W sobotę o godzinie 14.00 w Paryżu z okolic Port de Baguolet wyruszyła kolejna antyrządowa manifestacja. Kilka godzin wcześniej Rada Stanu uchyliła decyzje paryskiego sądu administracyjnego i przywróciła wcześniej wyznaczoną trasę.
Na czas przemarszu kilkudziesięciu tysięcy uczestników zamkniętych zostało ponad pięćdziesiąt stacji metra, wstrzymano kursowanie komunikacji miejskiej. Służby nakazały usunięcie rowerów przypiętych do ulicznych stojaków.
Tym razem w marszu wzięło udział mniej osób, zabrakło także osobistości życia politycznego, w tym m.in. kandydatki na prezydenta z ramienia Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen oraz przedstawicieli partii lewicowych.
Pojawił się jedynie lider LFI (Francji Nieujarzmionej) Jean-Luc Melanchon, który wznosił okrzyki dotyczące tego, że głos ulicy powinien stać się obowiązującym prawem.
Uczniowie i studenci nadal są niezadowoleni z rozmów z ministrami na temat zmian w przyszłorocznej maturze i zwiększeniu w budżecie na 2027 r. środków na finansowanie liceów i wyższych uczelni.
Zgodnie z planem na 5 listopada zaplanowano blokadę szkół, kolejną manifestacją pod sztandarami komunistycznego związku CGT. Te protesty zbiegną się ze strajkiem ogłoszonym przez kolejarzy.
SNCF ograniczy liczbę pociągów ponieważ zarząd państwowej spółki nadal nie podjął rozmów w sprawie podwyżek płac.
W trakcie dnia odbyły się mniejsze manifestacje w kilku dużych miastach, w tym w Marsylii, Tuluzie, Rennes i Nantes. Porządku pilnowało ok. 70 tys. policjantów i żandarmów.
Leave a Reply