. nadszedł rozkaz, aby 588. Pułk wkroczył do akcji i zniszczył lokalną siedzibę niemieckiej dywizji. „Wszystkie byłyśmy bardzo zdenerwowane – wyznała Jewdokia Bierszanskaja, która brała udział w akcji. – Nie tylko my, które leciałyśmy, ale również wszystkie pozostałe dziewczyny. Musiałyśmy wykazać się szczególną precyzją; jeżeli zboczyłybyśmy z trasy, znalazłybyśmy się nad silnie bronionym przez Niemców obszarem”. Manewrując, Bierszanskaja wprowadziła Ponad wyznaczony cel i – mimo obrony przeciwlotniczej – z wysokości 600 metrów zrzuciła bomby. W ślad za nią bombardowała obiekty załoga Simy Amosowej. Wówczas wzmógł się hitlerowski ostrzał artyleryjski. Z opresji szczęśliwie wy-szły dwa samoloty, trzeci został zestrzelony.

    Przez kolejne letnie noce 1942 r. lotniczki z 588. Pułku bez przerwy wisiały nad niemieckimi celami i metodycznie – co trzy, cztery, pięć minut – zrzucały bomby.  „Od początku działań bojowych pułk unieszkodliwił sprzęt bojowy i siłę żywą nieprzyjaciela, niszczył urządzenia obronne i umocnienia, składy z amunicją i paliwem, stacje i transporty ko-lejowe, przeprawy na Donie” – odnotowano w sowieckich meldunkach wojennych. Oprócz tych obiektów „nocne wiedźmy” atakowały w późniejszym okresie również łaźnie, baraki, kuchnie polowe, miejsca stanowiące namiastkę azylu na wojnie. Następnego dnia niewyspanym niełatwo było walczyć z okrzykiem „Heil Hitler!” na ustach. Co zresztą przyznał hitlerowski żołnierz: „Bombowce nocne sprawiają [nam] żołnierzom wiele kłopotu. Najgorsze zaś jest to, że nie dają spać po nocach, dręczą fizycznie i moralnie. Pewnego razu zdarzył się taki przypadek. [Niemcy] napali-li w łaźni wiejskiej, żeby się wykąpać przed snem, przeleciała »Russdykta«, zrzuciła bomby i po łaźni pozostała mokra plama”. Żołnierze III Rzeszy byli do tego stopnia zdezorientowani i zdesperowani, że zaczęli wymyślać i rozpowszechniać niewiarygodne, wręcz groteskowe historie o „nocnych wiedźmach”. Mówili że „przyjmują [one] specjalne zastrzyki i tabletki, które dają im znakomity koci wzrok w nocy” – wspominała w wywiadzie, udzielonym historykowi Albertowi Axella, Nadia Popowa – rekordzistka, która wraz z Katią Riabową jednej nocy 18 razy wracała do bazy po ładunki.

    Przez pierwsze miesiące Niemcy byli bezsilni. Nie mogli pojąć, jakiego typu samoloty ich atakują. Upłynęło trochę czasu, nim zrozumieli, że hitlerowskie myśliwce są… za szybkie, aby zwalczać powolne dwupłatowce. Maksymalna prędkość, jaką osiągał Po-2, to 152 km/godz. Dla porównania niemiecki Messerschmitt Bf-109 – ok. 350 km/godz., a Focke-Wulf Fw-190 nawet ok. 600 km/godz. Dlatego też piloci, nie mogąc zwolnić na tyle, by namierzyć kukuruźniki, przy strzale chybiali.

    Z czasem jednak wojska III Rzeszy poznały strategię „nocnych wiedźm”. Coraz częściej więc w dziennikach wojennych pojawiały się zapisy: „Uszkodzenie bojowe, nawigatorka ranna, samolot wymaga remontu”. W odpowiedzi opracowano nową taktykę – załogi z 588. Pułku zaczęły latać parami. Pierwszy samolot podchodził do celu i ściągał na siebie ogień, odwracając uwagę nieprzyjaciela, a w tym czasie druga załoga bombardowała wyznaczony obiekt. Niekiedy pilotki stosowały również podstęp: przed rozpoczęciem ataku sowieckie dwupłatowce osiągały wysokość większą od tej, z jakiej zrzucały bomby. Do celu zaś zbliżały się lotem ślizgowym na niskich obrotach silnika, a więc ciszej, by nie zdradzić za wcześnie swojej obecności. Po zrzuceniu bomb oddalały się powoli i dopiero w bezpiecznej odległości dodawały gazu. Tę metodę wypróbowano pod koniec lata 1942 r. podczas ataku na silnie bronioną przeprawę na rzece Terek pod Mozdokiem. Sprawdziła się znakomicie. 

    Na początku 1943 r. – w dowód uznania zasług w walce z Niemcami – 588. Pułk Lekkich Bombowców Nocnych przemianowano na 46. Gwardyjski Pułk Nocnego Lotnictwa  Bombowego.

    PŁÓCIENNE SKRZYDŁA ŚMIERCI

    Najważniejszą próbą bojową dla „nocnych wiedźm” okazała się operacja nad Półwyspem Tamańskim. Jesienią 1943 r. kilkaset samolotów toczyło tam batalię o panowanie w powietrzu. Na wąskim – nieprzekraczającym 40– –50 km – odcinku frontu w ciągu doby odbywało się około stu podniebnych pojedynków. Wal-ki toczyły się w niesprzyjających warunkach pogodowych. Obszar ten nawiedzały gęste mgły i silne wiatry, których prędkość dochodziła do 100 km/godz. Niemcy do walki z sowiecki-mi lotnikami ściągnęli dodatkowe posiłki, przybyła specjalna eskadra hitlerowskich asów lotniczych. Ponadto zmienili system obrony przeciwlotniczej – połączyli reflektory w grupy: mocniejsze – po dwa, trzy; słabsze – po cztery, pięć. Grupy te rozmieszczono w takiej odległości od siebie, żeby mogły przekazywać sobie uchwycony w promienie samolot.

    Niebezpieczeństwo czyhało więc wszędzie, a w ferworze walki mogło zdarzyć się wszystko. Major Maria Smirnowa wraz z nawigatorką Tanią Sumarokową miały za zadanie zbombardować kolumny ciężarówek. „Noc była księżycowa, co wpływało na naszą niekorzyść, ponieważ samolot był wyraźnie widoczny dla Niemców” – wspominała pilotka. Ledwo udało się załodze zrzucić połowę bomb, rozpoczął się intensywny hitlerowski ostrzał, który uszkodził Po-2. „Nasza wysokość spadła z 600 do 200 m, przez co w każdej chwili mogłyśmy zostać zestrzelone. Pozostałe bomby przyczepione do lewego skrzydła znosiły samolot. Nawigatorka zraniona w czoło zalała się krwią i straciła przytomność. Zostałam zdana na siebie. (…). Z wszystkich sił starałam się zapanować nad maszyną. Gdy samolot osiągnął wysokość 6–8 m, straciłam nad nim kontrolę i wraz z nim spadłyśmy na ziemię. Uderzyłam głową w panel sterowania i zemdlałam”. Rozbity kukuruźnik znalazł personel naziemny pułku, dziewczyny przeżyły. Mniej szczęścia miało kilka innych załóg. W wyniku poniesionych strat oddział potrzebował uzupełnień. Nawigatorów poszukiwano wewnątrz pułku – szkolono w tym celu techników. Rekrutowano również instruktorki z aeroklubów na stanowiska pilotów.

    9 października 1943 r. dotarła do „nocnych wiedźm” wiadomość, że Półwysep Tamański został oczyszczony z wojsk hitlerowskich. W ramach uhonorowania odwagi wykazanej w tych starciach do nazwy pułku dodano słowo „Tamański”.

    Załogi walczyły następnie nad Półwyspem Krymskim, a później Białorusią, gdzie wykonały 1735 lotów. Najwięcej trudności kobiety doświadczały wówczas nie w powietrzu, lecz na ziemi. W zniszczonym kraju nie było mowy o wygodach i choćby względnych warunkach bytowych. Spały więc i odpoczywały pod płatami samolotów.

    W sierpniu 1944 r. pułk wkroczył do Polski, a w trzeciej dekadzie stycznia 1945 r. dotarł do granic Prus Wschodnich. Od marca do maja bombardował hitlerowców głównie w rejonie Gdańska, Szczecina i Świnoujścia. Wówczas „wiedźmy” latały również za dnia, zaopatrując w amunicję wojska naziemne. Nękające niemieckich żołnierzy loty nocne oczywiście nie ustały. Podczas jednego z nich chwile grozy przeżyła pilotka Aronowa. „Robię zakręt w kurs powrotny. Silnik grzmi, gwiżdże, syczy… W ciągu tych długich minut lotu na trajkocącym, niczym rozklekotany wóz drabiniasty, silniku na naszych głowach zapewne pojawiło się sporo siwych włosów” – napisała Aronowa. Załodze udało się wylądować. Kobiety nie przypuszczały, że był to ich ostatni lot.

    Gdy wieść o zakończeniu drugiej wojny światowej dotarła do 588. (46.) Pułku, dziewczyny poczuły radość i ulgę. „Wybuchnęłam płaczem. Wszyscy tego dnia płakali” – wspomina nawigatorka Polina Gelman.

    Oddział został rozwiązany, one zaś po-wróciły do domów. W ciągu 3 lat zniszczyły lub uszkodziły m.in. ok. 17 wielkich przepraw, 9 transportów kolejowych, 26 składów z amunicją i paliwem, 176 samochodów, 86 stanowisk ogniowych. W tym czasie w 588. (46.) Pułku służyło łącznie ponad 200 dziewczyn, 30 z nich zginęło. „Wiedźmy” otrzymały 23 Złote Gwiazdy Bohatera Związku Radzieckiego. Nic dziwnego skoro – jak twierdził niemiecki as myśliwski Johannes Steinhoff – były to „kobiety, które nie bały się niczego”.

  • Vilniaus rajono skaičiai kelia nerimą: mirčių daugiau nei gimimų, meras įvardijo prioritetus

    Vilniaus rajono skaičiai kelia nerimą: mirčių daugiau nei gimimų, meras įvardijo prioritetus

    Vilniaus rajono savivaldybė pristatė 2026 metų pirmojo ketvirčio demografinių rodiklių apžvalgą. Naujausi duomenys rodo, kad gimstamumas rajone išlieka kiek aukštesnis nei šalies vidurkis, o kiti pagrindiniai rodikliai iš esmės atspindi bendras Lietuvos tendencijas. 2026 m. sausio–kovo mėnesiais Vilniaus rajone įregistruoti 248 gimimai, 45 santuokos, 22 ištuokos ir 358 mirtys.

    Vilniaus rajono meras Robert Duchnevič pabrėžia, kad skaičiai aiškiai parodo pagrindinį iššūkį – visuomenės senėjimą ir su tuo susijusį natūralų gyventojų mažėjimą.

    „Mūsų prioritetas yra sveikatos priežiūros paslaugų stiprinimas bei aktyvi prevencija – nuo ankstyvos ligų diagnostikos, sveikos gyvensenos skatinimo iki prieinamos ir kokybiškos pirminės sveikatos priežiūros užtikrinimo visose rajono seniūnijose. Ypatingą dėmesį skiriame vyresnio amžiaus gyventojų sveikatai, nes būtent ši grupė sudaro didžiausią mirtingumo dalį. Kartu nuosekliai investuojame į šeimų gerovę, švietimą ir bendruomenių stiprinimą, nes tik kompleksiškas požiūris leidžia ilgalaikėje perspektyvoje gerinti demografinę situaciją“, – sako meras R. Duchnevič.

    Nors natūrali gyventojų kaita, kaip ir visoje Lietuvoje, išlieka neigiama, Vilniaus rajone situacija vertinama kaip artima šalies vidurkiui.

    Per 2026 m. pirmąjį ketvirtį rajone užregistruoti 248 naujagimiai. Gimstamumo rodiklis Vilniaus rajone siekia apie 9–10 gimimų 1 000 gyventojų, kai Lietuvos vidurkis – apie 7–8 gimimai 1 000 gyventojų. Vis dėlto gimimų skaičius neatsveria mirčių.

    Per tą patį laikotarpį įregistruotos 358 mirtys, todėl natūrali gyventojų kaita tapo neigiama – gyventojų skaičius sumažėjo maždaug 110 asmenų. Kaip ir visos šalies mastu, rajone didesnis vyrų mirtingumas: vyrai sudaro 52,2 proc. visų mirčių, moterys – 47,8 proc.

    Didžioji dalis mirusiųjų (73,7 proc.) buvo 65 metų ir vyresni, o tai atspindi visuomenės senėjimo tendencijas. Pagrindine mirties priežastimi išlieka kraujotakos sistemos ligos, sudarančios apie 50 proc. visų mirčių. Antroje vietoje – onkologinės ligos (apie 16 proc.).

    Šeimos kūrimo ir ištuokų rodikliai Vilniaus rajone taip pat panašūs į bendras šalies tendencijas. Per 2026 m. pirmąjį ketvirtį rajone sudarytos 45 santuokos ir įregistruotos 22 ištuokos.

    Siekdama mažinti neigiamas demografines tendencijas ir stiprinti gyventojų sveikatą, savivaldybė kartu su „Vilniaus rajono poliklinika“, „Nemenčinės poliklinika“ ir „Vilniaus rajono savivaldybės visuomenės sveikatos biuras“ nuosekliai įgyvendina prevencines priemones. Tarp jų – sveikos gyvensenos skatinimas, visuomenės sveikatos stiprinimo programos, profilaktinių patikrų ir ankstyvos diagnostikos iniciatyvos, vakcinacijos prieinamumo didinimas, sveikatos ir fizinio aktyvumo projektai, pritaikyti vyresnio amžiaus žmonių poreikiams.

    Taip pat dėmesys skiriamas šeimos politikos priemonėms ir socialinei aplinkai, palankiai vaikų auginimui. Savivaldybė gerina ugdymo prieinamumą, modernizuoja švietimo infrastruktūrą, kuria saugesnę ir šiuolaikišką mokymosi aplinką bei plečia švietimo įstaigų tinklą.

    Skelbiama, kad nuoseklios priemonės turėtų sudaryti pagrindą tvaresnei Vilniaus rajono raidai, mažinti demografinių iššūkių poveikį ir gerinti gyventojų gyvenimo kokybę.

  • Panevėžys ieško darbdavių: vasarą jaunimui siūlo darbą, o įmonėms – solidžias kompensacijas

    Panevėžio miesto savivaldybė pradeda 2026 metų jaunimo vasaros užimtumo ir integracijos į darbo rinką programą. Miesto darbdaviai kviečiami aktyviai įsitraukti – iki gegužės 22 dienos dalyvauti apklausoje ir pateikti informaciją apie galimybes vasarą įdarbinti jaunus žmones.

    Programa skirta padėti jaunimui įgyti pirmosios darbo patirties, sustiprinti profesinius įgūdžius ir lengviau žengti į darbo rinką. Kasmet įgyvendinama iniciatyva skatina vasaros atostogas išnaudoti prasmingai: rinktis sezoninį darbą, pažinti darbo aplinką, įgyti praktinių įgūdžių ir kryptingiau planuoti profesinę ateitį.

    Taip pat siekiama išlaikyti ryšį su kituose miestuose studijuojančiu Panevėžio jaunimu, kviečiant vasarai sugrįžti dirbti į gimtąjį miestą. Kartu programa skatina aktyviau integruotis į darbo rinką ir tuos jaunuolius, kurie šiuo metu nei dirba, nei mokosi.

    Programoje gali dalyvauti 14–29 metų jaunimas, deklaravęs gyvenamąją vietą Panevėžio miesto savivaldybėje arba besimokantis Panevėžio miesto bendrojo ugdymo mokyklose. Darbdaviais kviečiamos tapti tik Panevėžio miesto savivaldybės teritorijoje veiklą vykdančios įmonės ir įstaigos.

    Didelis dėmesys skiriamas socialiai atsakingam įdarbinimui: prioritetas teikiamas nepilnamečių įdarbinimui, jaunimo su negalia įtraukimui į darbo rinką bei jaunuolių įdarbinimui apdirbamosios gamybos įmonėse. Taip pat skatinami darbdaviai, prisidedantys prie jaunimo kompetencijų ugdymo. Šie prioritetai siejami su strategine miesto kryptimi „Pramonė 4.0“ ir stiprina verslo, švietimo, mokslo bei viešojo sektoriaus bendradarbiavimą.

    2026 metais programai įgyvendinti Panevėžio miesto savivaldybė skyrė 25 tūkst. eurų. Planuojama kompensuoti apie 40 jaunuolių įdarbinimą miesto įmonėse ir įstaigose.

    Darbdaviams numatytos finansinės paskatos:

    • įdarbinus jaunuolį visu darbo krūviu, per mėnesį kompensuojama 30 proc. minimalios mėnesinės algos (345,90 Eur);
    • įdarbinus jaunuolį su negalia – 40 proc. minimalios mėnesinės algos (461,20 Eur);
    • apdirbamosios gamybos (pramonės) įmonėms – 50 proc. minimalios mėnesinės algos (579,50 Eur).

    Jei jaunuolis dirba ne visu darbo krūviu arba taikoma suminė darbo laiko apskaita, kompensacija apskaičiuojama proporcingai faktiškai dirbtam laikui. Maksimali kompensavimo trukmė – iki dviejų mėnesių, o kompensuojamas laikotarpis – 2026 metų liepos–rugpjūčio mėnesiai.

    Panevėžio miesto darbdaviai kviečiami iki gegužės 22 dienos užpildyti elektroninę apklausą apie galimybes įdarbinti jaunimą vasaros laikotarpiu. Apklausos rezultatai padės įvertinti realią darbo vietų pasiūlą ir sudaryti jaunimui skirtą vasaros darbo pasiūlymų sąrašą.

    Apibendrinti rezultatai bus viešinami jaunimui, kad darbdaviai ir jaunuoliai lengviau rastų vieni kitus. Darbo vietų sąrašai numatomi skelbti gegužės mėnesį, o paraiškų priėmimas planuojamas birželį.

    Kilus klausimų, kviečiama kreiptis į Savivaldybės administracijos jaunimo reikalų koordinatorę Tomą Karosienę telefonu +370 687 06 229.

    Komunikacijos skyrius

  • Panevėžyje startuoja „Mes darom“: ką privalote žinoti, kad tvarkymasis netaptų bauda

    Panevėžio gyventojai balandžio 24–25 dienomis kviečiami aktyviai įsitraukti į nacionalinę aplinkos tvarkymo iniciatyvą „Mes darom“. Jau 19-ąjį kartą rengiama akcija suburia bendruomenes bendram tikslui – puoselėti aplinką, skatinti ekologinį sąmoningumą ir atkreipti dėmesį į aplinkosaugos problemas. Iniciatyvą organizuoja „Mes darom“ kartu su partneriu „SDG“.

    Panevėžio miesto savivaldybė ragina gyventojus prisidėti prie miesto tvarkymo darbų – pasirinkti siūlomas tvarkytinas teritorijas arba inicijuoti savo aplinkos tvarkymo taškus. Gyventojai taip pat gali registruotis oficialioje iniciatyvos platformoje, kurti savo tvarkymosi iniciatyvas ir kviesti prisijungti bendruomenės narius, kaimynus ar draugus.

    Atliekų tvarkymo specialistai primena, kad svarbu ne tik surinkti atliekas, bet ir tinkamai jas sutvarkyti. Rūšiuojamos atliekos – plastiko, stiklo, popieriaus ir kitų pakuočių atliekos – turi būti metamos į tam skirtus rūšiavimo konteinerius, o stambiosios atliekos pristatomos į didelių gabaritų atliekų surinkimo aikšteles. Žaliąsias atliekas rekomenduojama vežti į specialiai joms skirtas surinkimo vietas.

    Balandžio 24–25 dienomis Panevėžio regiono atliekų tvarkymo centro aikštelėse Savitiškio g. 8, Senamiesčio g. 114B bei Kėdainių g. 13 ir 15 gyventojai galės priduoti stambiąsias atliekas įprasta tvarka, tačiau jos nebus įtrauktos į metinį atliekų kiekio limitą. Priduodant atliekas būtina informuoti aikštelės darbuotojus, pateikti asmens dokumentą ir nuotraukas, patvirtinančias, kad atliekos surinktos akcijos metu.

    Pažymima, kad visos atliekos turi būti išrūšiuotos. Atliekas, kurių aikštelės nepriima (pavyzdžiui, didesnius kiekius padangų ar automobilių detalių), rekomenduojama fiksuoti Aplinkos apsaugos departamento žemėlapyje „Tvarkau Lietuvą“.

    Kaip ir kasmet, prie iniciatyvos jungiasi socialiai atsakingos įmonės. Balandžio 20–24 dienomis „SDG“ biure Panevėžyje (Beržų g. 38) gyventojai galės nemokamai atsiimti tvarkymosi priemones – šiukšlių maišus ir pirštines.

    Aplinkos tvarkymo iniciatyvos Panevėžyje tęsiasi visą pavasarį. Jau kelerius metus Panevėžio miesto savivaldybė kviečia gyventojus dalyvauti tarptautinėje upių ir vandens telkinių švarinimo iniciatyvoje „River Cleanup“, kurios metu valomos Nevėžio ir Žagienio upių pakrantės bei vagos.

    Šiemet „River Cleanup“ akcija vyks gegužės 29–31 d. ir birželio 5–7 d. Apie ją bus informuojama papildomai.

    Komunikacijos skyrius

  • Jubiliejinė „Maisto banko“ akcija: šiemet taikomasi į rekordą – 350 000 vienetų maisto

    Jubiliejinė „Maisto banko“ akcija: šiemet taikomasi į rekordą – 350 000 vienetų maisto

    Jau šį penktadienį ir šeštadienį visoje Lietuvoje vyks jubiliejinė, 40-oji „Maisto banko“ akcija. Šiemet organizacija kelia ambicingą tikslą – surinkti 350 000 vienetų ilgo galiojimo maisto produktų. Tokio kiekio per pastaruosius penkerius metus surinkti nepavyko, todėl iniciatyva tampa ne tik simboline, bet ir itin svarbia atliepiant augantį paramos poreikį.

    „Matome aiškią tendenciją – maisto poreikis Lietuvoje didėja, ypač regionuose ir kaimiškose vietovėse. Ten gyvenantys žmonės neretai neturi galimybių dažnai pasiekti „Maisto banko“ atiduotuvių ar kitų paramą teikiančių organizacijų, todėl jiems itin svarbūs ilgiau galiojantys produktai, kuriuos galima sukaupti ir naudoti ilgesnį laiką. Būtent dėl to šiemet keliame aukštesnį tikslą nei įprastai, siekiame ne tik surinkti daugiau maisto, bet ir didesnę jo dalį nukreipti į regionus, kur pagalbos poreikis šiandien yra didžiausias, o maisto trūksta“, – teigia „Maisto banko“ vadovas Simonas Gurevičius.

    Naujausi statistikos duomenys rodo, kad skurdas Lietuvoje didėja. Šiuo metu skurdo riziką patiria 22,6 proc. šalies gyventojų. Labiausiai pažeidžiamos išlieka senjorų ir vienišų tėvų grupės: pensininkų skurdo rizikos lygis per metus padidėjo nuo 39,9 proc. iki 43,3 proc., o vienišų tėvų – nuo 31,6 proc. iki 33,2 proc. Augimas fiksuojamas ir tarp priešpensinio amžiaus žmonių, skurdą patiria neįgalieji, taip pat vaikai.

    Šiuo metu „Maisto bankas“ remia 232 tūkstančius gyventojų, o skaičiuojama, kad kas ketvirtas organizacijos perduodamas paramos krepšelis yra skirtas vaikams.

    Jubiliejinė akcija vyksta ypatingu metu – šiemet „Maisto bankas“ mini 25-erių metų veiklos sukaktį. Per šį laiką organizacija tapo viena svarbiausių pagalbos teikėjų šalyje ir, pasak jos atstovų, išskirtiniu visuomenės susitelkimo pavyzdžiu.

    „Tokio masto bendradarbiavimo ir įsitraukimo pavyzdžių, kai kilniam tikslui susivienija visuomenė, savanoriai, verslas, iki šiol retai kur galima pamatyti. Todėl čia Lietuva yra išskirtinė“, – sako organizacijos vadovas.

    Kasmet prie akcijos prisijungia vis daugiau savanorių. Šiemet tikimasi sulaukti beveik 7000 žmonių, kurie beveik vienu metu darbuosis parduotuvėse visoje Lietuvoje. Per 25 metus ši iniciatyva į pilietines veiklas įtraukė dešimtis tūkstančių žmonių, o jos dėka tūkstančiai šeimų sulaukė pagalbos.

    „Kiekvienos akcijos metu sutinkame ir žmonių, kurie aukoja nešini pilnais krepšeliais ar net vežimėliais maisto ir sako tai darantys todėl, kad kažkada patys sulaukė pagalbos. Jau užaugo ištisa karta, kurios vaikystėje pilnesnės lėkštės būdavo „Maisto banko“ dėka. Šiandien tie žmonės patys augina savo vaikus ir rodo jiems dalijimosi pavyzdį, nes kaip niekas kitas gerai supranta, kiek daug reiškia storesni blynai ant stalo ar diena, kai pietums ne tik bulvės. Tai stipriausias įrodymas, kad pagalba kuria pokytį, žmonės atsistoja ant kojų ir grįžta padėti kitiems“, – dalijasi „Maisto banko“ vadovas.

    Šį penktadienį ir šeštadienį „Maisto banko“ akcija vyks 409 parduotuvėse, 75 Lietuvos miestuose ir miesteliuose. Pirkėjus pasitiks daugiau nei 7000 savanorių, o kartu su „Maisto banku“ paramą savo globojamiems žmonėms rinks dar 231 nevyriausybinė organizacija.

    Akcija vyks penktadienį nuo 15 iki 20 val., o šeštadienį nuo 10 iki 19 val. Gyventojai kviečiami aukoti ilgo galiojimo maisto produktų, ypač reikalingi mėsos ir žuvies konservai bei aliejus.

    „350 000 vienetų maisto produktų mums labai svarbus tikslas, kad galėtume tikslingiau padėti gyvenantiems atokiau, tiems, kurie ne visada drįsta ar gali paprašyti pagalbos. Šiandien mes esame sunkiau gyvenančių žmonių balsu ir siekiame pasirūpinti, kad pagalba juos pasiektų laiku. Todėl jau šį penktadienį ir šeštadienį kviečiame atėjus į parduotuvę, jei tik galite nenuskriausdami savęs ar savo šeimos, paaukoti bent vieną ilgo galiojimo maisto produktą. Šis jūsų pasirinkimas taps maisto krepšeliu ar bent vakariene žmogui, kuriam šiandien sunkiau. Suteikime jam vilties“, – kviečia „Maisto banko“ vadovas.

  • Panevėžys meta iššūkį daugiabučių bendrijoms: už priedangą – iki 5 tūkst. eurų

    Panevėžio miesto savivaldybė jau trečius metus iš eilės kviečia daugiabučių namų bendrijas dalyvauti konkurse, skirtame stiprinti gyventojų pasirengimą galimoms ekstremaliosioms situacijoms. Iniciatyvos tikslas – paskatinti bendruomenes įsirengti patalpas, atitinkančias minimalius priedangų reikalavimus, kurios nelaimės atveju galėtų tapti laikinu saugiu prieglobsčiu.

    Konkurse gali dalyvauti daugiabučių namų butų ir kitų patalpų savininkų bendrijos, bendrojo naudojimo patalpose įsirengusios ne mažesnę nei 30 kv. metrų ploto priedangą. Didesnės erdvės vertinamos palankiau, nes jos leidžia užtikrinti saugumą didesniam gyventojų skaičiui.

    „Saugus miestas prasideda nuo pasirengusios bendruomenės. Kai gyventojai kartu rūpinasi savo namų aplinka ir ieško sprendimų, kaip apsaugoti vieniems kitus, kuriame stipresnį ir atsparesnį Panevėžį. Šis konkursas – tai kvietimas bendrijoms imtis realių veiksmų, kurie didina saugumą ir stiprina pasitikėjimą savo bendruomenėje“, – sako Panevėžio miesto merė Loreta Masiliūnienė.

    Konkurso nugalėtojai bus skatinami finansiškai – iš miesto biudžeto numatyti piniginiai prizai iki 5 tūkst. eurų. Skiriama suma priklausys nuo to, kiek priedanga atitinka minimalius reikalavimus, ir nuo surinktų balų.

    Vertinant paraiškas, didžiausias dėmesys skiriamas funkcionalumui ir saugumui. Daugiausia – 40 balų – skiriama už alternatyvų elektros energijos šaltinį, pavyzdžiui, generatorių.

    Taip pat vertinami du įėjimai arba išėjimai (20 balų), langų apsaugos nuo stiklo šukių sprendimai ir tinkamai įrengta elektros instaliacija (po 15 balų). Bendrijos, neturinčios dviejų įėjimų ar išėjimų, konkurse dalyvauti gali, tačiau tokiu atveju nesurenka maksimalios balų sumos. Papildomi balai skiriami už švarias, tvarkingas ir saugias patalpas bei bazinį komfortą užtikrinančius elementus, pavyzdžiui, suolus ar kėdes.

    Savivaldybė pabrėžia, kad įrengtos priedangos tampa svarbia miesto civilinės saugos infrastruktūros dalimi: jos didina gyventojų pasirengimą netikėtoms situacijoms, skatina bendradarbiavimą ir stiprina saugumo jausmą kasdienėje aplinkoje.

    Paraiškos konkursui priimamos iki šių metų spalio 1 dienos (imtinai). Jas galima pateikti savivaldybės priimamajame arba siųsti paštu adresu: Laisvės a. 20, Panevėžys. Teikiant paraišką būtina nurodyti daugiabučio namo adresą ir pareiškėjo kontaktinę informaciją.

    Kilus klausimų, kviečiama kreiptis į šiuos asmenis:

    Justą Laurinavičių, patarėją, atliekantį savivaldybės parengties pareigūno funkcijas
    tel. +370 45 501 340, +370 684 738 99

    Simoną Matusevičiūtę, vyriausiąją specialistę
    tel. +370 611 643 42

    Panevėžio miesto savivaldybė ragina daugiabučių bendrijas aktyviai dalyvauti konkurse ir pasinaudoti galimybe sustiprinti savo bendruomenių pasirengimą ekstremaliosioms situacijoms.

    Komunikacijos skyrius